Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu – recenzja filmu. Widowisko w Wakandzie!

Na ekrany kin trafił wyczekiwany sequel filmu Czarna Pantera z 2018 roku. Proces produkcyjny wydłużyła śmierć Chadwicka Bosemana. Odtwórca głównej roli odszedł z tego świata nieoczekiwanie, co było szokiem dla fanów, ale także dla wielu członków wielkiej rodziny Marvela. Reżyser i scenarzysta Ryan Coogler musiał dokonać zmian i praktycznie napisać historię od zera. Prywatnie był on przyjacielem Bosemana, więc recast nie wchodził w jego opinii w grę. Czy była to dobra decyzja i Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu jest filmem godnym polecenia?

Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu – recenzja filmu. Widowisko w Wakandzie!

Obsada na medal

Podczas nowych wydarzeń w Wakandzie mamy przyjemność oglądać dużo znajomych twarzy. Letitia Wright (Shuri), Lupita Nyong’o (Nakia), Danai Gurira (Okoye), Winston Duke (M’Baku), Angela Bassett (Ramonda), czy nawet Martin Freeman (Everett K. Ross) wrócili do swoich ról, co powinno cieszyć fanów. Świeżo przed pójściem do kina zrobiłem rewatch pierwszej części i muszę przyznać, że gra aktorska przypadła mi do gustu bardziej niż w sequelu! Żałuję jedynie, że udziału w projekcie nie wziął Daniel Kaluuya (W’Kabi). Nie podano nigdzie konkretnych powodów, ale prawdopodobnie aktor był zajęty pracą na planie Nie! Jordana Peele’a. 

Oprócz znanych nam postaci Ryan Coogler zdecydował się (zapewne przy konsultacji lub przy nacisku Kevina Feige) wprowadzić nowych bohaterów do MCU. O kim piszę? Chociażby o Riri Williams, znanej również jako Ironheart. Swój debiut zaliczył także Namor, co od dawna było marzeniem reżysera. W końcu wielki Kev obiecał mu nawet, że pierwszy raz pojawi się dopiero w sequelu Czarnej Pantery.

Tęsknimy za Tobą T’Challa

Wszędzie można zobaczyć i poczuć brak T’Challi, ale także i samego Chadwicka Bosemana. Obawiałem się, że widz będzie szczuty śmiercią aktora, ale na szczęście Coogler wykazał się idealnym wyczuciem. Film jest hołdem dla dorobku i spuścizny Bosemana, ale jest to zrobione ze smakiem i wspaniale wkomponowane w fabułę. Patrząc na sceny, w których ktoś wspomina o poległym królu Wakandy, miałem wrażenie, że artyści nawet nie musieli grać. Dialogi, które wypowiadali, śmiało mogłyby paść, kiedy wspominaliby swojego przyjaciela. Reżyser Czarnej Pantery: Wakanda w moim sercu potrafił udowodnić, dlaczego zastąpienie Chadwicka nowym odtwórcą tej roli, nie byłoby dobrym pomysłem. Za to chylę mu czoła, bo widziałem wielu malkontentów w internecie, którzy domagali się recastu.

Przez prawie trzy godziny oglądamy dostosowanie Wakandy do nowej rzeczywistości, ale także nowe problemy, które przynosi ze sobą Namor. Pojawiają się momenty statyczne, ale także żywe sceny akcji. Coogler kolejny raz potrafił znaleźć perfekcyjny balans i pomimo tak długiego czasu trwania, nie nudziłem się nawet przez moment. Duży wpływ miała na to również oprawa audiowizualna filmu. Podobnie jak w Czarnej Panterze zarówno ujęcia, jak i muzyka stoją na najwyższym poziomie i widać, że twórcy dokładnie przemyśleli, jak to powinno wyglądać. Od razu chce się zostać w świecie Wakandy na dłużej.

Raz jest dobrze, a raz źle

Wiele ostatnio słychać narzekania na CGI w Marvelu. Podobno tak źle jeszcze nie było i tym podobne komentarze można bardzo szybko znaleźć w Internecie. Trzeba przyznać, że szczególnie w serialach efekty specjalne wyglądają średnio, ale daleki jestem od krucjaty w tej sprawie. Zwłaszcza słysząc o tym, w jakich warunkach pracują artyści. Niemniej, tak jak pisałem wcześniej, miałem okazję obejrzeć część pierwszą tuż przed wyjściem do kina i… zamurowało mnie. Zapomniałem już o tym, że efekty w MCU od zawsze są średnie albo może bardziej nierówne. Czasami potrafią wyglądać naprawdę ładnie, a potem widzimy jakiegoś graficznego potworka. Na szczęście do poziomu seriali CW daleko, więc można spać spokojnie.

Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu to przepiękny film z wieloma ślicznymi kadrami i poprawnym CGI, które „nie kłuje” w oczy. Jedyne, do czego bym się przyczepił, to wygląda Ironheart. Wydawała się jakaś taka… nie wiem, kreskówkowa? Sam design zbroi jest w porządku, ale wykonanie niezbyt. Poza tym większych problemów nie zauważyłem i nic nie zepsuło mi odbioru filmu.

Namor jakiego potrzebujemy

Czytając pierwsze wrażenia i recenzje przed seansem, widziałem, że ludzie narzekają na zmarnowany potencjał Namora. Wydaję mi się, że ten argument pada przy każdym filmie MCU. I dobrze, może faktycznie Marvel potrafi dziwnie podchodzić do tematu głównych antagonistów. Często pojawiają się oni na jeden film i szybko się o nich zapomina, ale z całym szacunkiem do wyżej wspomnianych recenzentów, Namor taki nie jest!

Król Talocan (tak, przykro mi komiksowi puryści, tym razem nie Atlantyda) nie jest postacią jednowymiarową, ani jednoznacznie złą. Jego nadrzędnym celem jest ochrona jego ludu i zrobi to za wszelką cenę. Przy okazji Coogler sprytnie operuje wątkami związanymi z nim oraz Wakandą i wydaje się poddawać pod krytykę działania wielkich mocarstw (jak, chociażby USA) na terenach państw bogatych w złoża surowców. Tenoch Huerta naprawdę świetnie odnalazł się w swojej roli i sprawia, że Namor nie jest kolejnym płytkim złolem z Marvela. Nie chcę zdradzić tutaj za dużo z fabuły, więc w tym momencie skończę, ale polecam Wam obejrzeć ten performance!

Wakanda w moim sercu!

Czekałem na ten film, odliczałem dni, tygodnie i miesiące i… się nie zawiodłem ! Tak jak się spodziewałem, Ryan Coogler znów udowodnił, że zna się na kinie rozrywkowym i kinie akcji, a co najważniejsze potrafi widza urzec oraz zaangażować. Wysiedziałem prawie trzy godziny wpatrzony w ekran i wzruszałem się na samą myśl o tym, że Chadwick Boseman nie mógł wziąć w tym projekcie udziału. Oczywiście wyglądałby on wtedy zupełnie inaczej, pierwotnie podobno historia miała skupić się na radzeniu sobie po „blipie”, ale to już pieśń przeszłości.

Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu to piękna laurka dla Chadwicka Bosemana, audiowizualna i aktorska uczta oraz po prostu dobry film Marvela. Może finałowa bitwa była lekko rozczarowująca, ale nie odebrała mi ani trochę radości z seansu. Zachęcam Was do przeżycia tego w kinie, a najlepiej w IMAX, jeżeli macie taką możliwość, bo naprawdę jest co oglądać! Ja tymczasem powracam do słuchania soundtracków z dualogi o Wakandijczykach. Wakanda forever!

Ps. Tak, w filmie poznajemy tożsamość nowej Czarnej Pantery. 😉

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

O NAS:

Chcesz być na bieżąco, a nawet wiedzieć więcej o grach, komiksach, serialach lub filmach? GraPodPada.pl jest miejscem, gdzie znajdziesz informacje tworzone przez pasjonatów dla… graczy, czytaczy i oglądaczy ! Reprezentujemy różne opinie, patrząc na popkulturę z wielu perspektyw! Dlatego codziennie spodziewaj się treści wysokiej jakości i odnajduj interesujące Cię recenzje i informacje. Grasz w to? GraPodPada.pl to miejsce dla Ciebie… to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected]