MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Nieudane spotkanie po latach. Wiedźmin 2: Zabójcy Królów” – recenzja

Po 10 latach nadszedł czas, aby wrócić wspomnieniami do drugiej części kultowej serii CD Projekt Red. Problem z retrorecenzjami polega jednak na tym, że nie ma uniwersalnej zasady ich pisania. Jednym ze sposobów mogłaby być próba cofnięcia się do 2011 roku, mając w głowie ówczesne standardy branży gier i oceniać produkcję tylko i wyłącznie z tej perspektywy. Drugą możliwością jest porównanie Zabójcy Królów do późniejszych osiągnięć polskiego studia, jednak przy przyjęciu takiej taktyki, Wiedźmin 2 jest z góry skazany na porażkę. Dlatego bądźmy bardziej łaskawsi i przyjmijmy, że jest rok 2011. Macie w głowie jeszcze pierwsze przygody Geralta, które w Polsce i na świecie zostały przyjęte bardzo ciepło. Zasiadacie do grania i…

Materiał promujący grę Wiedźmin 2: Zabójcy Królów

Powrót do przeszłości

Epicki cinematic z udziałem głównego antagonisty – Letho, coraz bardziej wciąga was w świat, gdzie na Królestwach Północy ciąży niepokój, związany ze strachem o życie władców potężniejszych krain (Król Demawend staje się pierwszą ofiarą tajemniczego mordercy). Widzicie również znaczną poprawę jakości i zdajecie sobie sprawę, że przez te 4 lata „Redzi” mocno rozwinęli sposób produkcji, a na dodatek korzystają ze zrobionego na własne potrzeby silnika REDengine. Po krótkim tutorialu zostajecie wrzuceni w epilog, który staje się kolejnym, dość generycznym samouczkiem, ale nikomu to nie przeszkadza, gdyż fala emocji przepływa przez was podczas udanego zamachu na Foltesta, o który później oskarżony jest Geralt. Jest to oczywiście grywalna retrospekcja, bo czas teraźniejszy dla naszego głównego bohatera to pokój przesłuchań, gdzie Vernon Roche wypytuje wiedźmina o szczegóły zbrodni, a po udanych pertraktacjach, zostanie nam zlecone znalezienie tytułowego zabójcy królów.

Właśnie tutaj zaczyna się nasza historia, ale zatrzymajmy się na chwilę. Sam epilog pokazuje, że pod względem dialogów czy kreatywności co do zadań głównych, jak i pobocznych, CD Projekt RED po raz kolejny stanął na wysokości zadania. Mechaniki rozwinęły się od czasów ganiania za Salamandrą, a opcji ataków obszarowych mamy tu zdecydowanie więcej, niż wcześniej, Są one bardziej przejrzyste i przede wszystkim wygodniejsze w obsłudze. Nieco boli większe nasycenie kolorów, przez co otoczenie nie wydaje się tak niebezpieczne jak przy ogrywaniu pierwszej części. Jest to jednak próba dostosowania się do masowego odbiorcy, za co trudno kogokolwiek rugać, a jak wiemy my, siedzący przed swoimi komputerami w 2021 roku, przyniosło to pożądany efekt.

Grafika promująca grę Wiedźmin 2: Zabójcy Królów

Im dalej w las...

Późniejsze rozdziały, a przede wszystkim lokacje, nieco odstraszają brakiem swobody i z tyłu głowy ciągle odczuwamy mocne ograniczenia, nałożone przez twórców. Warto wspomnieć, że 2011 rok to czas premiery m.in. Skyrima. Oczywiście trudno jest porównywać poziom finansowy Bethesdy i CDP z tego okresu, ale z perspektywy ówczesnego gracza mogło to już stanowić problem. Wiedźmin 2 przestał wyróżniać się na tle pozostałych produkcji, osadzonych w fantastycznych światach, bo, jak wspomniałem wcześniej, pierwsza część miała wręcz odstraszającą (to ma pozytywny wydźwięk), rzadko spotykaną stylistykę. Pomimo zaangażowania w główny wątek, dość szybko traciłem zainteresowanie pobocznymi zadaniami, nie pamiętając za bardzo jakichś bardziej wybitnych. Znajdźmy jednak nieco pozytywów. Przede wszystkim – Iorweth, Vernon Roche i Letho. To właśnie te postacie napędzają całą historię, a bez nich cały Zabójca Królów byłby kolejnym, szybko zakopanym z innymi w jednej szufladzie, typowym fantasy. Rozumiemy to, czym kieruje się każdy z nich, a co więcej, podjęcie ostatecznej decyzji co do Letho nie jest tak proste, jak się wydaje. Sam najpierw zapisałem grę, stoczyłem z nim pojedynek (byłem ciekawy, jak silny jest antagonista), po czym wczytałem jeszcze raz i puściłem go wolno. Całe szczęście, biorąc pod uwagę kolejną część przygód Geralta.

Podsumowując, Wiedźmin 2: Zabójcy Królów to gra nieco toporna, nawet z perspektywy gracza z 2011 roku. Ograniczenia lokacji, ciężkie sterowanie na PC i niczym niewyróżniający się klimat nie pomaga, a wręcz zniechęca do eksplorowania tego świata. Chciałbym bardzo cieszyć się rozgrywką, ale nie potrafię. Możliwe, że nawet próbując wcielić się we własną skórę sprzed 10 lat, jestem już mocno zakorzeniony w dzisiejszych produkcjach i trudno mi pozbyć się myśli o wyraźnym zestarzeniu się produktu polskiego studia. Nie chcę jednak całkowicie negować tego, jaki wpływ miała druga część na późniejsze arcydzieło. Ja z bólem serca niestety odpuszczę i raczej nieprędko, jeśli w ogóle, wrócę do Wiedźmina 2. Dajcie znać co myślicie i czy graliście w ciągu ostatniego roku w twór „Redów”!

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ