MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Poprzedni
Następny

Tormented Souls – recenzja gry. Powrót do korzeni

Tormented Souls

Klasyczne survival horrory miały swój szczyt popularności na początku lat dwutysięcznych. Pojawiło się w tym czasie kilka odsłon Silent Hill, Forbidden Siren, Fatal Frame, Resident Evil, jak i pojedyncze tytuły pokroju Hauting Ground czy kontrowersyjne Rule of Rose. Wraz z nadejściem siódmej generacji konsol tendencja zaczęła być mocno spadkowa, aby w erze PS4 gatunek ten został prawie wyparty przez zalew symulatorów chodzenia, dumnie określanymi mianem horrorów. Paradoksalnie teraz, na przełomie generacji, niezależni deweloperzy wypuszczają czy zapowiadają nowe produkcje w tym nieco zakurzonym już gatunku. Jednym z koronnych przykładów jest omawiany dzisiaj Tormented Souls.

Spider-Man: Bez drogi do domu - uważaj czego sobie życzysz Parker

Historia opowiada o losach Caroline Walker – typowej bohaterki jak na horrorowe standardy, czyli na wskroś prawej i niewinnej. Pewnego dnia dostaje tajemniczy list wraz ze zdjęciem bliźniaczek. Oczywiście, fotografia ta wryła jej się mocno w pamięć, myśli o niej nie dawały spać po nocach. W końcu więc postanowiła wyruszyć w podróż do szpitala, który był podany w adresie nadawcy, aby dowiedzieć się, o co chodzi z tymi dziewczynkami. Jak widzicie, ogólny zarys fabularny nie jest specjalnie odkrywczy – ba jest dość sztampowy. Nie zmienia to jednak faktu, że odkrywanie mrocznej historii placówki medycznej, jak i dalszych losów protagonistki po prostu wciąga, i to do tego stopnia, że z żalem kładłem się spać, aby wstać rano do pracy.

Screen z gry Tormented Souls

Wszystko to fani dobrze znają

Nie będzie odkrywczym stwierdzeniem, że Tormented Souls to istny hołd dla klasyków gatunku, głównie pod względem mechanik. Statyczna kamera nieco podążająca za bohaterką (tak jak to miało miejsce chociażby w Silent Hill 2) fenomenalnie buduje klimat. Często bywa tak, że słyszymy jakiegoś stwora gdzieś w oddali, lecz właśnie przez niekorzystne dla nas ujęcie, go nie widzimy. Dodaje to lekki element strachu, bo nigdy nie wiemy, czy za rogiem nie czai się jakaś maszkara. Warto w tym momencie wspomnieć o oprawie audiowizualnej. Ta stoi na przyzwoitym poziome – otoczenie zostało bardzo ładnie zaprojektowane, jest bogate w detale i przy tym architektura lokacji jest całkiem sensowna.

Screen z gry Tormented Souls

Widać tutaj nieco inspirację komisariatem z remake’u Resident Evil 2, co jest oczywiście na plus, bo jak się uczyć to od najlepszych. Zresztą to nie jedyne oczywiste nawiązanie do tej sławnej serii gier o zombie i wirusach. Kolejnym jest muzyka – motyw z save room’u jest jak żywcem wzięty z produkcji Capcomu. W „mocniejszych” momentach dźwięki przywodzą na myśl utwory Akiry Yamaoki – jest mrocznie, industrialnie i nieco psychodelicznie.

Screen z gry Tormented Souls

Pod względem mechanik jest podobnie – wszystko jest dobrze znane fanom horrorów. Wspomniane wcześniej save room’y czy chociażby ujęcia kamery to nie wszystko. Mamy też tutaj całą masę zagadek różnego rodzaju: klasyczne łączenie przedmiotów, dźwiękowe czy rozgryzanie kodów, aby otworzyć jakieś drzwi. Jest różnorodnie i ciekawie, a niektóre łamigłówki potrafią zaskoczyć, jak chociażby ta z dyskietką.

Screen z gry Tormented Souls

Skoro mowa o survival horrorze, to nie mogło również zabraknąć walki, prawda? Ano, prawda. Do dyspozycji więc mamy skromny, acz oryginalny arsenał. Na starcie dostaniemy łom, który przydaje się nie tylko w walce. Później dochodzi również pistolet na gwoździe, amatorska strzelba zrobiona z rur, którą musimy poskładać z dwóch części oraz elektryczna lanca, lub jak kto woli – dzida. Oczywiście, broń jest tutaj nie bez powodu – w szpitalu roi się od wszelakich maszkar. Te też nie powalają różnorodnością, bo jest ich bodajże siedem (nie licząc finałowego bossa), lecz przyznać trzeba, że ich wygląd jest może nie tyle, co przerażający a po prostu klimatyczny – w zgrabny sposób komponują się w otoczkę fabularną oraz miejsce akcji, nie ma się wrażenia, że nie pasują do całości koncepcji.

Drewno też potrafi być piękne

Wypadałoby trochę teraz pomarudzić na niektóre aspekty tej produkcji, co by za słodko nie było. Pierwszą bolączką są animacje – nieco drewniane, co szczególnie widać w scenkach przerywnikowych. Mimika twarzy potrafi momentami wywołać lekki uśmieszek politowania nad tym, jak niezdarnie została wykonana. Do tej listy należy dodać też dubbing, z którym mam jednak pewien problem. Jest straszny, okropny, sztuczny i przez to, tak zły, że aż dobry – coś à la pierwszy Resident Evil.

Screen z gry Tormented Souls

 Przez to też nie wiem, czy zostało to zrobione intencjonalnie, jako swoiste mrugnięcie oka dla starych wyjadaczy, czy po prostu zabrakło już kasy na zatrudnienie kogoś lepszego niż pierwszego lepszego człowieka z ulicy. Mnie to osobiście nie przeszkadza, ba, poczułem pewien powiew nostalgii, aczkolwiek osoby nieprzyzwyczajone do takiego poziomu aktorstwa, mogą czuć się co najmniej zmieszane.

Screen z gry Tormented Souls

To, czego faktycznie mi brakuje, to jakaś motywacja do zaliczenia kolejnego podejścia. Jasne, jest trofka za ukończenie produkcji w 3 godziny, ale takie akcje mnie akurat nie kręcą. Nie ma więc żadnego wyboru poziomu trudności – ten jest jeden, domyślny. Po ukończeniu nie dochodzi, jakiś tryb nightmare czy inferno jak to było w ostatnich Residentach. Nic, zero, null. Czy to źle? Owszem, ponieważ Tormented Souls jest strasznie łatwe – przedmiotów leczących jest od groma, na brak amunicji narzekać nie możemy, taśm do zapisu jest aż nadmiar i mocno trzeba się postarać, aby zginąć.

Screen z gry Tormented Souls

Mnie się to udało raz i to z czystej ciekawości. Ostatni boss też nie jest żadnym wyzwaniem. Ok, produkcja oferuje trzy zakończenia, lecz co z tego, skoro dokonując zapisu w odpowiednim momencie, możemy zaliczyć je wszystkie. Niestety, jest to tytuł na raz, chyba że chcecie zdobyć platynkę, to wtedy można pokusić się o kolejne podejście.

Screen z gry Tormented Souls

Pozostały jednie kwestie techniczne. Tutaj raczej nie mam się do czego przyczepić – ot, raz czy może dwa gra mi nieco chrupnęła na PS4, znalazłem też pewne niedopatrzenie twórców, czyli cień, który rzucał jeden świecznik, był pikselowy do granic możliwości. Poza tym nie dodano żadnego silnika fizycznego dla martwych ciał oponentów, dlatego czasem dochodzi do kuriozalnych sytuacji. Dla przykładu: zabijamy stwora na schodach, ten pada i trzymając się chyba kawałkiem pięty schodka, lewituje nad kolejnymi. Wygląda to dziwacznie i komicznie.

Screen z gry Tormented Souls

Hołd dla klasyków

Mimo pewnych niedociągnięć bawiłem się z Tormented Souls naprawdę dobrze. Jasne, próżno tu szukać jakiś innowacji czy nowatorskich rozwiązań, ale też nie o to tutaj chodzi. Dual Effect stworzyło po prostu piękny list miłosny dla złotej ery survival horroru. I wiecie co? Wyszło im to naprawdę dobrze. Miło, że niezależni twórcy biorą się za próbę reanimacji tego nieco zapomnianego gatunku, a tym samym żywię nadzieję, że powróci on do łask. Ja tymczasem trzymam kciuki za chilijczyków i będę śledził ich dalsze poczynania – kto wie, może nas zaskoczą jakimś innym ciekawym projektem utrzymanym w tej konwencji, bo jak widać, znają się na rzeczy.

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

NAJNOWSZE WPISY

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: kontakt@grapodpada.pl 

OBSERWUJ NAS

UDOSTĘPNIJ
UDOSTĘPNIJ