MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Miasto grzeszników. „Silent Hill 2” – recenzja gry

Silent Hill to jedna z tych serii gier, do których mam szczególny sentyment. Mroczna historia o miasteczku spowitym mgłą kupiła mnie już przy pierwszym podejściu. Celowo piszę „podejściu”, gdyż moja dziewicza podróż do „Cichego Wzgórza” odbyła się dopiero dzięki trzeciej części. Co to był za klimat! Ten mrok, zgroza i tajemnica doprowadziły do tego, że koniecznie musiałem poznać poprzednie odsłony, a już późniejsze ogrywałem w okolicach ich premiery niemal wykrzykując „Shut up and take my money!”

Po dłuższym zastanowieniu, zabrałem się dla was za recenzję dwójki, która zrobiła na mnie największe wrażenie. Dlaczego? Zapraszam do dalszej lektury.

Japońskie studio Konami wydało Silent Hill 2 w 2001 roku na takie platformy jak Playstation 2, Xbox i PC. Później opublikowało jeszcze zremasterowaną wersję na Playstation 3 i Xbox 360.

Historia nie kontynuuje wątków z jedynki i przedstawia nam zupełnie nowego bohatera – Jamesa Sunderlanda. Cechą wspólną jest tylko miasteczko, dlatego bez problemu można poznać tytuł bez znajomości serii. Uwierzcie mi, że warto. Ta część została uznana za jeden z najlepszych horrorów na rynku gier i wspominana jest do dziś.

Screen z gry Silent Hill 2

List zza grobu

James otrzymuje list od swojej żony, w którym informuje ona, że czeka na niego w Silent Hill – miejscu, gdzie spędzili ostatnie miłe chwile. Z pozoru zwykła sytuacja, tyle że Mary jest martwa już od trzech lat. Jak to możliwe? Czyżby listonosz szedł do niego na piechotę, dodatkowo okrężną drogą? List nie jest jednak taki stary, więc domniemana nieboszczka faktycznie może czekać na swego ukochanego. Główny bohater postanawia to sprawdzić. Udaje się w wyznaczone miejsce, nieświadomie rozpoczynając podróż przez swój własny czyściec i od samego początku wrzuca gracza w wir niepokojących wydarzeń, trzymający w napięciu do samego końca.

Screen z gry Silent Hill 2

Mgliście, brudno i ponuro

Kierując Jamesem przyjdzie nam zwiedzić część tytułowego miasteczka. Nie spotkamy tu zbyt wielu „normalnych” ludzi. Nie, poczekajcie! W ogóle nie spotkamy tu normalnych osób, ponieważ ci, z którymi przyjdzie się nam zetknąć są… jakby to powiedzieć… skrzywieni. Coś zżera ich od środka i podobnie jak protagonista, toczą walkę ze swoim wewnętrznym „ja”. Tylko jedna postać – dziewczynka imieniem Laura wydaje się osóbką kompletnie nie pasującą do tego splamionego grona. Sunderland spotka się z nią nieraz i szybko wywnioskujecie, że dziecko widzi to miasto zupełnie inaczej niż on. Czyżby Silent Hill było odzwierciedleniem duszy każdego z osobna?

Skoro główny bohater spotyka zaledwie garstkę ludzi, to znaczy, że miasto jest wyludnione? Właściwie tak. Gęsta mgła towarzyszy nam przy zwiedzaniu wymarłych ulic, a nastrojowa melodia potęguje klimat odosobnienia. Nie jest jednak zupełnie pusto, gdyż w białych oparach czyha na nas niebezpieczeństwo w postaci potworów. O zbliżającym się zagrożeniu informuje radio, które zaczyna szumieć, gdy  przeciwnicy są blisko.

Podczas wędrówki zwiedzimy obskurne alejki, wyludnione domki, zajrzymy do szpitala, opuszczonego hotelu czy więzienia i to w pewnym sensie podwójnie, ponieważ w odpowiednich momentach usłyszymy wyjącą syrenę, która przemieni otoczenie w alternatywną wersję z piekła rodem. Dodam tutaj, że mroczna wersja miasteczka jest zupełnie inna niż w innych częściach. Nie ujrzymy tu wszechobecnej czerwieni i drutów kolczastych, a brud i rdzę. Niemniej nadal daje to niepowtarzalny klimat. Będziemy ciągle czuć niebezpieczeństwo poruszając się po klaustrofobicznych korytarzach oświetlając mrok małą latarką i mając nadzieję, że nagle nie zaatakuje nas tajemnicza istota z blachą na głowie.

Screen z gry Silent Hill 2

Brutalny trójkąt – molestowanie, dręczenie i morderstwo

Silent Hill 2 nie działa na nasze bodźce tylko za pomocą jump scare’ów czy gore. W sporej mierze jest to horror psychologiczny podejmujący wiele kontrowersyjnych tematów. Jedna z najgłośniejszych scen przedstawia maskotkę serii – piramidogłowego potwora dokonującego gwałtu na innym monstrum płci żeńskiej. Ów bestia z hełmem bardzo często przewija się przez historię i nieraz przyjdzie nam z nią walczyć. Zarówno blaszanogłowy jak również wiele nawet z pozoru mało znaczących rzeczy, które spotykamy są naładowane symboliką związaną z profilem psychologicznym Jamesa. Nie mogę zbyt dużo zdradzić, gdyż wszystkie stwory mają ogromne znaczenie dla całej intrygi i stanowią manifestację ludzkiego cierpienia. Do dziś szokuje mnie wyobraźnia twórców, gdy widzę przed oczami przeciwnika zwanego „Abstract Daddy”, przypominającego zdeformowane ciała kobiety i mężczyzny podczas stosunku płciowego. Wygląd maszkar tej serii zawsze balansował na granicy smaku i pewnego rodzaju sztuki.

Do walki James zostaje uzbrojony zarówno w broń białą jak i palną, ale arsenał nie jest specjalnie pokaźny. Ponadto będziemy musieli stawić czoła przeróżnym zagadkom, by móc pchnąć grę do przodu. Ich stopień trudności możemy wybrać już na starcie. Na łatwym poziomie łamigłówki są raczej małoznaczącym dodatkiem, natomiast na wysokim to nie lada orzech do zgryzienia.

To samo dotyczy poziomu trudności potworów – na wysokim poziomie trudności potrafią położyć nas na łopatki w kilka sekund. To jest dopiero survival horror!

Screen z gry Silent Hill 2

Horror, który się nie zestarzał

Być może przesadzam, bo targa mną nostalgia, ale uważam, że Silent Hill 2 jest jednym z najlepszych horrorów, w jakie przyszło mi grać. W czasach swojej największej popularności, cała seria biła na głowę inne tytuły pod względem grozy, również swojego ówczesnego rywala – moje ukochane Resident Evil. Śmiem twierdzić, że choć recenzuję klasyk i grafika w tej grze ma już swoje lata, to druga część „Cichego Wzgórza” nadal straszy, a szata graficzna tylko dodaje klimatu. Wciąż chętnie wracam do tej gry i zwiedzam pokoje o różnorodnych wystrojach, niejednokrotnie skrywających ciekawostki o osobie, która tam żyła.

Silent Hill to seria z duszą, niepowtarzalnym klimatem i niezwykle intrygującą historią a wisienką na tym torcie jest dwójka z dojrzałą, mroczną i wstrząsającą fabułą. Grałem we wszystkie odsłony i śmiało mogę wam powiedzieć, że przygodę z miasteczkiem możecie zacząć od tej gry.

Dla współczesnych graczy problemem może okazać się sterowanie. Nie ma dynamiki w postaci uników czy innych fikołków, a zmiana broni wymaga wejścia do menu. Kamera często nie pokazuje tego, co jest przed nami – to jednak uważam za plus, gdyż potęguje to uczucie strachu.

Druga część, z resztą jak cała seria posiada idealnie dopasowany soundtrack, bez którego Silent Hill nie miałoby w sobie takiej magii. Kompozytor Akira Yamaoka stworzył zapadające w pamięć ambientowe brzmienia. Flagowy utwór dwójki, Theme of Laura , został napisany zaledwie w trzy dni i był wykonywany na kilku koncertach symfonicznych.

Myślę, że takiej gry jak Silent Hill 2 już nigdy nie dostaniemy. To po prostu inny wymiar strachu – niepokojąca fabuła, specyficzne drugoplanowe postaci i mroczny, pełen tajemnic profil głównego bohatera. W tej części to nie miasteczko jest najważniejsze, a osobisty dramat protagonisty. W nią trzeba zagrać, bez względu na to, który mamy rok!

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ