MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

LEGO Gwiezdne wojny: Saga Skywalkerów - recenzja gry. Nigdy nie lekceważ potęgi mocy LEGO.

Gdy miałem sześć lat, lubiłem podbierać swojemu dziadkowi kasety VHS. Pamiętam, że moją uwagę szczególnie przykuła okładka prezentująca młodego chłopaka trzymającego w ręku świecący przedmiot. Początkowo zupełnie nie wiedziałem, co to jest. Nie przypominam sobie również tego, by moi rodzice byli szczególnie przejęci moim odkryciem. Myślę, że mogli nie należeć do tego targetu. Tak czy inaczej trzy wysłużone VHSy ruszyły w drogę powrotną do domu, gdzie mogłem sprawdzić, co się na nich kryje. A Ci, którzy dorastali w czasach kaset wiedzą, że mogły się tam pojawić różne rzeczy. Gdy na ekranie wyskoczył charakterystyczny napis, a w tle słychać było muzykę… poczułem ciarki. Po wielu latach ponownie znów to poczułem, gdy odpaliłem LEGO Gwiezdne wojny: Saga Skywalkerów na Xbox Series X.

A long time ago in a galaxy far, far away…

Premierę IV, V i VI części poznałem na włochatym dywanie w pokoju rodziców. Wykrzywiałem się podczas pocałunku Lei i Luke’a, a ryk Chewbacci niespecjalnie mnie bawił. Przeżyłem jednak na własnej skórze ekscytację Mrocznym Widmem, a moim największym marzeniem było usiąść za sterami ścigacza z Anakinem. Pamiętam, że błagałem rodziców, aby kupili mi grę Star Wars Episode I Racer. Byłem w klimat totalnie wkręcony. Na półce w pokoju leżały zestawy Lego, a ja myślami przenosiłem się w świat Gwiezdnych Wojen, pomału łapiąc zawiłości serii i nazwy, które namiętnie przekręcam do dziś. Gdy na ekranach kin pojawiło się Przebudzenie Mocy cieszyłem się jak małe dziecko. Nocny pokaz rozpoczął się ciarkami, łzami szczęścia i falą wspomnień, które zalało mnie pod postacią naklejek, tazo, kart, kloców, gier, książek itp. Najnowszą trylogię łyknąłem bez większych zgrzytów i chociaż wiem, że fandom głośno krzyczał z niezadowolenia, ja przyjąłem taką wizję twórców ze zrozumieniem. Można uznać, że jestem wyjątkowo wyrozumiały w kreowaniu przygód Skywalkerów, dlatego gdy sięgnąłem po Lego Star Wars, nie miałem wielkich oczekiwań wobec tej gry. W sumie doskonale zdawałem sobie sprawę, co mnie czeka. Produkcje LEGO od lat cieszą się niesłabnącą popularnością, satysfakcjonującym system rozgrywki, masą kontentu, humoru i frajdy.

To pozycja skierowana w pierwszej kolejności dla miłośników serii Star Wars. Historia jest bardzo poszatkowana, fragmentaryczna i dla laika można być zupełnie niezrozumiała. Ale kto w dzisiejszych czasach chociaż trochę nie orientuje się w tym świecie?

Grę możemy rozpocząć od pierwszej części jednej z trzech trylogii. Dowolnie skaczemy między trzema odsłonami. Najpierw postanowiłem ograć Nową nadzieję, by następnie wybrać się w sentymentalną podróż do dzieciństwa Anakina. Interfejs jest przejrzysty i zrozumiały. Gołym okiem widać, że produkcja skierowana jest również do młodszego gracza. Wszystkie statystyki są przejrzyste, a samouczek pozwala dobrze zapoznać się z wszystkimi dostępnymi mechanikami. Prócz głównej misji, każdy poziom oferuje liczne wyzwania. Oprócz przechodzenia poszczególnych poziomów, Saga Skywalkerów gwarantuje nam dziesiątki godzin swobodnej eksploatacji poziomów, podczas których możemy mierzyć się z ogromem aktywności – mamy ok. 140 misji pobocznych, 765 łamigłówek, 38 prób oraz 10 wyzwań. Podstawową walutą, którą zbieramy, są monety ukryte w galaktyce oraz wewnątrz zniszczonych obiektów LEGO. Monety możemy wykorzystać do zakupu różnych elementów, takich jak postacie, statki oraz plotki. Wartość monet wskazuje na ich kolor – srebrne mają 10, gdy fioletowe – 10 000. Cennym zasobem przyznawanym za osiągnięcia celów na poziomach oraz galaktyce są klocki kyber, za których sprawą poprawiamy nasze umiejętności. Możemy także ulepszać i podnosić statystyki w wielu kategoriach, np. w kategorii Jedi zwiększyć obrażania od ataku zadawane przez obiekty rzucone z użyciem Mocy, prezentować udane kontry bojowe, zwiększać czas lub zasięg efektów odrodzenia uwagi.

Do. Or do not. There is no try – Yoda

Produkcja nie stanowi większego wyzwania. O poziomie trudności nawet nie ma co wspominać. W rzeczywistości utrata zdrowia przez naszą postać i jej śmierć nic nie znaczy, ponieważ odradza się ona w tym samym miejscu, w którym zginęła. Twórcy oferują proste łamigłówki, które w większości związane są z odpowiednim dopasowaniem elementów. Zdarzają się lokacje, gdzie potrzebne są umiejętności danej postaci, wówczas informuje nas o tym znacznik, np. R2-D2 otwiera drzwi i włamuje się do systemów, podczas gdy C-3PO może oddzielić górę od dołu i tym samym dostać się do niedostępnych rejonów.

W grze pojawia się również mechanika, która żywcem jest wyjęta z serii Gears of War, czyli chowanie się za osłoną. Nasza postać może się wychylić zza obiektu i zadać decydujące obrażania. Nie mamy jednak co liczyć na innych kompanów z naszej ekipy, ponieważ w wielu sytuacjach pozostałe postacie, którymi nie sterujemy w danym momencie, zachowują się irracjonalnie. Stoją w miejscu, uciekają, biegają bez celu, głupkowato uśmiechają się, ale rzadko uczestniczą w samej walce na tyle, żeby zadać przeciwnikowi decydujący cios.

Produkcja gwarantuje ponadto jedyny w swoim rodzaju humor. Jeżeli ktoś miał okazję obejrzeć Lego Batman bądź np. Lego Przygodę, wie, czego może się spodziewać. Na gracza czeka olbrzymia liczba gagów, wyśmiewania się z poszczególnych postaci, żartów słownych i sytuacyjnych. Na pewnym etapie może pojawić się monotonia w wykonywaniu poszczególnych zadań, ale twórcy doskonale grają na emocjach gracza. Przyjdzie nam się zmierzyć z największymi czarnymi charakterami tego uniwersum.

I have a bad feeling about this.

Grę miałem okazję ograć zarówno na konsoli Xbox Series X jak i na Nintendo Switch. O ile pozycja ta w trybie przenośnym daje dużo frajdy, o tyle nie polecam grania w Gwiezdne Wojny w docku. Wygląda to dramatycznie źle. Prawda jest jednak taka, że tego typu tytuły nie kupuje się na Switcha, by ogrywać je na dużym ekranie, ale po to, żeby zawsze móc je mieć przy sobie. Podróż do pracy pociągiem upływała więc pod znakiem ścigania się z Anakinem, gdy w domowym zaciszu poświęcałem czas na niszczenie Gwiazdy Śmierci przy akompaniamencie krystalicznie czystego obrazu. Dodatkowo gra wydana na Nintendo cierpi na spadki animacji, długie czasy ładowania kolejnych lokalizacji oraz widoczne gołym okiem piksele. Sprawia wrażenie rozmazanej i chociaż w większości chodzi płynnie, zdarzają się chrupnięcia, na przykład podczas włączania mapy galaktyki i samouczka. Zdecydowanie wolę odsłonę na Series X.

Oh, my dear friend. How I’ve missed you!

LEGO Gwiezdne wojny: Saga Skywalkerów to romantyczny list do fanów serii. Na każdym kroku wyczuwalny jest jedyny w swoim rodzaju klimat tego świata. Jeżeli będziemy chcieli zgłębić każdy zakamarek galaktyki, jest to przygoda na dziesiątki, jak nie setki godzin. Produkcja oferuje nam ogrom grywalnych postaci, znajdziek, a przede wszystkim sentymentalnej podróży do uniwersum Gwiezdnych Wojen przepełnionej kasetami VHS, figurkami LEGO i muzyką, która raz usłyszana, na zawsze zapada w pamięci fana. Warto zanurzyć się w tym świecie. Niech moc będzie z Wami!

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ