REKLAMA

Pragmata – recenzja gry – Capcom zaskoczył mnie po raz drugi (w ciągu jednego roku!)

Agnieszka Michalska

Opublikowano: 3 maja 2026

Spis treści

Dopiero co odetchnęłam po premierze Resident Evil Requiem (a może i nie, bo Leon wciąż siedzi w mojej głowie), a za rogiem pojawiła się kolejna gra Capcomu – Pragmata. Nie ukrywam, że na ten tytuł czekałam od pokazu na jednym z wielkich wydarzeń branżowych i nie zawiodłam się. Gra całkowicie mnie wciągnęła, ale mam jedną uwagę… Jest zdecydowanie zbyt krótka!

 

Recenzja Pragmaty powstała w oparciu o wersję na PC.

 

Hugh i Diana – duet, którego potrzebowaliśmy

 

Fabuła nie jest specjalnie odkrywcza. Głównym bohaterem jest Hugh Williams, członek niewielkiej ekipy, która ma zająć się problemem z automatyzacją i działaniem AI w placówce badawczej na Księżycu. Dochodzi jednak do poważnej katastrofy, wskutek której Hugh traci kompanów i sam znajduje się w niebezpieczeństwie. Na pomoc przychodzi mu jednak Diana (a właściwie D-I-0336-7) – mała dziewczynka będąca ultranowoczesnym androidem typu Pragmata. Okazuje się, że jest ona niezwykle pomocna w walce ze sztuczną inteligencją zwaną IDUS, która nasyła na nas zabójcze boty. Naszym zadaniem jest odkrycie przyczyny awarii i bezpieczny powrót na Ziemię.

REKLAMA
Pragmata – recenzja gry – Capcom zaskoczył mnie po raz drugi (w ciągu jednego roku!)

Sama historia podana jest bardzo oszczędnie. Nie ma tu co chwilę wielkich przerywników filmowych. Większość tego, co wiemy o wydarzeniach na księżycowej stacji, dowiadujemy się z pozostawionych notatek, terminali, wiadomości głosowych i dzienników personelu. Na początku wszystko jest dość enigmatyczne, ale im głębiej wchodzimy, tym bardziej puzzle się układają. Lubię taki sposób opowiadania – czujesz się jak ktoś, kto naprawdę przeszukuje opuszczoną placówkę i kawałek po kawałku składa obraz tragedii.

Pragmata – recenzja gry – Capcom zaskoczył mnie po raz drugi (w ciągu jednego roku!)

Nie będę ukrywać, że sercem całej gry jest Hugh i Diana. Tak jak The Last of Us opowiadało historię Joela i Ellie, a The Walking Dead – Lee i Clementine, tak Pragmata ponownie stawia na relację między dwójką bohaterów. Kolejny raz mamy do czynienia z duetem ojciec-córka, ale jest to przedstawione wprost cudownie. Moje serce topniało za każdym razem, gdy Diana przynosiła mi rysunek albo pytała o rzeczy, które dla nas w dzieciństwie były oczywiste – jak korzystanie z huśtawki czy łapanie motyli. Natomiast Hugh, jako „świeżo upieczony tata” cierpliwie odpowiada dziecku na każde pytanie i uczy się, jak w ogóle być opiekunem. Już za przedstawienie samej tej relacji moja ocena idzie wysoko w górę – nie jest ona sztuczna, a naturalna i niewymuszona. To się po prostu czuje.

Hakowanie to mój najlepszy przyjaciel

 

Drugą sprawą, która do mnie trafiła, był system walki. Capcom połączył strzelanie z hakowaniem i wyszło mu to naprawdę sprawnie. Hugh ma w rękach całą masę broni – od podstawowego pistoletu, który nigdy się nie kończy (choć słabo przebija), przez karabiny pulsacyjne, transfikatory, foto-lasery, wyrzutniki i miotacze, aż po bardziej szalone gadżety typu hipostazy, splotniki, holowabiki czy dronownik (mój ulubiony!). Każdą broń „czuje się” inaczej, ma swój rytm, swoje mocne i słabe strony, a wiele z nich po prostu się zużywa albo kończy się w nich amunicja, co wymusza szybkie zmiany. 

Pragmata – recenzja gry – Capcom zaskoczył mnie po raz drugi (w ciągu jednego roku!)

Jednak sama strzelanina bez wsparcia Diany byłaby w dużej mierze bezcelowa i bardzo czasochłonna. Większość botów na Księżycu ma taki pancerz, że zwykłe pociski odbijają się jak groch od ściany. Dopiero gdy Diana w czasie rzeczywistym hakuje wroga – wchodzisz w siatkę węzłów, prowadzisz ścieżkę, zbierasz po drodze buffy i jednocześnie próbujesz nie oberwać – pancerz się otwiera i dopiero wtedy Hugh może naprawdę „przyłożyć”. 

Pragmata – recenzja gry – Capcom zaskoczył mnie po raz drugi (w ciągu jednego roku!)

Tyle, że czas nie stoi w miejscu i nagle musisz strzelasz, wykonujesz uniki, skaczesz i w tym samym momencie przyciskami na padzie ogarniasz matrycę hakowania. Na początku czuć taki chaos, że palce nie wiedzą, gdzie mają być. Gdy jednak złapiemy o co chodzi, walka staje się absolutnie uzależniająca. Później już przechodzimy w płynne sekwencje – hakujesz jednego, zamrażasz drugiego, robisz multihack na grupę, nakładasz debuffy. A po drodze jeszcze dopasowujemy broń – i wtedy robi się naprawdę satysfakcjonująco. 

Pragmata – recenzja gry – Capcom zaskoczył mnie po raz drugi (w ciągu jednego roku!)

Najfajniejsze jest to, że gra nie pozwala przyzwyczaić się do jednej giwery. Wszystko jest dość tymczasowe, trzeba ciągle improwizować w zależności od tego, co leży na ziemi i z jakimi wrogami akurat masz do czynienia. To sprawia, że każdy pojedynek wydaje się nieco inny i wkrada się przyjemny element losowości.

Backtracking wcale nie jest taki zły

 

Nie wiem, jak wy, ale ja nie lubię, gdy gra zmusza mnie do powrotu do danej lokacji tylko dlatego, że dopiero na późniejszym etapie odblokowałam umiejętność pozwalającą na przejście. Owszem, Pragmata posiada backtracking, ale jest on na tyle dobrze skonstruowany, że aż chce się wracać do poprzednich sektorów. 

 

Każda lokacja ma sporo opcjonalnych ścieżek, ukrytych przedmiotów, skrzynek z lunarytem (zasobem potrzebnym do ulepszania broni i haków) oraz figurek do kolekcji. Jeśli chcesz „wymaksować” dany poziom, musisz uważnie eksplorować i szukać ukrytych przejść. Na początku myślałam, że to tylko tunelowa strzelanka, a tu nagle okazuje się, że jest sporo do odkrycia. Fajnie, że te powroty nie są męczące – poziomy są dość kompaktowe i dobrze zaprojektowane. 

Między misjami trafiamy do naszej głównej bazy. To takie przytulne, bezpieczne miejsce, w którym odpoczywamy, ulepszamy sprzęt i przygotowujemy się do kolejnych wypraw. Tam właśnie wydajemy zebrane zasoby na ulepszenia kombinezonu Hugh czy zdolności hakowania Diany. Możemy też zmieniać stroje naszych bohaterów ( a do odblokowania jest kilka naprawdę fajnych zestawów). Natomiast najsłodszym elementem bazy (oprócz rysunków Diany) są hologramy z ziemskimi wspomnieniami. Kiedy znajdziesz na Księżycu przedmiot codziennego użytku – zabawkę, huśtawkę czy balonik – możesz go podarować Dianie. Wtedy uruchamia się krótka, urocza scena, w której dziewczynka uczy się życia na Ziemi i reaguje z czystą, dziecięcą ciekawością. Te momenty są naprawdę ciepłe i świetnie budują ich relację. 

Dodatkowo w bazie odblokowujemy misje na czas – symulacje treningowe. Są całkiem wymagające, ale dają sporo zasobów i satysfakcji po ich ukończeniu. Nad tym wszystkim czuwa Cabin, robot niezależny od kontroli IDUS (trochę przypomina Claptrapa, ale jest o wiele sympatyczniejszy i bardziej ogarnięty życiowo). Jedynym minusem tutaj jest to, że aby odblokować dodatkowe zakończenie, musimy nie tylko przejść grę jeszcze raz, ale w pełni wymaksować symulacje treningowe. Dla osób, które nie lubią spędzać dodatkowego czasu na powtarzalnych czynnościach może być to nieco irytujące.

Oprawa graficzna daje radę, ale i wymagania są potężne

Pragmata cechuje się ładną oprawą wizualną, ale widać, że gra była projektowana przez dłuższy okres. Nie jest to arcydzieło przez które opadnie nam szczęka, ale na pewno nie musi się niczego wstydzić. Na ogromny plus jest animacja Diany oraz Hugh. Postacie poruszają się płynnie i energicznie, nie zauważyłam jakiś problemów z nimi. Tekstury obiektów momentami odstają jakością, ale sporą robotę robi tutaj oświetlenie oraz projekt poziomów. Dzięki temu twórcy uzyskali naprawdę wysoki poziom graficzny.

Ja grałam na dosyć mocnym laptopie ( 13th Gen Intel(R) Core(TM) i9-13900HX RAM: 32.0 GB, NVIDIA GeForce RTX 4080) w rozdzielczości 2560 x 1440. Osobiście nie miałam większych problemów z wydajnością, ale to tylko dzięki zastosowaniu generatora klatek (x2) oraz NVIDIA DLSS). W bazie miałam ok 65 klatek na sekundę, na otwartych przestrzeniach spadało to do ok 60 kl./s, a na samej powierzchni księżyca rosły do 80. Zauważalny wpływ miał na to path tracing, który nieźle obciąża podzespoły.

 

Nie dziwię się zatem, że w komentarzach na Steam nie brakuje informacji, że na starszych kartach i słabszych procesorach gra nie działa płynnie. Optymalizacja mogłaby być zdecydowanie lepsza.

Capcom, poproszę więcej takich tytułów!

 

Grę skończyłam po około 12 godzinach (nie mając jeszcze wymaksowanego całego tytułu). I wiecie co? To akurat ten moment, w którym poczułam niedosyt. Z chęcią spędziłabym jeszcze więcej czasu, walcząc z botami, przemierzając kolejne kosmiczne lokacje, a przede wszystkim słuchając dialogów między Hugh i Dianą. 

Szczerze polecam zagrać w Pragmatę – nie jest to długa produkcja (można skończyć ją nawet znacznie szybciej), ale z pewnością spędzicie przy niej przyjemny czas. Może i pod koniec będziecie mieć wrażenie, że wiele rzeczy się powtarza, a rozgrywka zacznie was powoli nużyć, to jednak ostatecznie warto dać tej historii szansę.

Zerknij jeszcze na to!  Pathologic 3 – recenzja gry – Gra, w której czujesz się źle, ale chcesz więcej

 

ZALETY +

WADY -

Agnieszka Michalska

Jestem Agnieszka Pierwsza Tego Imienia, Władczyni Konsoli, Mistrzyni Padów, Najwyższa Bibliotekarka oraz Baronessa Kolekcji Figurek Funko POP! Obok gier na konsole od Sony i Nintendo Switch, uwielbiam także dobre książki fantasy, które pochłaniam z zawrotną prędkością. Prywatnie jestem pasjonatką czarnej kawy i białej czekolady.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Trading Card Shop Simulator – recenzja gry Nintendo Switch. Stworki z kart, czy już wszystkie masz?

Trading Card Shop Simulator – recenzja gry Nintendo Switch. Stworki z kart, czy już wszystkie masz?

Jesus Simulator – recenzja gry PC. Między wiarą, a gameplayem.

Jesus Simulator – recenzja gry PC. Między wiarą, a gameplayem.

Salvage Shop Simulator – recenzja gry PC. Prawdziwe precjoza z odzysku!

Salvage Shop Simulator – recenzja gry PC. Prawdziwe precjoza z odzysku!

Zwierzogród – recenzja komiksu. Judy i Nick znów na tropie, tym razem w komiksie.

Zwierzogród – recenzja komiksu. Judy i Nick znów na tropie, tym razem w komiksie.

Death Howl – recenzja gry – Czy ten jeleń chce mnie ukatrupić?

Death Howl – recenzja gry – Czy ten jeleń chce mnie ukatrupić?

Dungeons & Dragons. Piekielne przypływy. Tom 5 – recenzja komiksu – Hell happens, czyli bohaterowie w piekle

Dungeons & Dragons. Piekielne przypływy. Tom 5 – recenzja komiksu – Hell happens, czyli bohaterowie w piekle