REKLAMA

Niedokończone Opowieści Śródziemia i Númenoru – Recenzja książki. Kiedy ten Tolkien w końcu skończy?

Jakub Trojanowski

Opublikowano: 9 stycznia 2026

Spis treści

Obawiam się, że nigdy, a już na pewno nie w ciągu kilku najbliższych lat. Wszystko z powodu tłumaczenia na język polski Historii Śródziemia. Co więcej, towarzyszą im też inne tolkienowskie premiery, wywołujące radość u miłośników twórczości Profesora. Tego samego nie można jednak powiedzieć na temat ich oszczędności. Wiele z pozycji poszerza jednak dostępną w rodzimym języku wiedzę o Śródziemiu. Jak w tym wszystkim odnajdują się niedawno wydane Niedokończone Opowieści? O tym możecie przeczytać poniżej.

Zdjęcie 1

Kiedy jeden ilustrator to za mało

Angielskie wydanie w 1980 r. zredagowane przez Christophera Tolkiena spotkało się z ciepłym przyjęciem, co spowodowało proces powstawania wielotomowej Historii Śródziemia w kolejnych latach. Można więc zauważyć, że mimo powierzchownych różnic w wyglądzie, schemacie czy podejściu redaktora, oba projekty łączy więcej, niż mogłoby się wydawać. W Polsce tytuł był już znany pod koniec ubiegłego wieku, jednak w ostatnich latach w księgarniach dostępna była tylko edycja od Wydawnictwa Zysk i S-ka, które w tym roku wypuściło specjalną edycję ilustrowaną tegoż tytułu.

REKLAMA

Tym razem jednak nie zobaczymy ilustracji samego Tolkiena, jak to miało miejsce przy Sillmarillionie. Analogicznie do wydania angielskiego postawiono na tzw. tolkienowskich ilustratorów. Nie jednego, nie dwóch, lecz trzech. Po co się ograniczać, skoro można rozpieścić czytelników wyszukaną ucztą dla wzroku? Pod względem treści nowe wydanie nie odbiega od poprzedniego, tłumaczenie pochodzi bowiem od Agnieszki Sylwanowicz i Pauliny Braiter. Podobnie jak wiele innych tytułów związanych z Tolkienem Niedokończone Opowieści zostały wydane w twardej oprawie, z charakterystyczną, matową obwolutą w komplecie.

Niedokończone Opowieści Śródziemia i Númenoru – Recenzja książki. Kiedy ten Tolkien w końcu skończy? | Zdjęcia własne

Trzech Ilustratorów czytelnikom wielu szlachetnego miana

Celowo odchodzę od utartego schematu, który pomaga mi ująć w recenzjach wszystkie aspekty dzieł. Zacznę bowiem niestandardowo od warstwy wizualnej, która bezsprzecznie wyróżnia nowe wydanie Niedokończonych Opowieści. Już sama okładka odbiega od stylu, który upiększał ostatnie tolkienowskie premiery od wydawnictwa Zysk i S-ka. Powraca znajoma kreska, która zdobiła różne wersje Władcy Pierścieni, Hobbita czy Upadku Númenoru. I to właśnie z tymże legendarnym krajem powiązany jest poniewierany przez fale statek przedstawiony na ilustracji, za którą odpowiadał Alan Lee. Natomiast grafika zdobiąca tył książki przedstawia jednego z Czarnych Jeźdźców, pilnie obserwującego krainę hobbitów, wyszła spod pędzla Johna Howe’a. Ted Nasmith uzupełnił ich dzieła obrazem z okładki poprzedniego wydania, którego elementy zdobią skrzydełka obwoluty.

Wydanie ilustrowane zostało wzbogacone m.in. o krótkie życiorysy trzech artystów oraz spis barwnych ilustracji, które znalazły się wewnątrz. Świętej trójcy ilustratorów przedstawiać chyba nie trzeba, gdyż od wielu lat upiększają okołotolkienowskie dzieła, a czasem pomagają również przy filmach lub – co gorsza – serialach. Oprócz wspomnianych wcześniej grafik, wewnątrz znajduje się 18 barwnych ilustracji (czyli po 6 na głowę), do tego przednią i tylną wyklejkę zdobią mapy Christophera Tolkiena. Każde z dzieł powstało w stylu charakterystycznym dla autora, a dzięki spisowi z tytułami można je bezbłędnie przypisać do opisywanych wydarzeń. Całości dopełniają natomiast czarnobiałe, ołówkowe grafiki na stronach rozpoczynających każdą z czterech części. 

Niedokończone Opowieści Śródziemia i Númenoru – Recenzja książki. Kiedy ten Tolkien w końcu skończy? | Zdjęcia własne

Silmarillion to za mało? Proszę bardzo

Gdybym miał powiedzieć, czym cechują się Niedokończone Opowieści, powiedziałbym, że rozległością omawianych dzieł, która nie ustępuje wspomnianemu opus magnum Tolkiena, rozwijanego przez większość jego życia. Zawarte w tomie teksty nie ograniczają się tylko do jednej Ery, a rozciągają się niemal na całą historię Śródziemia. Christopher Tolkien umożliwił więc czytelnikom zapoznanie się z rozszerzonym kontekstem Dzieci Húrina – tolkienowskiej wariacji w klimatach edypowego mitu czy Upadku Gondolinu – opowieści o człowieku, który miał rozbudzić Elfy ukrywające się przed Morgothem.

Nie można pominąć historii związanej z podróżami Galadrieli i Celeborna po Śródziemiu oraz legendarnych przodkach księcia Imrahila. Za najciekawszy fragment uznaję opowieść o narodzinach i dalszych losach przyjaźni między Gondorem a Rohanem. Jest to więź, która w mojej opinii rzadko kiedy bywa odpowiednio podkreślana w interpretacjach i analizach tolkienowskiego legendarium. Wybornym dodatkiem są też zakulisowe historie potyczki na Polach Gladden czy wyprawy do Ereboru, z których zdecydowanie garściami czerpał pewien nowozelandzki reżyser, tworząc dwie słynne filmowe trylogie.

Niedokończone Opowieści Śródziemia i Númenoru – Recenzja książki. Kiedy ten Tolkien w końcu skończy? | Zdjęcia własne

Panowie, nie zatrzymujemy się aż do zmroku!

Tak mniej więcej można podsumować próbę przeczytania Niedokończonych Opowieści jednym tchem. Pierwszą przeszkodą do pokonania jest objętość, wynosząca 600 stron (ok. 540 bez indeksu). Sugeruje ona podzielenie lektury na więcej dni, a podział treści na wiele rozdziałów i podrozdziałów tylko to ułatwia. W moim przypadku mogłem dzięki temu przeskoczyć treści opowiadające bezpośrednio o Númenorze, gdyż zapoznałem się już z nimi podczas lektury Upadku Númenoru – tomu, który miałem już okazję recenzować jakiś czas temu na łamach portalu.

Warto pamiętać też o tym, że nie wszystkie opowieści przybrały formę gotowej, łatwej do przyswojenia narracji. Niektóre z nich bardziej przypominają kronikę, inne z lekka zarysowane pomysły lub szkice. Inne urywają się w pół zdania lub przyjmują postać mocno lakonicznych planów wydarzeń. Na szczęście przez ten chaos za rękę prowadzi czytelnika Christopher Tolkien, który podobnie jak w Historii Śródziemia porządkuje pozostawione przez ojca teksty, nierzadko bawiąc się w detektywa. Dzięki temu możemy poznać przybliżoną chronologię powstawania lub przypuszczalne pomysły Profesora na dane wydarzenie. Kto bowiem lepiej zna pisarza niż jego syn i literacki spadkobierca?

Mam także dla was złą wiadomość, ale tylko jeśli dopiero rozpoczynacie swoją przygodę ze Śródziemiem. Niedokończone Opowieści, podobnie zresztą jak wiele innych około tolkienowskich dzieł, które przyszło mi w ostatnich latach recenzować, to nie jest prosta lektura. Powiedziałbym, że najpierw trzeba przeczytać Władcę Pierścieni, Silmarillion i może dzieło pokroju Upadku Númenoru, które stopniowo będą wprowadzać nas w styl Christophera Tolkiena, w którym przedstawia te „niedokończone” opowieści. Co więcej, wypada posiadać także odpowiedni zapał do zanurzania się w zakamarkach historii bez zakończenia, które mogą zachwycić nas nawet bardziej niż te

Niedokończone Opowieści Śródziemia i Númenoru – Recenzja książki. Kiedy ten Tolkien w końcu skończy? | Zdjęcia własne

Nie bądźmy zbyt pochopni

Niedokończone opowieści Śródziemia i Númenoru pokazuje warsztat twórczy Tolkiena „od kuchni”, z jego wariantami, szkicami i urwanymi koncepcjami. Po raz kolejny zaznaczę, jak ogromną wartością jest redakcyjna praca Christophera Tolkiena, który porządkuje chaos i prowadzi czytelnika przez niedopowiedzenia. Ilustrowane wydanie Zysk i S-ka stanowi porządną, acz mocno podstawową edycję kolekcjonerskąwizualnie dopracowaną, spójną i przyozdobioną dziełami wszystkich trzech mistrzów tolkienowskiej ilustracji. 

Nie rzucajmy więc napoczętych lektur, by rozpocząć sentymentalną, acz wymagającą podróż. Będzie ona cierpliwie czekać, a niedokończone wątki nagle nie zyskają nowych finałów. Niedopowiedzenia i alternatywne historie wydobyte przez Christophera na światło dzienne niczym na archeologicznych wykopaliskach zapewnią wiele godzin spędzonych na zgłębianiu Śródziemia. Najbardziej owocne będą jednak, gdy będą dawkowane z umiarem na przestrzeni tygodni lub nawet miesięcy, a nie w skompresowanej wersji dni lub co gorsza – godzin.

 

Niedokończone Opowieści Śródziemia i Númenoru – Recenzja książki. Kiedy ten Tolkien w końcu skończy?

 

Sprawdź także :

Powrót Cienia. Historia Śródziemia Tom VI – Recenzja książki. Śródziemie na surowo — wersje robocze, drewniaki i genialny chaos

Tolkien w XXI wieku. Co znaczy dla nas Śródziemie – recenzja książki – Tolkien w XXI wieku: między mitem a popkulturą

ZALETY +

WADY -

Za dostarczenie egzemplarza do recenzji dziękujemy wydawnictwu Zysk!
Jakub Trojanowski

Student medycyny, prywatnie wielki fan papierowego wydania Gwinta. Od dziecka pochłaniam książki i filmy o różnorodnej tematyce. W wolnych chwilach, przy pracy lub nauce zawsze w tle wybrzmiewa klasyczną i filmową. Zarówno w grach, jak i w życiu lubię nieszablonowo podchodzić do problemów. Nie mam ścisłej czołówki ulubionych uniwersów, ale podium zajmują Władca Pierścieni, Wiedźmin i Mass Effect. Co nie znaczy, że z chęcią nie podyskutuję, chociażby o Asasynach goniących po dachach Szturmowców Imperium Galaktycznego.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Retro motel simulator – recenzja gry. Goście rosną, meble uciekają czyli moje dwie godziny w totalnym chaosie.

Retro motel simulator – recenzja gry. Goście rosną, meble uciekają czyli moje dwie godziny w totalnym chaosie.

Czas na partyjkę! Gwint – legendarna gra karciana

Czas na partyjkę! Gwint – legendarna gra karciana

Avatar: Frontiers of Pandora – From the Ashes – recenzja dodatku. Czy warto wrócić do lasów Pandory?

Avatar: Frontiers of Pandora – From the Ashes – recenzja dodatku. Czy warto wrócić do lasów Pandory?

Marvel Cosmic Invasion – recenzja gry – Powrót do staroszkolnych bijatyk

Marvel Cosmic Invasion – recenzja gry – Powrót do staroszkolnych bijatyk

Przeznaczenie X. Nieśmiertelni X-Men – recenzja komiksu – Dwunastu gniewnych mutantów

Przeznaczenie X. Nieśmiertelni X-Men – recenzja komiksu – Dwunastu gniewnych mutantów

Żywy czy martwy film z serii „Na noże” – recenzja filmu – Martwi nie śpią spokojnie

Żywy czy martwy film z serii „Na noże” – recenzja filmu – Martwi nie śpią spokojnie