REKLAMA

Contraband Police – recenzja gry. Hola, hola będzie kontrola!  

Sonia Moćko

Opublikowano: 10 stycznia 2026

Spis treści

 

Jak wyglądałaby praca celnika w fikcyjnym, socjalistycznym państwie, gdzie każdy dokument może być fałszywy, a każdy samochód skrywa kontrabandę? Contraband Police próbuje odpowiedzieć na to pytanie w formie zaskakująco angażującego symulatora.

 Papieren sie Bitte!

Contraband Police to gra stworzona przez warszawskie studio Crazy Rocks i wydana przez symulatorowego potentata PlayWay S.A. Produkcja ta idealnie wpisuje się w rosnący trend rodzimych symulatorów, które mimo ograniczonych budżetów potrafią zaproponować wyrazisty klimat i pomysł na rozgrywkę. Tytuł po swojej premierze w 2023 roku podbił świat Twitcha i był jedną z najchętniej oglądanych produkcji na transmisjach rodzimych streamerów. Tym razem twórcy zabierają nas na fikcyjną granicę inspirowaną realiami Europy Wschodniej lat 80. i 90., gdzie wcielamy się w funkcjonariusza straży granicznej pracującego w systemie pełnym kontroli, biurokracji i ciągłej presji. To tutaj w komunistycznej Acarii rozpoczynamy budowanie naszej kariery celnika. Na wstępie czeka nas pięć dni przeszkolenia, po których będziemy mogli pełnić swoje obowiązki i być z nich bardzo surowo rozliczani.

Contraband Police – recenzja gry. Hola, hola będzie kontrola!

 Kontrola podstawą zaufania

Rdzeniem rozgrywki jest oczywiście kontrola pojazdów i dokumentów. Każdy dzień służby rozpoczynamy od zapoznania się z aktualnymi wytycznymi: które kraje mają zakaz wjazdu, jakie towary są nielegalne oraz na jakie szczegóły należy zwracać szczególną uwagę. Następnie przez punkt kontrolny przejeżdżają kolejne samochody. Sprawdzamy paszporty, wizy, przepustki, daty, numery rejestracyjne i zgodność danych. Początkowo wydaje się to banalne, jednak gra bardzo szybko zaczyna podnosić poprzeczkę, wprowadzając coraz to bardziej złożone próby oszustwa. Szmalcownicy będą pokazywać nam z pokerową twarzą podrobione dokumenty, sfałszują listy przewozowe, spróbują kusić towarami premium rodem z Baltony.

REKLAMA

Szkolenie będzie intensywne, latarka UV do wykrywania fałszerstw zmieni się w naszą najlepszą przyjaciółkę wskazując tajemne znaki dilerów, Każda tapicerka czy podsufitka może być pułapką, której ominięcie będzie Cię słono kosztować. Przemytnicy potrafią być naprawdę kreatywni, kontrabanda trafia do drzwi, zbiorników paliwa, siedzeń czy specjalnie przygotowanych schowków. Każda udana konfiskata przynosi pieniądze i satysfakcję, a każdy błąd może skutkować karą finansową lub obniżeniem oceny służbowej. I to był element gry, który z moim ADHD doprowadzał mnie do szewskiej pasji. Często musimy być naprawdę skrupulatni, bo łatwo przeoczyć jeden mały detal, który pada cieniem na wszystkie rezultaty.

Początki nie były łatwe, czułam się przytłoczona ilością rzeczy do sprawdzenia i wariantów co może pójść nie tak. Wściekałam się gdy patrzyłam jak moje fundusze topnieją. Gdy po raz kolejny popełniłam delikatny błąd, mój narzeczony rzucił z przekąsem: „Taki celnik to marzenie każdego rzezimieszka”.

Na szczęście po każdej wpadce przychodziły małe sukcesy, budżet rósł, a posterunek straży granicznej rozwijał się jak nigdy wcześniej.

Contraband Police – recenzja gry. Hola, hola będzie kontrola!

 Urodziłam się po to żeby być celnikiem!

Bardzo istotnym elementem jest system progresji. Zarobione środki inwestujemy w rozwój posterunku, nowy sprzęt, broń oraz ulepszenia wpływające na komfort i skuteczność pracy. Powiększenie więzienia tak, żeby nie musieć co chwila transportować aresztantów to złoto. W pewnym momencie gra wychodzi poza samą kontrolę — pojawiają się misje poza siedzibą, pościgi oraz starcia z uzbrojonymi przemytnikami i rebeliantami. Choć strzelanie jest dość proste i wyraźnie budżetowe, spełnia swoją rolę jako urozmaicenie rozgrywki. Dla mnie te dodatkowe zadania były niepotrzebne, świetnie bawiłam się przeprowadzając kontrole i napawając się moją władzą. Mogłabym stać tak całą grę i sprawdzać dokumenty trzepiąc przy okazji auta.

Contraband Police – recenzja gry. Hola, hola będzie kontrola!

 Wysoka immersja i niepodrabialny klimat

Na szczególne uznanie zasługuje klimat, który jest jedną z najmocniejszych stron gry. Betonowe budynki, błoto, zardzewiałe ogrodzenia i toporne pojazdy doskonale oddają surowość fikcyjnego państwa. Minimalistyczna oprawa dźwiękowa i stonowana kolorystyka skutecznie budują napięcie oraz poczucie ciągłej kontroli. Czuć, że to świat, w którym nie ma miejsca na błędy ani sentymenty. Widać, że tytuł jest dopracowany, dialogi i aktorzy głosowi idealnie oddają komunistyczne klimaty. Autentycznie przeniosłam się do czasów republiki ludowej, w której Nyski jeździły po drogach.

Nie można jednak pominąć faktu, że Contraband Police to produkcja niskobudżetowa. Widać to w animacjach postaci, fizyce obiektów i zachowaniu sztucznej inteligencji. NPC potrafią reagować nienaturalnie, a niektóre interakcje są toporne. Zdarzają się także drobne błędy techniczne, takie jak problemy z kolizjami czy zachowaniem pojazdów. Na szczęście większość z nich nie niszczy rozgrywki, a twórcy regularnie wypuszczają aktualizacje.

Contraband Police – recenzja gry. Hola, hola będzie kontrola!

Gra bywa również monotonna, co może zniechęcić mniej cierpliwych graczy. Dla mnie w symulatorach jest to jednak na plus, szczególnie jak polubię jakieś mechaniki, a przyznam, że wbijanie pieczątek z akceptacją bądź odmową jest naprawdę przyjemne. Rdzeń rozgrywki opiera się na powtarzalnych czynnościach, a tempo jest raczej powolne. To tytuł wymagający skupienia i dokładności, a nie szybkich reakcji. Dla fanów symulatorów będzie to zaleta, dla innych — wada nie do przeskoczenia.

 Podsumowanie

Contraband Police to solidny, klimatyczny symulator polskiej produkcji, który pokazuje, że nawet niszowy temat można przekuć w naprawdę wciągającą grę. Nie jest to produkcja idealna, ale nadrabia atmosferą, konsekwentnym projektem i satysfakcjonującą pętlą rozgrywki. To propozycja skierowana głównie do fanów symulatorów i gier o pracy, a także tych graczy, którzy lubią akcję i budowanie renomy jednostki od zera.

Trailer:

ZALETY +

WADY -

Sonia Moćko

Dziennikarka z wykształcenia, kinomanka z zamiłowania odkąd mając kilka lat, trafiłam na niedzielny cykl "Kocham kino" na kanale drugim Telewizji Polskiej. Oceniłam na filmwebie ponad 4 tysiące filmów, 600 seriali i prawie 200 gier. Paragracz. Byłam normalna 3 koty temu. Ubóstwiam Baby Yodę i Sailor Moon. Ulubione platformy to Nintendo Switch i Xbox. Kolekcjonuje retro Barbie. Na Instagramie jako @matkapraskaodkotow.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Retro motel simulator – recenzja gry. Goście rosną, meble uciekają czyli moje dwie godziny w totalnym chaosie.

Retro motel simulator – recenzja gry. Goście rosną, meble uciekają czyli moje dwie godziny w totalnym chaosie.

Czas na partyjkę! Gwint – legendarna gra karciana

Czas na partyjkę! Gwint – legendarna gra karciana

Niedokończone Opowieści Śródziemia i Númenoru – Recenzja książki. Kiedy ten Tolkien w końcu skończy?

Niedokończone Opowieści Śródziemia i Númenoru – Recenzja książki. Kiedy ten Tolkien w końcu skończy?

Avatar: Frontiers of Pandora – From the Ashes – recenzja dodatku. Czy warto wrócić do lasów Pandory?

Avatar: Frontiers of Pandora – From the Ashes – recenzja dodatku. Czy warto wrócić do lasów Pandory?

Marvel Cosmic Invasion – recenzja gry – Powrót do staroszkolnych bijatyk

Marvel Cosmic Invasion – recenzja gry – Powrót do staroszkolnych bijatyk

Przeznaczenie X. Nieśmiertelni X-Men – recenzja komiksu – Dwunastu gniewnych mutantów

Przeznaczenie X. Nieśmiertelni X-Men – recenzja komiksu – Dwunastu gniewnych mutantów