Previous slide
Next slide

LotR: Heroes of the Middle-Earth – recenzja gry. Lepsze niż Pierścienie Władzy

Powstańcie, fani mobilniaków! Srogi was czeka bój, ogień i rzeź! Niejeden smartfon wypadnie z rąk, Niejeden zużyje się powerbank, Czerwonym błyskiem ekran rozjaśni dzień przed świtem. Naprzód, naprzód, do Gondoru!

LotR: Heroes of the Middle-Earth – Recenzja gry. Lepsze niż Pierścienie Władzy

Władca Pierścieni na telefony

Żadne inne słowa nie mogły oddać mojej niecierpliwości 10 maja, gdy do wieczornych godzin czekałem na premierę tej gry. W końcu nieczęsto pojawiają się na rynku nowe tytuły związane z tak uwielbianym przeze mnie Śródziemiem. Choć trzeba przyznać, że w tym roku dosłownie wysypał się z nimi koszyk, bo oprócz Heroes of the Middle-Earth światło dzienne ujrzeć ma jeszcze Gollum oraz Return to Moria. Tytuł został stworzony przez studio EA Capital Games na licencji udzielonej przez Middle-Earth Enterprises. Zespół spod szyldu EA ma w pracy z licencjami całkiem duże doświadczenie, w końcu spod ich rąk wyszły Heroes of Dragon Age oraz ciągle rozwijane i udoskonalane Star Wars Galaxy of Heroes. Oznacza to też, że jeśli mieliście już spotkanie  którąś ze wspomnianych gier, to bardzo szybko napotkacie znajome mechaniki.

LotR: Heroes of the Middle-Earth

Co by było gdyby…

Akcja gry umiejscowiona jest oczywiście w Śródziemiu, świecie wykreowanym przez J.R.R. Tolkiena. Wszystko obraca się wokół nas, a właściwie wokół tajemniczego pierścienia, który odnajdujemy w scence początkowej. Dzięki niemu możemy spojrzeć w odmęty historii przedstawionego świata i przejąć kontrolę nad przeróżnymi postaciami. Nie jest to jednak odtworzenie wydarzeń z książek co do joty, a postawienie na alternatywne linie fabularne. Co by było, gdyby Galadriela przyjęła Pierścień od Froda? Właśnie na takie pytania twórcy dają swoją kreatywną odpowiedź. W tle przewija się również tajemnicza, zakapturzona postać, przejmująca kontrolę nad postaciami, które znamy jako te stojące po stronie dobra. 

Warto zaznaczyć, że mocno postawiono na eksplorację losów takich frakcji jak Haradrimowie, czy Dunlendingowie. Przez samouczek i dalsze etapy gry prowadzi nas narrator i to jeszcze jaki. Sam Eärendil, syn Tuora i Idhil (bohaterów Upadku Gondolinu), ojciec Elrosa i Elronda (tak, tego Elronda). Płynąc swym statkiem po niebie, był on w Śródziemiu widziany jako najjaśniejsza gwiazda (i światło tejże gwiazdy było we flakoniku Galadrieli).

LotR: Heroes of the Middle-Earth

Gdzieś już to widziałem

Głównym zamysłem gry jest kolekcjonowanie postaci niczym kart czy Pokemonów.  Podobnie jak w Galaxy of Heroes nowych bohaterów odblokowujemy po zebraniu odpowiedniej liczby odłamków (ang. shards), które zyskujemy podczas rozgrywki. Na tym podobieństwa się dopiero zaczynają. Każdego z możemy ulepszać różne aspekty postaci, od poziomu doświadczenia, przez wyposażenie, aż po rozwijanie umiejętności. Gdy zyskamy już dostęp do danej jednostki, możemy nadal zbierać związane z nią odłamki, by dodawać do niej kolejne gwiazdki, przekładające się oczywiście na statystyki. Jak na grę free-to-play przystało, nie ma nic za darmo, więc każde kolejne ulepszenie wymaga od nas wydawania coraz większych ilości zebranych zasobów. Jeśli mamy za gruby portfel lub chcemy uczynić szybsze postępy, to istnieje możliwość wydania prawdziwych pieniędzy, co deweloperzy nagminnie eksploatują w swoim poprzednim tytule. 

LotR: Heroes of the Middle-Earth

Rozgrywka polega na sterowaniu drużyną postaci podczas krótkich potyczek (zazwyczaj dwie lub trzy fale przeciwników). Potyczki podzielone są miedzy te związane ze stroną Dobra i Zła, w których możemy korzystać tylko postaci przypisanych do jednej ze stron oraz Gildii, w których nie występują żadne ograniczenia komponowania zespołów. Każda z trzech stron podzielona jest jeszcze na kilka kampanii. W oknie wyboru postaci możemy filtrować swoją kolekcję pod względem przynależności do frakcji, rodzaju posiadanej broni czy funkcji (atakujący, wsparcie, tank i uzdrowiciel).  Jedynym ograniczeniem w ilości staczanych bitew jest zasób energii, która spada po każdej z bitew, lecz odnawia się z upływem czasu i dodatkowo jest uzupełniana trzy razy dziennie dzięki dostępnemu do odebrania bonusowi. Nie zabrakło również elementu konkurencji, jakim jest arena, na której zarówno atakujemy drużyny przeciwników, jak i sami możemy być zaatakowani. 

LotR: Heroes of the Middle-Earth

Powiew Świeżości

Nowością wprowadzoną względem tytułu z odległej galaktyki są wspólne ataki postaci. W momencie gdy na polu bitwy znajdzie się na przykład Frodo i Sam, wtedy po zdecydowaniu się na użycie odpowiedniej zdolności wyświetli się nam piękna animacja wspólnego natarcia, skutkująca odpowiednio wyższymi zadanymi obrażeniami. Dodatkowo podczas wyboru drużyny przed walką znajduje się także liczbowy wskaźnik synergii, który zasugeruje nam, która z kompozycji jest według komputera najbardziej efektywna. Okazuje się bowiem, że mimo przynależności do różnych frakcji bohaterowie mogą całkiem dobrze współgrać ze sobą. Przykładem może być używana przez większość początkujących graczy drużyna składająca się z Eowyny, Eomera, jednego z żołnierzy Rohanu oraz Obieżyświata i Froda.

Jako że Heroes of the Middle-Earth w momencie pisania tego tekstu jest na rynku niecały tydzień, to nie uświadczymy nieczystych zagrywek ze strony deweloperów, którzy w poprzednim tytule na okrągło wprowadzają nowe poziomy ulepszeń, mechaniki i przedmioty bazujące na losowości. Można się domyślić, że wszystkie te zmiany wprowadzane są w celu wyciśnięcia jeszcze większej ilości pieniędzy od graczy. Na szczęście tutaj takich zjawisk nie doświadczymy i mam nadzieję, że gra pozostanie w takim stanie ja najdłużej. Pozwolę sobie jednak zaznaczyć, że już w tym momencie ceny pakietów są wręcz śmieszne. Za łącznie 100 odłamków dla dwóch postaci oraz 5 tysięcy monet (czyli tyle co nic), żąda się od nas prawie 180 złotych.

XYZ

Powiew Świeżości

Choć gra jest dosłownie w powijakach, to ma ona ogromny potencjał do wykorzystania. Na start dodano tylko kilku bohaterów znanych z kart Hobbita oraz Władcy Pierścieni, a kolekcję uzupełniono generycznymi postaciami, a myślę, że każdy z fanów będzie czekał, aż wprowadzeni zostaną Legolas z Gimlim czy pozostałe krasnoludy z kompanii Thorina Dębowej Tarczy. Jak wspomniałem na początku, postawiono na wykorzystanie alternatywnych linii fabularnych, choć w przypadku kampanii prowadzącej do odblokowania Sama, w liniach dialogowych odwzorowano wydarzenia z książek (włącznie ze Starą Wierzbą i Tomem Bombadilem). To, co zdecydowanie urzekło mnie w tej grze, to fakt, iż mimo pójścia w swoją stronę gra nadal hołduje dziełom Tolkiena, na których bazuje. Sprawny fan nawet w tych alternatywnych przygodach bohaterów dostrzeże całkiem poprawnie wykorzystane linie dialogowe z książek (mam tu na myśli moment w książce, w którym Frodo pragnie oddać pierścień Galadrieli i jej opętaną wersję w grze). 

Mimo że już wcześniej wiedziałem o tym, że przez grę będzie nas prowadził Eärendil, to miłym zaskoczeniem było to, jak często odnosi się on do Valarów, a w szczególności do Aulëgo. Myślę, że tytuł będzie cieszył się zainteresowaniem wśród fanów, dopóki studio nie stanie w drastyczny sposób wbrew materiałowi źródłowemu lub zdecyduje się na wprowadzenie kontrowersyjnej rozwiązań (jak Omicrony w Galaxy of Heroes), albo też nie zacznie zamykać nowych mechanik za ścianą setek lub tysięcy dolarów. Nie żartuję, oni naprawdę są do tego zdolni. 

Podziel się ze znajomymi:

Udostępniam
Udostępniam
Udostępniam

O NAS:

Chcesz być na bieżąco, a nawet wiedzieć więcej o grach, komiksach, serialach lub filmach? GraPodPada.pl jest miejscem, gdzie znajdziesz informacje tworzone przez pasjonatów dla… graczy, czytaczy i oglądaczy ! Reprezentujemy różne opinie, patrząc na popkulturę z wielu perspektyw! Dlatego codziennie spodziewaj się treści wysokiej jakości i odnajduj interesujące Cię recenzje i informacje. Grasz w to? GraPodPada.pl to miejsce dla Ciebie… to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: kontakt@grapodpada.pl