MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Matrix Zmartwychwstania – recenzja filmu. Upadek czy zmartwychwstanie serii?

Przyznam szczerze, że za dzieciaka nie doceniałam tak tej serii, jak po latach. Dorosłość sprawiła, że inaczej spojrzałam, bądź co bądź, na zrewolucjonizowane kino. Trzeba przyznać, że Wachowskie w 2000 roku – ukierunkowały science fiction na dużych ekranach. Czy jednak powrót po blisko 20 latach okazał się potrzebny?

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Galapagos mogłam obejrzeć Matrix Zmartwychwstania i zdecydować, czy wybieram czerwoną lub niebieską tabletkę.

Matrix Zmartwychwstania – recenzja filmu. Upadek czy zmartwychwstanie serii?

Filmweb

Nostalgiczna terapia

Podróż do Matrixa nie mogła odbyć się bez kultowych aktorów, którzy nakreślili kilka lat temu swoje postacie. Mam tutaj na myśli bohaterów Neo (Keanu Reeves) i Trinity (Carrie-Anne Moss). Przyznam szczerze, że nie widzę nikogo, kto mógłby tak świetnie odegrać swoje role oraz ukazać na ekranach tak silną chemię pomiędzy nimi. Niemniej bardzo dobra gra może być przyćmiona słabym scenariuszem i kiczowatymi efektami specjalnymi, co miało niestety miejsce.

Wracając do głównej fabuły filmu. Neo jednak przeżył! W tej części Thomas Anderson jest programistą, który razem z firmą Warner Bros. stworzył grę Matrix. Tak, dobrze przeczytaliście. Wszystko to, co tyczyło się trylogii, reżyserka (Lana Wachowski) umiejscowiła, jako grę komputerową. Anderson zaimplementował siebie, jako Neo, a mijaną w kafejce internetowej kobietę, jako Trinity. Niemniej już od samego początku główny bohater czuje, że coś jest nie tak.

Kluczowe są również terapie, na które chodzi Anderson. W tym miejscu zwierza się swojemu terapeucie z lęków i obaw. Co ważne, notorycznie zażywa niebieskich pigułek, które otumaniają jego umysł. Chyba nie muszę przypominać, co dzieje się, gdy bierze się ten kolor tabletek.

Filmweb

Wybór jest złudny

Ubolewam nad faktem, że postać Morfeusza jest odgrywana przez innego aktora. Pierwotnie w serii tę rolę miał Laurence Fishburne. Natomiast w czwartej odsłonie guru odgrywa ktoś zupełnie inny, Yaha Abdul-Mateen II. Wszystko fajnie, ale nie czuję w ogóle tej tajemniczości oraz mimo wszystko, wyższości nad Neo. Morfeusz wyszedł tutaj, jak parodia samego siebie.

Morfeusz i Neo spotykają się „pierwszy raz” w męskiej toalecie. Abstrahując od miejsca, gdzie są bohaterowie, to ponownie mamy motyw kolorowych pigułek. W jednej ręce niebieska (pozostanie w Matrixie), a w drugiej czerwona (poznanie prawdy). Oczywiście jest to pozorny wybór, ponieważ Neo już dawno podjął decyzję. Poza tym wybraniec chce uratować Trinity, która jak się okazuje, również przeżyła i jest zamknięta w Matrixie. Ponownie mamy domieszkę lovestory.

Filmweb

Równa pochyła

Muszę przyznać, że na ponad dwugodzinnym seansie czułam się, jak na rollercoasterze. Przede wszystkim dlatego, że początek mnie zaintrygował, środek zanudził, a koniec zniesmaczył. Nierówność scenariuszowa może wynikać w głównej mierze z przekombinowania oraz grania na nostalgii widzów. Historia musi mieć ręce i nogi, a mam wrażenie, że końcówka produkcji była pisana na kolanie. (Uwaga spojler!) Analityk (Neil Patrick Harris), który od samego początku macza palce w utrzymywaniu Neo w Matrixie z łatwością jest pokonany, upokorzony oraz wymazany przez Trinity. Serio, to jest czarny charakter?

Jedna z kwestii, która również kuła mnie w oczy, to fakt, że tylko Neo potrafił latać (nie ukrywam, to nadal mnie bawi, taki tam Superman). Natomiast dziwnym zbiegiem okoliczności Trinity też posiadła tę moc. Moim zdaniem skoro główna postać jest wybrańcem, to należy trzymać się wcześniejszym wytycznych i nie obdarzać supermocą kogoś innego.

Irytował mnie również moment w pseudo korporacji. Rozumiem, że firma szuka czegoś, aby stworzyć grę, która ponownie zdobędzie nagrodę Game Awards, ale naciskanie na „bullet time” skutecznie mnie odrzucił. Widz zrozumiał, to za pierwszym razem. Nie trzeba spamować tą kwestią przez kilka minut!

Filmweb

Ciekawym zabiegiem były wstawki z poprzednich części. Fajnie było zobaczyć ponownie sceny z jedynki, dwójki oraz trójki. Chociaż moim zdaniem gdyby je wyciąć, to znacząco obniżyłyby czas trwania filmu.

Podsumowując, trylogia powinna zostać nienaruszona. Czwarta odsłona była niepotrzebna. Rozumiem, że fani czekali na cokolwiek z uniwersum Matrixa, ale powinni dostać coś znacznie lepszego. Nie oszukujmy się, ale poprzedniczki też nie były ideałem. Niemniej, to w tej części było najwięcej absurdu z domieszką dobrego kina. W tym przypadku wzięłabym niebieską pigułkę i zostałabym w starym dobrym Matrixie.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ