Luty w mojej bibliotece ogrywanych gier bezsprzecznie należał do symulatorów czyszczenia powierzchni. W Game Passie skończyłam obie części Power Wash Simulator oraz Crime Scene Cleaner. Jak na ich tle wypadł Cleaning Simulator, wyprodukowany przez Damaged Games? Zapraszam do lektury!
Czy istnieje czynność bardziej frustrująca niż sprzątanie? Na pewno nie w grach.
Kto zna mnie osobiście, ten wie, że sprzątanie to jedna z moich najmniej ulubionych czynności. Za każdym razem, grając w tytuł o porządkowaniu, ubolewam, że czynność ta IRL (tłum. in real life, czyli w prawdziwym życiu) nie może być tak satysfakcjonująca i obfita w liczne trofea.

Koncepcja gry jest prosta. Wcielamy się Emily, która po otrzymaniu zlecenia magicznie znajduje się na kanapie i musi przywrócić dane miejsce do porządku i chwały. A czasami jest to zadanie wręcz karkołomne. Za ukończoną misję otrzymamy od jednej do trzech gwiazdek, ich ilość uzależniona jest od czasu, w którym poradzimy sobie z wyzwaniem – im szybciej, tym lepiej.
To nie jest gra dla pedantów o słabych nerwach!
Nasi klienci to patologiczne flejtuchy i bałaganiarze, którzy rzucają śmieci na podłogę zamiast wyrzucić je do kosza. Uśmiechałam się pod nosem, widząc w poleceniach czekające na mnie blisko trzysta sztuk śmieci. Swoje usługi będziemy świadczyć w dziesięciu różnych lokacjach. Poza prywatnymi przestrzeniami, zahaczymy również o restaurację fast food, hotel, klub nocny czy zapuszczony magazyn. Każde miejsce jest inne, czasami mechaniki będą się różnić od siebie. W jednym miejscu wrzucimy talerze do zmywarki, w drugim wystarczy, że ułożymy je na miejsce, chociaż wyglądają niezbyt schludnie. W jednym miejscu śmieci pójdą do kosza, w innych pozbędziesz się ich w kuchennym piekarniku. Wrzucanie wielkich niebieskich worów do kuchenki bawiło mnie niezmiernie.

Baby let me upgrade you
Co misję możemy ulepszyć nasz asortyment i dostępne udogodnienia. Mydło dodane do wody pozwoli wydłużyć i ulepszyć skuteczność naszego mopa. Z czasem i jego możemy wymienić na wersję pro, podobnie naszą gąbeczkę czy myjkę ciśnieniową. Prawdziwym przełomem okazało się jednak ulepszenie zmysłu pokazującego, co jeszcze nam zostało do zrobienia. W drugiej lokacji spędziłam blisko 30 minut, wypatrując ominiętej plamki. Byłam już bliska poddania się i wrócenia do misji ze świeżą głową, na szczęście podrasowany instynkt ze sklepu naświetlił moje przeoczenie. Warto dodać, że za dziesięciokrotną cenę mydła można kupić cofnięcie czasu sprzątania o pięć sekund, co przydaje się, gdy ktoś chce wymaksować dany poziom.

Graficznie gra wypada naprawdę dobrze i przyjemnie dla oka. Nie miałam żadnych problemów z optymalizacją. Przejście całego tytułu zajęło mi trochę ponad sześć godzin. Równocześnie z uruchomieniem gry odpaliłam audiobooka. Rozgrywka tak mnie zaangażowała, że przeszłam grę za jednym posiedzeniem.
Jak gra wypada na tle konkurencji
Inne symulatory, oprócz mechanik sprzątania, oferują jakąś historię i wymagają zdecydowanie więcej czasu na ukończenie. Ta zastosowana w Cleaning Simulator przypominała mi tę znaną z Crime Scene Cleaner, tylko mniej zaawansowaną. Dostajemy klasyczny, prosty symulator, który nie udaje czegoś więcej. Mamy kilka przyborów i musimy wysprzątać obiekt na błysk w jak najkrótszym czasie. To świetna pozycja na kilka godzin – na przysłowiowe zabicie czasu bądź na moment, kiedy ma się ochotę po prostu przewietrzyć głowę.

Podsumowanie
Jeżeli lubisz proste i klasyczne symulatory, to Cleaning Simulator jest grą dla Ciebie. Ta dziesięciorozdziałowa pozycja dosłownie przechodzi się sama i oferuje mnóstwo satysfakcji z progresu. Sama zwięzłość tytułu również jest na plus, dzięki temu nie miałam poczucia bycia zmuszoną do grindu.
Trailer:
