Poprzedni
Następny

Amsterdam – recenzja filmu. Kiedy oczekiwania spotykają się z rzeczywistością.

Kiedy wspomniałam znajomym, że wybieram się na pokaz prasowy Amsterdamu, usłyszałam od nich, że zazdroszczą, bo zapowiada się na kandydata do Oscara. Szczerze mówiąc, zwiastun mnie nie porwał, nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, o czym dokładniej będzie obraz. Co się wykluło z tej filmowej Kinder Niespodzianki?

Amsterdam – recenzja filmu. Kiedy oczekiwania spotykają się z rzeczywistością.

Pewnego razu w Amsterdamie

Zacznijmy od tytułu. Amsterdam nie jest miejscem akcji filmu (jak sobie gdzieś tam założyłam), a jedynie jedną z wielu retrospekcji i symbolem umocnienia przyjaźni naszej trójki bohaterów. 

Lata 30 XX wieku. Burt Berendsen (Christian Bale), młody lekarz żydowskiego pochodzenia zakochuje się w pięknej i dobrze urodzonej Beatrice. Młodzi pobierają się, niestety mezalians ten jest solą w oku teściów, którzy upatrują szanse na awans społeczny zięcia poprzez zaciągnięcie się do wojska i walkę na europejskim froncie. Przymusowe zesłanie daje początek długoletniej zażyłości z Haroldem Woodmanem (John David Washington). Ostatnim ogniwem staje się poznana w szpitalu ekscentryczna pielęgniarka Valerie Voze (Margot Robbie). Dekadenckie imprezy, wernisaże i improwizacje, a nawet romans z brytyjskim wywiadem. Sielanka niestety nie może trwać wiecznie. Powrót do Stanów Zjednoczonych jest jak orzeźwiający prysznic.

Pokiereszowany po wojnie Burt, zamiast awansować w hierarchii, zostaje wraz z innymi weteranami wyrzucony poza nawias społeczeństwa. Żona wraz z rodziną rozczarowani, że nie dane im będzie poszczycić się bohatersko umierającym na froncie mężem, ucinają z nim kontakt. Lekarz nie załamuje się jednak i swoją wiedzę wykorzystuje, by pomóc takim jak on. Jednak to nie koniec pecha –      wkrótce otrzymuje on prośbę o przeprowadzenie sekcji zwłok przyjaciela, co daje początek fali niepokojących zdarzeń. Dawne trio musi ponownie połączyć siły, żeby odkryć międzynarodowy spisek.

Niezbyt udany start

Brzmi intrygująco prawda? Dodajmy do tego rewelacyjną obsadę i ciekawie napisane postaci i mamy przepis na hit! Niestety, patrząc na oceny krytyków i notowania box office o przeboju twórcy mogą tylko pomarzyć. Wynik na poziomie  9 735 821 dolarów w tydzień po premierze jest notowaniem przytłaczająco słabym. Czy słusznie film zebrał tak niskie noty? Moim zdaniem nie. Mogę się domyślać, że widzowie po wcześniejszych rewelacyjnych tworach Davida O. Russella jak Fighter, Silver Linings Playbook czy American Hustle spodziewali się czegoś innego.

Wymarzona obsada

Amsterdam jest filmem nieoczywistym. Krótkie streszczenie, które zamieściłam na początku, zostało dość uproszczone. W produkcji od samego początku było mnóstwo skakania w chronologii. Mamy dużo retrospekcji, cofania wydarzeń, pauzy w trakcie akcji. Sama do pewnego momentu nie wiedziałam, o czym właściwie będzie produkcja, bo otrzymywałam różne wątki jeden po drugim, jednak po pewnym czasie wszystko się porządkuje, ale trochę to zajmuje i może dla niektórych być nużące. Seans obfitował w wiele błyskotliwych żartów, które szczerze mnie rozbawiły. Dwie godziny projekcji zleciały mi błyskawicznie. Wszystko za sprawą dynamiki interakcji pomiędzy postaciami. 

Nie można odmówić widowisku dużego rozmachu. Nawet epizodyczne role, które przez kilka minutą zagoszczą na ekranie są obsadzone przez takie persony jak Taylor Swift czy Chris Rock. Jeżeli chodzi o warsztat aktorski, również nie mogę się do niczego przyczepić.

Christian Bale jako ekscentryczny chirurg testujący nowe leki na sobie jest rewelacyjny, tak samo Washington w roli czarnoskórego prawnika z syndromem Romea. Najbardziej nie mogłam oderwać wzroku od przewrotnej dziedziczki Margot Robbie w oryginalnych stylizacjach oraz przepięknej Zoe Saldany. Faworytem za to stał się Rami Malek w roli zblazowanego wpływowego Toa Voze. Jego świdrujący szaleństwem wzrok świetnie uzupełniał sposób poruszania się, który pozostał jeszcze po odgrywaniu przez niego Freddiego Mercury’ego.

 Ucieszył mnie też fakt, że mój ukochany Robert de Niro w końcu może się wykazać i wrócił do dawnej formy. Mniej bawił mnie zachwalany w recenzjach krindżowy duet agentów specjalnych granych przez Michaela Shannona i Mikea Myersa.

Cały film jednak jest chaotyczny, a im bliżej rozwiązania zagadki, tym bardziej czułam rozczarowanie skonstruowaną intrygą i traciłam zainteresowanie jej demaskacją.

Wizualnie jest bardzo dobrze, kostiumy i scenografia przenoszą nas w lata 30. Szczególny podziw budzą okazałe rezydencje i kobiece stylizacje. Największą perełką w mojej ocenie są sceny kręcone w Amsterdamie. Można poczuć dekadencki urok imprez tamtych lat. Szkoda, że większa część nie została opowiedziana w podobnie artystycznej narracji.

Amsterdam to dobry film, jednak niepozbawiony wad. Warto dać mu szansę i przenieść się do komedii obłędu. Specjalnie (jak zawsze zresztą) nie zamieściłam w swojej recenzji spoilerów, bo sama nie lubię psuć sobie zabawy. Na seans szłam bez większych oczekiwań i nie czułam się rozczarowana, a wręcz zadowolona i spędziłam miło czas.

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

O NAS:

Chcesz być na bieżąco, a nawet wiedzieć więcej o grach, komiksach, serialach lub filmach? GraPodPada.pl jest miejscem, gdzie znajdziesz informacje tworzone przez pasjonatów dla… graczy, czytaczy i oglądaczy ! Reprezentujemy różne opinie, patrząc na popkulturę z wielu perspektyw! Dlatego codziennie spodziewaj się treści wysokiej jakości i odnajduj interesujące Cię recenzje i informacje. Grasz w to? GraPodPada.pl to miejsce dla Ciebie… to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected]