REKLAMA

Ranch, Farm & Store Simulator – recenzja gry. Cyfrowa farma, grządka i trzoda, która zjadła mój czas.

Sonia Moćko

Opublikowano: 28 listopada 2025

Spis treści

Na Steamie rocznie debiutuje około czterech tysięcy symulatorów. Nie każdy z nich się wybije, czy nawet zwróci nasza uwagę. Jak na tle konkurencji wypada Ranch, Farm & Store Simulator? Zapraszam do lektury!

Zwolnij, kup grządkę i zasadź ekologiczne pomidory

Nie wiem, czym dokładnie jest magia symulatorów, składa się na nią kilka faktorów, ale Ranch, Farm & Store Simulator złapało mnie szybciej, niż byłam gotowa to przyznać. To jeden z tych tytułów, które na pierwszy rzut oka wyglądają niewinnie, wręcz niepozornie, a potem… orientujesz się, że minęły trzy godziny, a Ty wciąż sadzisz pomidory, dokarmiasz kury i z dumą układasz ogórki na półce. Twoje tętno zwolniło, siedzisz w ciepełku w zacisznym kącie swojego PC.

Kurczaki, jeszcze w żadnym symulatorze nie miałam tak nietuzinkowych klientów. Przyciągam każdego hipstera i alternatywkę w promieniu 100 mil!

System progresji jest wolny, ale jednocześnie diabelnie satysfakcjonujący. Zaczynamy bardzo skromnie – od hodowli kurczaków i posadzenia pomidorów oraz ogórków, które następnie trafiają prosto do naszego sklepiku. Ja oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie ochrzciła swojego biznesowego dziecka imieniem. Tak oto powstał Soniaekomart – mały, lokalny interes z wielkim sercem (i jeszcze większym potencjałem na imperium).

REKLAMA

Na początku oczywiście stanęłam na kasie, bo jest to jedno z moich ulubionych zadań w symulatorach. Uwielbiam ten nieśpieszny rytuał: skanowanie produktów, wydawanie reszty, uprzejme kiwnięcie głowy do klienta i ta iluzja, że prowadzę prawdziwy, dobrze działający biznes. Prawie czułam zapach ciepłego paragonu fiskalnego i dumę właścicielki roku. Klientela, która was odwiedzi jest dość specyficzna, mężczyźni w stroju krowy lub kurczaka? Nic mnie już nie zdziwi, to chleb powszedni w tym hipsterskim miejscu. 

 

A kto widzi w pomidorach dzika, ten od kasy szybko zmyka!

Sielanka skończyła się jednak w chwili, gdy wściekła, dzika locha postanowiła przetestować odporność mojego slow, eko konceptu spożywczego na ataki zewnętrzne. Z animuszem godnym Godzilli w wersji wiejskiej wparowała na pole i zaczęła tratować moje plony, depcząc pomidory i ogórki, w które włożyłam całe serce i, co ważniejsze, całe oszczędności.

– Soniaekomarket – Pierwszy Labubu Slow Eko Spożywczy koncept dla mieszkańców dużych miast!

Drżąc niczym osika – z obawy o własny interes, przyszłość marki i z czego ja właściwie zapłacę ZUS – porzuciłam kasę, dobyłam miotły i urządziłam epickie świniobicie, które na zawsze zapisze się w historii tej farmy. Przez chwilę czułam się jak bohaterka postapokaliptycznego survivalu. Niestety, po kilku minutach wściekłe racice powróciły niczym sequel, o który nikt nie prosił, więc w końcu odkryłam, że ataki dzikich zwierząt można w ustawieniach zmniejszyć lub wyłączyć. W amoku kliknęłam ok nie doczytując komunikatu do końca. Cywilizacja zwyciężyła. No dzik shall pass!

 

Polska lokalizacja i proste, intuicyjne menu sprzyjają spokojnemu rozszerzaniu imperium

Na szczęście gra oferuje polską lokalizację oraz proste i intuicyjne menu, dzięki czemu szybko ogarnęłam wszystkie funkcje i możliwości. Po osiągnięciu drugiego poziomu mogłam wreszcie zatrudnić kasjera, który przejął obsługę klientów, a ja mogłam skupić się na rozwoju biznesu i ekspansji mojego mini imperium rolno-handlowego.

Miotła to Twój najlepszy obronny oręż! Na dzika, na upierdliwego klienta, na wszystko!

Rozbudowałam gospodarstwo o nowe rośliny i zwierzęta. Zwiększona liczba kur i kaczek szybko przełożyła się na całe partie jaj. Owce regularnie dostarczały mi wełnę, a gdy osiągały pewien wiek – podobnie jak ptactwo – były kierowane na ubój. Brutalne? Być może. Skuteczne? Zdecydowanie.

 

Cienie i blaski uboju zwierzyny

I tutaj wydarzył się jeden z najbardziej bolesnych (i traumatycznych) momentów mojej kariery farmerki. Nie myślałam, że w ogóle odważę się na ubój zwierząt w grze, ale okazało się, że stare zwierzęta mogę usunąć z zagrody jednym kliknięciem albo przycisnąć R i pozyskać z nich ekologiczne mięso. Postanowiłam pozbyć się jednej starej kaczki, która od dawna nie znosiła już żadnych jaj i była po prostu nierentowna. Problem polegał na tym, że trzymałam ją w zagrodzie razem z moimi pięknymi, drogimi owcami. Gdy sięgnęłam myszką po kaczkę, mój kursor w ostatniej sekundzie przeskoczył… na nową, pięciokrotnie droższą owcę, która chwilę później została poddana egzekucji. Sekunda ciszy dla poległej, niewinnej i zdecydowanie bardziej przyszłościowej mieszkanki zagrody.

 

Jak dbasz, tak masz

Gra premiuje szczególnie troskliwego gospodarza. Zadbane, dopieszczone rośliny i zwierzęta produkują towary klasy premium, oznaczone gwiazdką, które są znacznie więcej warte i przyciągają do sklepu klientów gotowych zapłacić każdą cenę. I właśnie na tym polega cała przyjemność: zwiększamy ilość sprzętu, ulepszamy narzędzia, korzystamy z lepszych materiałów i systematycznie dążymy do perfekcji.

Co ważne — wynajęci pracownicy naprawdę pracują, co jest miłym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę inne gry z tego gatunku (Wrap House Simulator, widzisz mnie?). Nie obijają się, nie stoją w kącie i nie udają dekoracji. Mają jednak jeden, mały, zasadniczy problem… czasami podejmują decyzje na poziomie bezmózgiego yeti.

Stado owiec to…lama! Czasami w takiej plątaninie zwierzęcych ciał łatwo o makabryczną pomyłkę

Przykład? Donoszę do magazynu świeżo zdobyte mięso premium z kaczki, dumna jak paw i przekonana, że to ono powinno trafić na półkę. Tymczasem pracownik stwierdza, że najlepiej będzie… dołożyć kolejne pomidory. I to nawet nie te premium z gwiazdką. Tak, te same, zwykłe pomidory, które już teraz dosłownie wypadają z półek i walczą o przestrzeń życiową z ogórkami. Logika? Brak. Determinacja? Niezachwiana.

Mimo to rozgrywka płynie spokojnie, miękko i relaksująco. Dla mnie jest to niemal forma cyfrowej medytacji – po długim, intensywnym dniu mogę usiąść, poprawić zagrodę, podlać roślinki i zobaczyć, jak mój mały, chaotyczny świat powoli, ale konsekwentnie się rozwija.

To typowy symulator z typowym progresem i wszystkimi jego bolączkami, ale właśnie ta przewidywalność i znajome mechaniki są jego największą siłą. Nie udaje niczego więcej – oferuje dokładnie to, czego oczekujesz po farmowo-sklepowej produkcji.

I robi to naprawdę dobrze.

 

Podsumowanie

Obowiązkowa pozycja dla miłośników OG symulatorów, spokojnego grindu i satysfakcji z budowania czegoś od zera, co zaczynało jako skromna stodoła, a kończy jako pełnoprawne, działające jak należy przedsiębiorstwo.

 

ZALETY +

WADY -

Sonia Moćko

Dziennikarka z wykształcenia, kinomanka z zamiłowania odkąd mając kilka lat, trafiłam na niedzielny cykl "Kocham kino" na kanale drugim Telewizji Polskiej. Oceniłam na filmwebie ponad 4 tysiące filmów, 600 seriali i prawie 200 gier. Paragracz. Byłam normalna 3 koty temu. Ubóstwiam Baby Yodę i Sailor Moon. Ulubione platformy to Nintendo Switch i Xbox. Kolekcjonuje retro Barbie. Na Instagramie jako @matkapraskaodkotow.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Superhero Simulator – recenzja gry  Early Access. Lot ku niebu czy upadek z wysoka?  

Superhero Simulator – recenzja gry  Early Access. Lot ku niebu czy upadek z wysoka?  

Let’s Sing 2026 – recenzja gry. Singstar doczekał się godnego następcy! 

Let’s Sing 2026 – recenzja gry. Singstar doczekał się godnego następcy! 

Winter Burrow – recenzja gry – Urocza gra o myszce <3

Winter Burrow – recenzja gry – Urocza gra o myszce <3
recenzja gry wreckreation

Wreckreation – recenzja gry. Kiedy Burnout spotyka Trackmanię

Wreckreation – recenzja gry. Kiedy Burnout spotyka Trackmanię

Powrót Cienia. Historia Śródziemia Tom VI – Recenzja książki. Śródziemie na surowo — wersje robocze, drewniaki i genialny chaos

Powrót Cienia. Historia Śródziemia Tom VI – Recenzja książki. Śródziemie na surowo — wersje robocze, drewniaki i genialny chaos

EA Sports Madden NFL 26 – recenzja gry. Najlepszy Madden od lat

EA Sports Madden NFL 26 – recenzja gry. Najlepszy Madden od lat