REKLAMA

Witajcie w moim Piekle – Recenzja książki. Piekło, które stworzyło autora

Jakub Trojanowski

Opublikowano: 17 grudnia 2025

Spis treści

Po przejściu pod skrzydła wydawnictwa Zysk i S-ka kariera pisarska Jacka Piekary nadal się rozwija. Tak przynajmniej może to wyglądać z zewnątrz. Z trzech (na moment pisania tej recenzji) tytułów tylko jeden to kolejna powieść, podczas gdy pozostałe to antologie jego wcześniejszych dzieł. Z drugiej strony jednak mogą one stanowić idealną okazję do spojrzenia na pisarza i jego twórczość, zanim ten znany był jako ojciec Mordimera Madderdina. Która z tych wersji jest bliższa prawdzie? Rąbka tajemnicy uchylę Wam w poniższym tekście.

Podróży do twórczej przeszłości ciąg dalszy

Po premierze samodzielnej powieści o przygodach Mordimera Madderdina – Miasto Słowa Bożego, której recenzję znaleźć można na łamach tego portalu, Piekara na dobre zadomowił się w portfolio wydawnictwa Zysk i S-ka. Kolejnym owocem tej współpracy jest właśnie na początku wakacji antologia Witajcie w moim Piekle – swego rodzaju kontynuacja Witajcie w Zaklętej Krainie. W skład drugiej z nich wchodzi około 30 opowiadań różnej długości, które razem wypełniają niecałe 600 stron. Za projekt okładki, na której znajduje się mroczne postapokaliptyczne miasto, odpowiada sam Tobiasz Zysk.

Witajcie w moim Piekle – Recenzja książki. Piekło, które stworzyło autora | Zdjęcia własne

Zamęt, chaos i ciekawe historie

Na samym początku muszę zaznaczyć, że w przeciwieństwie do poprzedniej antologii zamiast kilku dłuższych historii otrzymujemy wiele krótszych utworów o różnorodnej tematyce. W przeciwieństwie do poprzedniej antologii tym razem tematyka tekstów orbituje wokół science-fiction. Wyjątek stanowi jednak Kraina Ametystowego Jeziora, czyli przedstawiciel drugiej gałęzi fantastyki, który został umieszczony w tym tomie ze względu na dużą objętość Witajcie w Zaklętej Krainie. Większość twórczości zawartej w recenzowanym tomie powstała w latach 80. i 90. ubiegłego wieku, czyli czasie pełnym przemian ustrojowych i politycznych niepokojów w naszym kraju oraz wśród najbliższych sąsiadów. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na krótkie „przedmowy” przed każdym dziełem, w których autor w osobisty sposób opowiada o realiach powstawania, a nierzadko także o powodach, dla których dany tytuł przeleżał kilkadziesiąt lat w szufladzie.

REKLAMA

Na pierwszy rzut oka mamy więc do czynienia z wprawianiem się młodego pisarza w realia fantastyki, jednak gdy przypomnimy sobie to, czego nie zawsze chciało się nam słuchać w szkolnej ławce, wtedy klaruje się nieco odmienny obraz. Owszem, niektóre z tekstów, jak przyznaje sam autor, nie są wysokich lotów, jednak zdecydował on o ich publikacji, aby pokazać, jak wykuwał się jego styl. Mimo nierzadko małej objętości i mniej lub bardziej topornego wykonania kryją one w sobie trafne i dosadne komentarze na temat ówczesnej rzeczywistości. Niektóre z nich – np. Kupujcie Holowizory, choć trudne w odbiorze, w momencie powstawania wybiegały nieco w przyszłość. Zadziwiające jest jednak, że mimo upływu kilkudziesięciu lat przedstawiona w nich wizja jest jak najbardziej aktualna.

Witajcie w moim Piekle – Recenzja książki. Piekło, które stworzyło autora | Zdjęcia własne

Zabawa stylem i inspiracjami

Piekara w kilku miejscach przyznaje się do czerpania inspiracji z innych autorów (w tym i Tolkiena), dając wyraźny znak, czyja twórczość wpływała na rozwijający się talent pisarski. Zostając przy tym punkcie, muszę zwrócić uwagę na inne opowiadanie. Artur Potter Lwie Serce już samym tytułem przyciągnął moją uwagę. Zagłębiając się w kolejne strony historii, zaczynałem darzyć Piekarę większym uznaniem. Ośmielę się powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych fragmentów Witajcie w moim piekle. Do zabawy z utartym motywem (w tym wypadku wybrańca), potrzeba bowiem nie tylko odwagi, ale i odpowiedniego warsztatu pisarskiego. W tym przypadku ironia wręcz wylewa się z opowieści, a sielankowy mit wybrańca, skorego do bohaterskich czynów szybko roztrzaskuje się o szeregi innych, identycznych młodzieńców, trafiających na front w świecie, w którym słońce nigdy nie zachodzi.

Nie takie odległe to science-fiction

Piekara pokazuje swój wczesny warsztat pisarski, w którym łączył elementy science-fiction, dystopii i klasycznej fantastyki. Do naszych rąk trafia antologia będąca przykładem tzw. fantastyki bliskiego zasięgu, czyli prozy osadzonej w świecie wyraźnie powiązanym z rzeczywistością, choć przefiltrowanym przez wyobraźnię autora. Krótkie opowiadania traktują o przemianach politycznych, społecznych napięciach i codziennych problemach jednostki, a jednocześnie pozwoliły autorowi na różnorodne eksperymenty ze stylem, ironią i literackimi tropami. Mimo nierzadko topornego wykonania młody autor uczył się, jak wnikliwie komentować rzeczywistość, a jednocześnie bawić się znanymi motywami fantasy – od ironicznych wariacji na temat wybrańca po subtelne aluzje do dzieł Tolkiena.

Witajcie w moim Piekle – Recenzja książki. Piekło, które stworzyło autora | Zdjęcia własne

Nie arcydzieło, lecz dobry umilacz czasu

Witajcie w moim Piekle to przede wszystkim interesująca podróż wczesnej twórczości Jacka Piekary. Niektóre opowiadania mogą wydawać się nierówne pod względem warsztatu, całość ukazuje jednak rozwój stylu autora i jego poczucie humoru, charakterystyczną ironię oraz wnikliwość w obserwacji rzeczywistości. To lektura dla czytelników ciekawych nie tylko świata fantastyki, lecz także spojrzenia na przemiany społeczne i polityczne końca XX wieku. Antologia pozwala dostrzec, że Piekara, znany dziś głównie z cyklu o Mordimerze Madderdinie, od początku eksperymentował z formą, tematami i sposobem opowiadania historii, tworząc literaturę wymagającą refleksji i emocjonalnego zaangażowania.

 

ZALETY +

WADY -

Za dostarczenie egzemplarza do recenzji dziękujemy wydawnictwu Zysk!
Jakub Trojanowski

Student medycyny, prywatnie wielki fan papierowego wydania Gwinta. Od dziecka pochłaniam książki i filmy o różnorodnej tematyce. W wolnych chwilach, przy pracy lub nauce zawsze w tle wybrzmiewa klasyczną i filmową. Zarówno w grach, jak i w życiu lubię nieszablonowo podchodzić do problemów. Nie mam ścisłej czołówki ulubionych uniwersów, ale podium zajmują Władca Pierścieni, Wiedźmin i Mass Effect. Co nie znaczy, że z chęcią nie podyskutuję, chociażby o Asasynach goniących po dachach Szturmowców Imperium Galaktycznego.

REKLAMA

Rekomendowane artykuły

Superman kontra Lobo – recenzja komiksu – Starcie, które nigdy nie nabiera rozpędu

Superman kontra Lobo – recenzja komiksu – Starcie, które nigdy nie nabiera rozpędu

Islander. Wygnanie — recenzja komiksu — Ostatnia nadzieja dla ludzkości

Islander. Wygnanie — recenzja komiksu — Ostatnia nadzieja dla ludzkości

Star Wars. Mace Windu. Jedi Republiki – recenzja komiksu – Wstęp do upadku Republiki

Star Wars. Mace Windu. Jedi Republiki – recenzja komiksu – Wstęp do upadku Republiki

INK – recenzja gry planszowej – Stwórz swój unikalny, abstrakcyjny obraz

INK – recenzja gry planszowej – Stwórz swój unikalny, abstrakcyjny obraz

Painkiller – recenzja gry – Daj temu tytułowi szansę! [Alan & Kamil]

Painkiller – recenzja gry – Daj temu tytułowi szansę! [Alan & Kamil]

Dla kogo powstało Funko Fusion?

Dla kogo powstało Funko Fusion?