REKLAMA

Metroid Prime 4: Beyond – recenzja gry. Klasyczny Metroid w nowoczesnym wydaniu

Damian Daszek

Opublikowano: 23 grudnia 2025

Spis treści

Co zrobić, gdy od ostatniej numerowanej części serii minęło prawie dwadzieścia lat? Postawić wszystko na nowoczesność? Przebudować formułę od zera? A może… po prostu wrócić dokładnie tam, gdzie skończyliśmy?

Metroid Prime 4: Beyond wybiera właśnie tę trzecią drogę. Bez wielkich deklaracji, bez prób redefinicji gatunku i bez tłumaczenia się nowym graczom z przeszłości serii. To gra, która sprawia wrażenie, jakby Metroid Prime nigdy nie zniknął, a my po prostu ominęliśmy jedną część po drodze.

I co ważne – piszę to z perspektywy gracza, który ostatnio grał w Metroida na Nintendo DS…

REKLAMA


Samus wraca. I nadal nie musi nic nikomu udowadniać

Fabuła startuje konkretnie i bez zbędnych ceregieli. Samus Aran trafia na obcą planetę w samym środku konfliktu z kosmicznymi piratami, tajemniczym artefaktem i siłami, których pochodzenia nie da się od razu wyjaśnić. Jest zagrożenie, jest cel i jest samotna bohaterka rzucona w nieznane.

I to wystarcza.

Nie trzeba znać poprzednich części, by zrozumieć, dlaczego Samus jest tu sama, dlaczego świat jest nieprzyjazny i dlaczego eksploracja jest kluczowa. Historia jest dawkowana powoli, głównie przez skanowanie otoczenia i środowiskowe detale. Jeśli chcesz – wsiąkniesz w nią głęboko. Jeśli nie – nic nie stoi na przeszkodzie, by skupić się wyłącznie na grze.

Eksploracja ponad wszystko

Metroid Prime 4 to gra, która nie spieszy się ani przez chwilę. Poruszamy się po dużej, spójnej mapie, bez szybkiej podróży i bez skrótów na skróty. Wracamy w te same miejsca wielokrotnie, za każdym razem z nową umiejętnością, która otwiera wcześniej niedostępne przejścia.

To klasyczny Metroid w najczystszej formie:

  • najpierw widzisz przeszkodę,

  • później zdobywasz narzędzie,

  • na końcu przypominasz sobie: „hej, tam mogę wrócić”.

Dla jednych będzie to czysta satysfakcja, dla innych – momentami irytujące cofanie się przez znane lokacje. Sam momentami łapałem się na tym, że powrót do bazy czy długie przemierzanie pustynnych obszarów potrafiło zmęczyć. Opcjonalny fast travel bardzo by się tu przydał, nawet w ograniczonej formie.

Strzelanie, zagadki i skanowanie – rytm Prime’a

Rozgrywka to połączenie:

  • pierwszoosobowej akcji,

  • logicznych zagadek środowiskowych,

  • powolnego odkrywania świata.

Walka nie jest non stop. Często to eksploracja i obserwacja grają pierwsze skrzypce, by nagle – po skręcie w korytarz – zmienić się w intensywną strzelaninę albo starcie z bossem. Ten kontrast działa świetnie i buduje napięcie. Skaner pozostaje jednym z najciekawszych narzędzi narracyjnych w grach. To dzięki niemu świat Prime 4 naprawdę żyje. Minusem jest jednak nieczytelność systemu skanów – łatwo przeoczyć wpisy potrzebne do 100% ukończenia, a niektórych skanów (zwłaszcza bossów) nie da się już zdobyć po walce, co bywa frustrujące.

Oprawa i wydajność – Switch 2 pokazuje pazur

Na Nintendo Switch 2 Metroid Prime 4 działa fenomenalnie. Stałe 60 klatek na sekundę, opcja 120 fps i bardzo wysoka rozdzielczość sprawiają, że to najładniejsza gra first-party Nintendo na tej konsoli.

Światy są czytelne, klimatyczne i gęste wizualnie. Jedyny zgrzyt to drobne elementy animowane w 30 fps (np. cząsteczki czy fragmenty animacji w cutscenkach), co bywa zauważalne przy reszcie działającej w wyższym klatkażu. To jednak czyste czepialstwo – poziom techniczny jest bardzo wysoki.

Dźwięk i muzyka tradycyjnie robią robotę. Ambient, cisza i nagłe uderzenia dźwięku budują klimat samotnej eksploracji lepiej niż dialogi.

Towarzysze – mało, ale z sensem

W grze pojawiają się inni ludzie – głównie żołnierze Federacji Galaktycznej. Na szczęście nie są nachalni. Przez większość czasu Samus jest sama, a momenty kontaktu z innymi postaciami działają właśnie dlatego, że są rzadkie. Dla mnie to plus. Samotność Samus jest fundamentem serii i Prime 4 tego nie psuje.

Gra z innej epoki – i to jej siła

Metroid Prime 4 momentami sprawia wrażenie gry zaprojektowanej 15 lat temu. Powolne tempo, brak prowadzenia za rękę, długie odcinki bez checkpointów i klasyczna struktura zbierania kluczy mogą dziś wydawać się archaiczne. Niemniej paradoksalnie – właśnie to działa na jej korzyść. W świecie gier pełnych znaczników, podpowiedzi i natychmiastowych nagród, Prime 4 oferuje coś innego: skupienie, ciszę i cierpliwość.

Podsumowanie

Metroid Prime 4: Beyond nie jest rewolucją. Nie próbuje być nowoczesny na siłę. Nie chce przypodobać się wszystkim. To świadomy, spokojny powrót do formuły, która kiedyś działała – i nadal działa, jeśli dasz jej czas.

Dla fanów serii to spełnienie wieloletnich oczekiwań. Dla nowych graczy – solidna, klimatyczna gra przygodowo-akcyjna, która nagradza ciekawość i cierpliwość.

ZALETY +

WADY -

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy Nintendo Polska

Damian Daszek

Gram, czytam, piszę i gadam, mogę też coś zaśpiewać, ale na pewno nie będę tańczyć, bo nie chcę nikomu zrobić krzywdy... Jestem przyjacielem z sąsiedztwa, z rodu Targaryenów, który nosi na plecach dwa miecze, a za paskiem jeden świecący. Na głowie mam za to kowbojski kapelusz, a na szyi łańcuszek z pierścieniem władzy – innymi słowy niezły ze mnie geek!

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Contraband Police – recenzja gry. Hola, hola będzie kontrola!  

Contraband Police – recenzja gry. Hola, hola będzie kontrola!  

Retro motel simulator – recenzja gry. Goście rosną, meble uciekają czyli moje dwie godziny w totalnym chaosie.

Retro motel simulator – recenzja gry. Goście rosną, meble uciekają czyli moje dwie godziny w totalnym chaosie.

Czas na partyjkę! Gwint – legendarna gra karciana

Czas na partyjkę! Gwint – legendarna gra karciana

Niedokończone Opowieści Śródziemia i Númenoru – Recenzja książki. Kiedy ten Tolkien w końcu skończy?

Niedokończone Opowieści Śródziemia i Númenoru – Recenzja książki. Kiedy ten Tolkien w końcu skończy?

Avatar: Frontiers of Pandora – From the Ashes – recenzja dodatku. Czy warto wrócić do lasów Pandory?

Avatar: Frontiers of Pandora – From the Ashes – recenzja dodatku. Czy warto wrócić do lasów Pandory?

Marvel Cosmic Invasion – recenzja gry – Powrót do staroszkolnych bijatyk

Marvel Cosmic Invasion – recenzja gry – Powrót do staroszkolnych bijatyk