REKLAMA

O uciśnionej damie na nowo – recenzja Under The Oak Tree 

Martyna Adamska

Opublikowano: 29 stycznia 2026

Spis treści

Czasami na najciekawsze historie trafiamy zupełnie przypadkowo. Tak też stało się ze mną, gdy gdzieś w czeluściach internetu czyhała na mnie manhwa Under The Oak Tree. Złapała mnie w swoje macki… i zakochałam się po same uszy, choć wad jej nie brakuje. Cóż to za pozycja i dlaczego skłoniła mnie nie tylko do zachwytów, ale też do rozważań na temat romantyzacji niewłaściwych zachowań w popkulturze? O tym opowiem wam w poniższej recenzji. 

Webnovela na miarę Oscara czy kolejna Nora Roberts? 

Jeśli poszukujecie fenomenu literackiego ostatnich lat, to prędzej czy później natkniecie się na Under The Oak Tree. Moda na manhwę, której korzenie sięgają krajów azjatyckich, błyskawicznie obiegła świat. W połączeniu z ideą webnoveli, czyli opowieści publikowanych w odcinkach w internecie, stworzyła istną mieszankę wybuchową. Dodajmy do tego niezwykle popularny obecnie gatunek romantasy… i mamy przepis na sukces. Czytelnicy są spragnieni właśnie takich intensywnych i eskapistycznych narracji. 

Kilka lat temu pewna autorka – Suji Kim – stworzyła historię miłosną, jakich w popkulturze nie brakuje. W centrum akcji swojej powieści pisarka umieściła jąkającą się Maximilian, straumatyzowaną przez ojca-tyrana dziewczynę, którą dla korzyści politycznych wydano za mąż za rycerza niższego stanu – Riftana. Wszystko po to, by ojciec uniknął wojaczki, a jednocześnie zdobył przychylność króla cudzymi rękoma. Brzmi jak plan idealny – spryciarz był z tego tatusia. Młodzi składają przysięgę, następnie spędzają ze sobą noc poślubną, która dla Maxi staje się źródłem kolejnych traum. Następnego dnia Riftan opuszcza kraj, by po trzech latach powrócić jako najpotężniejszy rycerz całego królestwa. 

REKLAMA

I to jest ta scena, w której dajecie nogę! Znaczy się – czytacie dalej, oczywiście. 

O uciśnionej damie na nowo – recenzja Under The Oak Tree

Piękno, które syci umysł 

Pomysł Suji Kim doczekał się adaptacji w formie manhwy publikowanej online. W serwisie Manta można było, niczym w dawnych czasach, zapoznawać się z kolejnymi odcinkami publikowanymi w regularnych odstępach. Miało to swój klimat i smaczek… Ja bardzo czekałam na kolejne epizody. Taki model publikowania, skądinąd znany naszym rodzicom i dziadkom, zdecydowanie buduje napięcie, ciekawość tego, co wydarzy się dalej, a także przywiązanie do opowieści. 

Choć muszę przyznać szczerze, że bardziej niż samą historię pokochałam sposób, w jaki została zilustrowana. Wersja papierowa to czysty majstersztyk – obrazy są przepiękne, wykonane w średniowiecznym klimacie fantasy, z ogromną dbałością o detale. Poszczególne sceny kadrowane są ze szczególnym naciskiem na emocje bohaterów. Manhwa jako medium wyjątkowo dobrze unosi taką historię, bo każdy gest, spojrzenie czy rumieniec staje się osobną sceną. W pierwszym tomie jest ich mnóstwo – liczy on niemal 500 stron – i mogę śmiało powiedzieć, że na żadnej z nich nie zauważyłam niedbałości czy spadku jakości. Gra świateł i cieni prezentuje się naprawdę pięknie.

O uciśnionej damie na nowo – recenzja Under The Oak Tree

Czcionka jest przyjazna dla oczu, nie męczymy się przerzucając kolejne strony. Do tego twarda oprawa, która dopełnia całości. Jeśli spadnie na ziemię, z pewnością narobi sporo hałasu. Dla niektórych wadą może być to, że tom został wydany w naszym kraju jedynie w wersji anglojęzycznej. 

Ale pod tą piękną, dopieszczoną wizualnie formą kryje się przede wszystkim opowieść o bardzo trudnej relacji… 

Perypetie młodego małżeństwa 

Niewątpliwą zaletą Under The Oak Tree jest przedstawienie problemów, z którymi borykają się główni bohaterowie w swojej nietypowej sytuacji. Aranżowane małżeństwo, którego z początku nie chciało żadne z nich, a następnie walka z własnymi demonami, by stworzyć zdrową relację dwojga ludzi. Zadanie nie należy do najprostszych, bo Maxi to dziewczyna poturbowana przez karygodne zachowania ojca (włącznie z przemocą słowną i fizyczną), natomiast Riftan to typ „od zera do bohatera”, urażony faktem, że jego żona nie chce mieć z nim nic do czynienia, ponieważ uznaje go za pariasa.

O uciśnionej damie na nowo – recenzja Under The Oak Tree

Wszystko byłoby w porządku, mam natomiast jedno ogromne „ale”

Historia jest bardzo mocno przeromantyzowana. Zabieg jest celowy i pasuje do konwencji tej opowieści, lecz tej słodyczy bywa zdecydowanie zbyt wiele. Od samego początku Riftan jest niezwykle opiekuńczy, szaleńczo zakochany w swojej żonie. Wpatrzony w nią jak w świętość, jest jednocześnie bardzo zaborczy, zwłaszcza gdy Maxi podejmuje jakiekolwiek aktywności. Ma dziewczyna odpoczywać i pachnieć, aż dostanie odleżyn, biedaczka. Ponadto Riftan jest najlepszym rycerzem świata, o ogromnej sile, pokonał straszliwego potwora i ma ze trzy metry wzrostu, co z pewnością dodaje historii realizmu… 

I właśnie w tym miejscu Under The Oak Tree zaczyna dotykać bardzo niepokojąco znajomych schematów popkulturowych. Na szczęście nie jest to opowieść zupełnie jednowymiarowa. 

Charakter Maxi wydaje się mieć więcej głębi – walczy ona z własnymi słabościami i spaczonym obrazem siebie, wpojonym przez ojca despotę. Dlatego jest wiecznie skrępowana i stara się za wszelką cenę wszystkim pomagać, nie sprawiając jednocześnie kłopotu. Wszelka intymność pomiędzy nimi sprowadza się do niezwykle silnego pożądania odczuwanego przez Riftana i równie wielkiego zawstydzenia Maxi, związanego z „wykonywaniem obowiązków małżeńskich”. Jednak z czasem ich charaktery ewoluują, co daje pole do interesujących obserwacji. 

Czy to na pewno opowieść idealna? 

Nadeszła pora na zastanowienie się nad zdecydowanie poważniejszym fenomenem literackim – romantyzowaniem zachowań, które w normalnym życiu takimi nie są. Od lat poznajemy „romantyczne” historie o dziewczynach ratowanych przez książąt i rycerzy, skazanych bez ich wsparcia na beznadziejny los. Opowieści o braku sprawczości żeńskich postaci i częstym upokarzaniu – zwłaszcza ze strony bliskich, rodziców czy partnerów. Powielamy schematy ofiary i wybawcy, które wciąż wyjątkowo silnie funkcjonują w zbiorowej wyobraźni. 

Choć trzeba uczciwie przyznać, że coraz więcej współczesnych opowieści nadaje bohaterkom cechy silnych kobiet, biorących swój los we własne ręce, nadal romantyzowanie przemocy, małżeństwa jako jedynego złotego środka na całe zło, idealizowanie postaci czy tworzenie figur typu Mary Sue pozostaje problematyczne. Zmienia się estetyka i dekoracje, ale emocjonalny schemat bardzo często pozostaje ten sam. 

Problem polega na tym, że nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kim jest odbiorca danej opowieści i z jakim bagażem do niej przychodzi. Twórczość trafia do ludzi o różnych doświadczeniach, wrażliwości i granicach. Dlaczego więc mielibyśmy utwierdzać ich we wzorcach, które są bolesne, raniące i niewłaściwe? 

Under The Oak Tree wyjątkowo wyraźnie wpisuje się w ten schemat. Wbrew pozorom, pod maską pięknie wydanej opowieści o miłości kryje się mnóstwo obaw, żalu, bólu i niepewności. 

Nie każdy bohater nosi pelerynę 

W opowieści pojawia się wiele innych postaci – cały panteon służących Riftana, rycerze z jego drużyny oraz czarodziej Ruth. I to właśnie temu ostatniemu chciałabym oddać monopol na ten akapit. 

Jednym z najbardziej istotnych momentów opowieści jest pojawienie się Rutha oraz podjęcie przez niego nauczania Maxi sztuki magii. To przełamuje nieco lęki dziewczyny i mocno ją dowartościowuje. Co jest w postaci Rutha najpiękniejsze? To, że jako jeden z nielicznych bohaterów tej historii nie oferuje Maxi opieki, lecz narzędzie – umiejętność, dzięki której dziewczyna po raz pierwszy zaczyna uświadamiać sobie własną sprawczość. Ten moment silnie uderza czytelnika i sprawia, że Maxi staje się bardziej ludzka, a Ruth wzbudza prawdziwą sympatię. Jak łatwo się domyślić, małżonek nie jest z tego powodu szczęśliwy – miała przecież nie nadwyrężać swego wątłego organizmu. Zdobycie nowych umiejętności prowadzi do stopniowej przemiany Maxi, a jednocześnie Ruth, ze swoimi ciętymi odzywkami i specyficznym sposobem bycia, okazuje się najbardziej barwną postacią całej opowieści.

O uciśnionej damie na nowo – recenzja Under The Oak Tree

Emocjonalne wzloty w żółwim tempie 

Tam, gdzie opowieść wygrywa emocją, zaczyna czasem przegrywać dynamiką – i podobnie jest w przypadku Under The Oak Tree. Historia obdarzona jest tak ogromnym ładunkiem emocjonalnym, że momentami potrafi zwyczajnie znużyć czytelnika. Śledząc ją, można odnieść wrażenie, że niewiele się dzieje, a narracja nie zawsze prowadzi wyraźnie do przodu, ku konkretnemu punktowi. 

Powracające lęki Maxi, jej niepewność i poczucie niedowartościowania – mimo wyraźnej zmiany warunków życia na znacznie lepsze – oraz nadopiekuńczość Riftana stają się stałymi elementami opowieści. Z jednej strony budują jej emocjonalną spójność, z drugiej zaczynają ją obciążać i odbierać lekkość. Owszem, pojawiają się drobne przełomy w rozwoju bohaterów, jednak całość sprawia raczej wrażenie maratonu z problemami niż fabularnego sprintu. 

Wrażenie stagnacji potęguje także niewielka wyrazistość i różnorodność postaci drugoplanowych. Służba Riftana to grupa początkowo nieufna, by szybko przejść w niemal bezwarunkowe uwielbienie nowej pani na zamku. Rycerze są nieco bardziej pamiętliwi – uderza ich fakt, że Maxi przez trzy lata małżeństwa nie interesowała się losem męża ani jego poddanych – jednak i oni nie wybijają się wyraźnie ponad schemat. Jedyną naprawdę dynamiczną postacią drugiego planu pozostaje wspomniany wcześniej Ruth, który w dużej mierze nadrabia za cały panteon bohaterów. 

Podsumowanie 

Under The Oak Tree to nowa odsłona historii o Kopciuszku. Na szczególną pochwałę zasługuje rozpoczęcie opowieści w momencie, w którym zazwyczaj kończą się bajki – po ślubie głównych bohaterów, którzy z założenia mieli żyć długo i szczęśliwie. Tutaj jednak, podobnie jak w prawdziwym życiu, dopiero zaczynają się strome schody, na których bohaterowie regularnie się potykają. 

Borykają się z własnym bólem, niepewnością i słabościami. Uczą się siebie nawzajem, stopniowo się do siebie zbliżają, co jednak wcale nie oznacza końca ich problemów. Wręcz przeciwnie – Under The Oak Tree konsekwentnie pokazuje, że bliskość nie leczy automatycznie ran. 

Tego, dokąd zaprowadzi ich ta relacja, dowiecie się z pierwszego tomu, do którego lektury serdecznie zachęcam. A także z drugiego, który jest już dostępny w naszym kraju – i z którym sama zdążyłam się zapoznać. 

ZALETY +

WADY -

Martyna Adamska

Niegdyś pięciolatka dźwigająca najnowsze tomy Harry'ego Pottera, dziś oddana fanka fantasy. Kocham wszelkie opowieści, najczęściej jednak sama obdarowuję słowotokiem moje otoczenie. Gram od lat, z ogromnym sentymentem dla staroci. Idealistka aż do szpiku kości - nie bez przyczyny uwielbiam kolor niebieski.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

KOSZMAR W CZTERECH ŚCIANACH – RECENZJA FILMU POMOC DOMOWA  

KOSZMAR W CZTERECH ŚCIANACH – RECENZJA FILMU POMOC DOMOWA  

Powrót do Silent Hill – recenzja filmu – Powrót do tanich horrorów z lat 90.

Powrót do Silent Hill – recenzja filmu – Powrót do tanich horrorów z lat 90.

Sandman. Teatr Tajemnic. Tom 3 – recenzja komiksu – Nowy bohater w twojej okolicy

Sandman. Teatr Tajemnic. Tom 3 – recenzja komiksu – Nowy bohater w twojej okolicy

Sandman. Teatr Tajemnic. Tom 2 – recenzja komiksu – Gdy sekret wyjdzie na jaw

Sandman. Teatr Tajemnic. Tom 2 – recenzja komiksu – Gdy sekret wyjdzie na jaw

Radiant Black. Tom 3: Galeria złoczyńców – recenzja komiksu – Kiedy bycie superbohaterem staje się pracą na pełny etat

Radiant Black. Tom 3: Galeria złoczyńców – recenzja komiksu – Kiedy bycie superbohaterem staje się pracą na pełny etat

Ród Corrinów. Diuna. Tom 2 – recenzja komiksu – Wojna Przyprawowa, narodziny dziedzica i zaciskanie pętli

Ród Corrinów. Diuna. Tom 2 – recenzja komiksu – Wojna Przyprawowa, narodziny dziedzica i zaciskanie pętli