The Sims 4 ma już za sobą wiele lat rozwoju, a liczba dostępnych dodatków, pakietów i akcesoriów może przyprawić o zawrót głowy. Wśród starszych rozszerzeń znajduje się The Sims 4: Uniwersytet, które zadebiutowało w 2019 roku. Z perspektywy 2026 roku można więc zadać sobie całkiem zasadne pytanie: czy po tylu latach nadal warto po nie sięgnąć? Zapraszam do lektury!
Mój pierwszy raz na studiach w The Sims 4!
Wstyd się przyznać, ale pomimo całej mojej miłości do Simsów nigdy wcześniej nie zagrałam w omawiany dzisiaj dodatek. W 2019 roku miałam podstawkę The Sims 4, a ulubioną serią do ogrywania była The Sims 2. Dopiero po kilku latach zaczęłam rozbudowywać swoje portfolio DLC, ale nie oszukujmy się – skompletowanie wszystkich rozszerzeń, pakietów akcesoriów i kolekcji to nie jest tania impreza, za całość trzeba zapłacić około 7100 zł. Dlatego gdy otrzymałam możliwość przetestowania The Sims 4: Uniwersytet, nie wahałam się nawet sekundy.

Swoją przygodę rozpoczęłam od stworzenia simki – Estery Czekotubki. Po dość przykrym rozstaniu nasza bohaterka została istnym szwarccharakterem, lokalną przywódczynią gangu. Zamieszkała w niedużym domu niedaleko miasteczka studenckiego. Żeby zapełnić pustą przestrzeń, nasza protagonistka starała się nawiązywać nowe znajomości. Pierwszą osobą, która zostawiła na niej swój ślad, był dostawca pizzy, przemiły Włodzimierz Brzęczyszczykiewicz. Żeby sięgnąć jeszcze śmielej po wszystko, co jej się należy, nasza złoczyni wysłała podanie o przyjęcie na studia.

Po paru dniach otrzymała list akceptacyjny z Uniwersytetu Britechester oraz Instytutu Foxbury. Zdecydowałam się na Uniwersytet ze względu na tysiącletnią historię, a także dlatego, że to tutaj dostała się na prestiżowy kierunek. Na główny fakultet wybrałam Łotrostwo, bo pokrywało się z obecną karierą Esti. Żeby zdobyć dyplom, trzeba ukończyć 12 kursów. Na pierwszy semestr wybrałam 4 kursy do zaliczenia: Drobne psikusy i wykroczenia, Wykorzystywanie słabości, Demaskowanie bohaterów, Teoria domina i niegodziwe plany. Po zapisaniu na zajęcia czas na podjęcie przedostatniej decyzji. Czy chcemy naukę na uczelni realizować z domu czy przeprowadzić się do domu studenckiego. Myślałam nad tym dłuższą chwilę i doszłam do wniosku, że bogatsze studenckie doświadczenia wyniosę mieszkając w akademiku. Ostatnim krokiem było opłacenie semestru i kursów, a następnie sprzedanie całego dobytku i wyprowadzka. Byłam bardzo podekscytowana czekającym mnie początkiem roku akademickiego. Dodatkowo w godzinach 20:00–4:00 Estera pracowała kierując swoją grupą przestępczą.

Te studia nie wyglądają jak z amerykańskiej komedii dla młodzieży
Myślałam, że studenckie życie będzie obfitowało w imprezy, bujne życie towarzyskie i dramy. A tak naprawdę moim zadaniem podczas pięciodniowego semestru było zaspokajanie potrzeb życiowych mojej podopiecznej, odrabianie pracy domowej, pisanie pracy semestralnej i bycie policjantem, który sprawdzał czy studentka stawia się na wykładach. Inni studenci z akademika robili wszystko, żeby utrudniać naukę pozostałym: zagadywanie, granie na skrzypcach podczas zakuwania, wchodzenie do pokoju po kilkadziesiąt razy. Podziwiam moją simkę, ja nie dałabym rady się skupić.

Immersja w realia życia podczas sesji jest aż nazbyt wysoka. Osiąganie celów i rozwój postaci były dla mnie zawsze mniej istotnymi elementami, podobnie jak budowanie. Aczkolwiek tutaj bardzo żałowałam, że nie możemy ingerować w parcelę po przeprowadzce. Przydałaby się kuchnia z prawdziwego zdarzenia, żeby coś zjeść i móc dalej cisnąć. Na kampusie co prawda jest kilka miejsc, w których możemy nakarmić sima jak Darby’s Den czy kioski z jedzeniem i wózki z kawą, jednak ja na początku ratowałam się posiłkiem schowanym do wyposażenia, a następnie podkradaniem pozostawionego na podłodze jedzenia innych lokatorów. Czasu było mało, a ja musiałam dbać też o rozrywkę Esti. Ubolewałam, że nie spakowałam jej laptopa, bo w mieszkaniu był tylko jeden, leciwy komputer stacjonarny, do którego poza godzinami zajęć, była nieustanna kolejka.

Gra była bardzo intensywna. To dodatek, który wprowadza ostry grind, jeśli chcemy osiągnąć swój cel. Pani Czekotubka z wyluzowanej przestępczyni zmieniła się w prawdziwego mola książkowego, który nie ma czasu i przestrzeni na cokolwiek poza studiowaniem. I nagle zorientowałam się, że odpaliłam DLC o wirtualnym życiu studenckim, żeby patrzeć, jak mój Sim siedzi nad książką przez pół dnia albo znika w króliczej norze na zajęcia. Zapisałam ją na maksymalną liczbę fakultetów, przez co romantyczna wizja studenckiego życia gdzieś po drodze umarła.

Czy warto sięgnąć po ten dodatek w 2026 roku?
Ten dodatek działa najlepiej wtedy, kiedy nie potraktujemy go tak poważnie. Wystarczy zwolnić. Wziąć jeden przedmiot zamiast czterech. Pozwolić Simowi zamieszkać w akademiku i zamiast nieustannie zakuwać, otworzyć go na socjalizację z innymi. Poznać współlokatorów. Pójść na imprezę. Dołączyć do organizacji. Flirtować z kimś, zamiast po raz czwarty poprawiać prezentację.

W 2026 roku niektóre ograniczenia widać nawet mocniej niż kiedyś. Sporo aktywności odbywa się poza ekranem. Sim znika w budynku i wraca kilka godzin później. Kampus momentami sprawia wrażenie bardziej dekoracji niż prawdziwego centrum studenckiego życia. Maskotka drużyny uniwersyteckiej przechadza się po kampusie i wchodzi w interakcje z innymi studentami, w momencie, gdy nasz Pigmalion siedzi na wykładach. Jednak nic nie doskwierało mi tak jak konieczność pilnowania zapisanych Simów.

Jeżeli w The Sims najbardziej lubisz opowiadanie historii, prowadzenie jednej postaci przez kolejne etapy życia, rozwijanie jej kariery i budowanie relacji, ten dodatek nadal ma mnóstwo uroku. Szczególnie dobrze pasuje do wielopokoleniowych zapisów. Dziecko, które obserwowaliśmy od kołyski, nagle pakuje walizki i wyprowadza się do akademika. To jeden z tych momentów, w których The Sims 4 naprawdę potrafi stworzyć poczucie upływającego życia.

Jeżeli natomiast grasz głównie dla chaosu, szybkich wydarzeń i ciągłych atrakcji, możesz się odbić. Tutaj dobra zabawa często wymaga wyobraźni gracza. Gra daje scenografię, ale nie zawsze dostarcza wystarczająco dużo wydarzeń, żeby sama z siebie stworzyć pamiętny „studencki film”.
I właśnie dlatego w 2026 roku Uniwersytet nie jest dodatkiem uniwersalnym – paradoksalnie, zważywszy na nazwę.
Sonia Moćko„The Sims 4: Uniwersytet to rozbudowany dodatek, który pozwala naszym Simom zasmakować studenckiego życia na dwóch uczelniach, zamieszkać w akademiku, rozwijać umiejętności i zdobywać dyplomy otwierające drzwi do lepszej kariery, ale pomimo klimatycznych kampusów, licznych kierunków studiów i możliwości tworzenia własnych historii potrafi zamienić wymarzone lata młodości w męczący maraton odrabiania prac domowych, pilnowania wykładów i nieustannego mikrozarządzania, dlatego w 2026 roku pozostaje rozszerzeniem wartym uwagi przede wszystkim dla miłośników realistycznej symulacji życia, które oceniam na 6/10. ”