MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Paradoks kłamców. "Loki" – recenzja drugiego odcinka serialu

Czy jeśli powiem „ja teraz kłamię”, to mówię prawdę, czy nieprawdę? Skoro szczerze wyznałem, że właśnie ściemniam, to czy można mi ufać? Z drugiej strony, czy mówiąc, że kłamię, powiedziałem prawdę? A może skłamałem, że kłamię? Nie przytaczam tej zagadki logicznej bez powodu, wszak drugi odcinek Lokiego pokazuje nam, że nie tylko przyrodni brat Thora balansuje na cienkiej granicy oddzielającej manipulację od sprytu. Mistrzami w tej sztuce są zarówno pracownicy TVA, jak i… samo Marvel Studios.

Kadr z serialu Loki

Być jak Christopher Nolan

Wspominałem w poprzednim tekście, że odcinek, jaki otrzymaliśmy na start serialu, niejako multimedialną prezentację pt. „Multiversum – jak działa czas w MCU, lekcja 1” był niezbędny, by widz nie pogubił się w zasadach rządzącymi organizacją, dla której będzie pracował główny bohater. Niewiele się pomyliłem, bowiem, gdy kolejny raz spotykamy się z Lokim, ten siedzi za biurkiem i wraz z animowaną Panną Minutką (tłum. własne, ang. Miss Minutes) przerabia materiały szkoleniowe, które każdy agent TVA znać powinien, jeśli nie chce uszkodzić Świętej Osi Czasu jeszcze bardziej, czy doprowadzić przypadkowo do jej ostatecznej zagłady. Pomysł, by aktor współpracował na ekranie z postacią klasycznie animowaną oczywiście nie jest nowy, ale w ramach MCU pojawia się po raz pierwszy i muszę przyznać, że oglądanie tego ożywionego zegarka sprawia sporo frajdy. Mam nadzieję, że Minutka jeszcze powróci, bo jej potencjał komediowy jeszcze nie został wyczerpany.

Sęk w tym, że dialogi po raz kolejny pękają w szwach od wymyślnej terminologii, czy skomplikowanych zasad – wszystko po to, by jak najbardziej udziwnić narrację serialu, nadać TVA bardziej naukowego sznytu, co w moim odczuciu nie jest już potrzebne. Dostaliśmy już cały wykład o rozgałęzieniach rzeczywistości, alternatywnych liniach czasowych i gadżetach, które Agencja posiada i wystarczy. Mam nadzieję, że w kolejnych odcinkach nie będziemy do tego wracać, bo wyjaśnianie niewyjaśnianego zazwyczaj nie kończy się za dobrze w kinie superbohaterskim. Na szczęście i tym razem, wiedza, jak działa muliwersum od zaplecza, pomaga Lokiemu się wykazać, dzięki czemu ponownie mieliśmy okazję podziwiać boga psot w jego żywiole. Szybka orientacja w sytuacji, identyfikacja słabych punktów i wykorzystanie ich dla własnych korzyści. Takiego Lokiego polubiła publika i takiego też otrzymała w tym odcinku.

Kadr z serialu Loki

Autorefleksja

Ujawniony w finale pilota antagonista uderza ponownie, co daje Lokiemu sposobność, by w końcu ruszyć w teren. Od razu zmienia się też ton serialu – czuć, że odwiedzanie innych rzeczywistości będzie kluczowym dla całej produkcji elementem, czego przedsmak mieliśmy już w zwiastunach. Wygląda to naprawdę fantastycznie, a trzy totalnie od siebie różne linie czasowe, które mieliśmy okazję odwiedzić w tym epizodzie, pokazują, że Marvel nie będzie oszczędzać na efektach specjalnych i każda wizyta w światach poza TVA ma potencjał być unikatową widokówką. Jedynym stałym elementem tych podróży pozostaje Loki, dla którego tak częsta zmiana scenografii to idealny poligon doświadczalny świeżo odblokowanych mocy, a dla widza – festiwal gagów w świeżych, nieopatrzonych jeszcze scenografiach. Jaki inna produkcja może zaoferować Toma Hiddlestona zaganiającego kozy albo walczącego odkurzaczem?

Podróże w czasie i przestrzeni mają jednak na celu schwytanie i unieszkodliwienie złola, a tak się fabularnie złożyło, że Loki jest wręcz stworzony do tej roboty. Ale jak tu oszukać oszusta, gdy wszyscy wokoło próbują przejrzeć także twoje oszustwa? Sprawa tylko pozornie wydaje się oczywista i już w tym momencie odnaleźć możemy kilka poszlak, które dają nam do zrozumienia, że nie wszystko w TVA złote, co się świeci. Zabieg to bardzo podobny, co w WandaVision, gdzie to, co oczywiste i tak miało miejsce, a podrzucane co chwila tropy ostatecznie prowadziły donikąd i miały odwrócić uwagę widza od głównej fabuły (tak, to o tobie, Ralph). Drugi odcinek Lokiego budzi solidne obawy, że tu może być podobnie. Na szczęście, w tym serialu zagadka kto, co i dlaczego jest drugorzędna, a najważniejsza wydaje się  postać tytułowego bohatera i jego podróż do poznania swojego nowego-starego ja.

Kadr z serialu Loki
Kadr z serialu Loki

Twoja twarz brzmi znajomo

W jednej ze scen, w trakcie odprawy przed misją, okazuje się, że Loki jest dość popularnym w TVA osobnikiem, wszak wiele jego psotliwych wariantów wpadło na pomysł uszkodzenia osi czasu. Loki kolarz, Loki troll, Loki wiking… multiwersum, wiadomo. Mimo że były to tylko malutkie hologramy, dało mi to nadzieję, że wraz z alternatywnymi liniami czasowymi, dane nam będzie poznać więcej Lokich. Możliwość obserwacji, jak Psotnik zareaguje na swoją inną wersję nie tylko może być źródłem nowych gagów, ale nade wszystko dobrym zabiegiem fabularnym, by tytułową postać rozwijać.

Drugi rozdział serialu stanowi niemały przedsmak tej zabawy, a wydarzenia, które miały miejsce przed pojawieniem się napisów końcowych, pozwalają sądzić, że nie tylko dla Lokiego dotychczasowe zasady gry uległy zmianie, ale nade wszystko dla całego MCU. A właśnie ten drugi aspekt powinien być obecnie największym wskaźnikiem jakości przy ocenie kolejnych produkcji Marvel Studios – nie tylko fabuła, humor i imponujące sceny akcji, ale nade wszystko wkład w większy obraz całego uniwersum. Loki póki co realizuje oba te założenia, a mi pozostaje trzymać kciuki, by historia nie zaplątała widza w pogoń za tropami, których tak naprawdę wcale tam nie ma. A mrugnięć oka w stronę Kanga Zdobywcy jest w tym serialu aż nadto, by można je było po prostu zignorować. Oby nie skończyło się to tak, jak poszukiwania diabła na ulicach Westview. Marvel w swoich szaradach nie ustępuje kroku Lokiemu i cała nadzieja w tym, by ich spryt scenariuszowy koniec końców nie okazał się tylko kolejnym kłamstwem.

Rafał Halkowicz

Rafał Halkowicz

Niereformowalny wyznawca Hulka, pogodzony z syndromem popkulturowej osobowości wielorakiej. Oddycha komiksowym dymkiem, a otaczający go świat widzi w formie kadrów i onomatopei. W grach poszukuje Narracji Idealnej, stawiając opowieść ponad gameplay. Ucząc się na błędach Thanosa i Kratosa, wychowuje swą pierworodną w duchu geekowszczyzny. Razem czekają na list z Hogwartu.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ
Rafał Halkowicz
Author: Rafał HalkowiczNiereformowalny wyznawca Hulka, pogodzony z syndromem popkulturowej osobowości wielorakiej. Oddycha komiksowym dymkiem, a otaczający go świat widzi w formie kadrów i onomatopei. W grach poszukuje Narracji Idealnej, stawiając opowieść ponad gameplay. Ucząc się na błędach Thanosa i Kratosa, wychowuje swą pierworodną w duchu geekowszczyzny. Razem czekają na list z Hogwartu.