GRAPODPADA

MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

JAK ZROBIĆ TYPOWY STRASZAK. „Nocne Czuwanie” – recenzja filmu

FOTOS Z FILMU NOCNE CZUWANIE

Nocne Czuwanie jest debiutem reżyserskim Keitha Thomasa. Film opowiada historię Yakova (Dave Davis), który wywodzi się z ortodoksyjnej wspólnoty żydowskiej, którą, jak się okazuje, jakiś czas temu opuścił. Do tej pory żył tak naprawdę w zamkniętej społeczności, przez co niezbyt dobrze odnajduje się we współczesnym świecie opanowanym przez technologie, co pokazuje np. scena, w której bohater odkrywa, że aktualnie w telefonach jest dostępna funkcja latarki.

FOTOS Z FILMU NOCNE CZUWANIE

Mimo że nasz bohater pragnie żyć normalnie, niestety, przez brak pieniędzy postanawia przyjąć fuchę shomera – osoby, która czuwa przy ciele zmarłego od śmierci
do pochówku, od swojego znajomego Reba (Menashe Lustig). Jak się możecie domyślać, od tego momentu zaczynają dziać się rzeczy.

Zanim jeszcze przejdę do tych rzeczy, mam jedno “ale”. Nie jestem zwolennikiem umieszczania plansz tekstu na początku filmów, bo w większości przypadków kojarzy
mi się leniwym pisaniem scenariusza. Nie wiesz, jak pokazać coś w filmie? Daj zarys fabuły na początku za pomocą paru zdań. Co się wydaje w przypadku tej produkcji bardzo dziwne, a ten wstęp z czasem okazuje się totalnie niepotrzebny, bo później, już podczas właściwego seansu, bohaterowie i tak nam wszystko dobrze wyjaśniają.

Przejdźmy jednak do mięska. Okazuje się, że w domu jest ktoś jeszcze oprócz Yakova i zmarłego. I nie chodzi o duchy. W domu przebywa również żona nieboszczyka, Pani Litvak (Lynn Cohen), która choruje na Alzhaimera.

FOTOS Z FILMU NOCNE CZUWANIE

Właściwie od tego momentu film staje się zwyczajnie nudny i do bólu schematyczny. Produkcji w podobnym stylu, gdzie mamy jednego bohatera, który zostaje, powiedzmy, uwięziony z duchem/demonem/dowolnym innym paranormalnym bytem w jednym domu, powstała już cała masa. Oczywiście, nie ma nic złego w czerpaniu inspiracji i robieniu podobnych rzeczy. Ważne jest jednak, by robić je po swojemu, ale tutaj nie ma żadnej wartości dodanej. No, może poza motywami nawiązującymi
do kultury żydowskiej.

Na każdym kroku film daje nam do zrozumienia, że jest horrorem. Wszystko, co się dzieje, jest opatrzone mrokiem – skrzypienie drzwi, przygasające światła, głośnie tupanie z innego pokoju, wszystkie horrorowe cliche są zawarte w tej produkcji, aby widz przypadkiem nie zapomniał, jaki film ogląda. Z racji tego, że co chwilę spotykamy się z jakimś upiornym dźwiękiem, po jakimś czasie staje się to zwyczajnie komiczne i drażniące. W ogóle jest mi ktoś w stanie wyjaśnić, o co chodzi, z tym że demon wysyła film na telefon bohatera, na którym widzimy, że się do niego zbliża? Bo już któryś raz się z tym spotykam. Jeżeli to ma być straszne, to nie jest.

FOTOS Z FILMU NOCNE CZUWANIE

Reżyser stara się nas przestraszyć długimi ujęciami, na których widać naszego bohatera, a w tle np. widzimy leżącego nieboszczyka. Zakładałem, że, jak w każdym typowym straszaku, ten nieboszczyk wstanie albo zniknie, ale nie. Kompletnie nic się nie dzieje. Rozumiem, że to taki trik, że za pierwszym razem budujemy napięcie
i nic się nie dzieje. Powtarzamy to jeszcze raz, żeby uśpić czujność widza i za kolejnym razem mamy go i coś na nas wyskakuje i reagujemy, bo straszne.
Tyle, że nie w tym przypadku. Gdy już po raz dwudziesty reżyser stosuje ten sam trik, to robi się to nużące i gdy już przychodzi do tego właściwego jumpscare’u,
to już on nie rusza, bo jesteśmy zwyczajnie znudzeni.

Ciekawy mógł się okazać wątek choroby i tajemniczej traumy Yakova, któremu ze względu na to czasem zdarza się widzieć i słyszeć różne rzeczy, które niekoniecznie
tam są – mówi o tym w rozmowie z psycholożką, ale znów, na początku to jest w porządku, bo rzeczywiście możemy mieć wątpliwości, tak jak bohater, czy to co się dzieje, to nie jest czasem tylko jego wymysł. Ostatecznie, dalszy rozwój fabuły rozwiewa jednak wszelkie wątpliwości i wykłada nam wszystkie detale jak na tacy, przez co odziera produkcję z tajemniczości.

Nie wiem, komu mógłbym polecić tę produkcję. To jest horror, który mógłby wyjść na początku lat 2000 i może wtedy byłby okej, a teraz jest po prostu jednym z wielu podobnych straszaków, które bardzo chcą przestraszyć, ale coś im nie idzie. Dla mnie to mocno przeciętna produkcja, która nie zagości na dłużej w mojej pamięci.

Adam Aleksandrowicz

Adam Aleksandrowicz

Urodzony z padem w dłoni. Gdy wszyscy na wsi zagrywali się na Pegazusie, ja grałem na Playstation. W swoim życiu byłem skrytobójcą, superbohaterem, archeolożką, zabójcą bogów, smokiem, hakerem i przetrwałem apokalipsę. W wolnych chwilach buduję miasta i popijam krafciki. Z grubsza tak wygląda moje życie. Z grubsza, bo lubię zjeść.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ
Adam Aleksandrowicz
Author: Adam AleksandrowiczUrodzony z padem w dłoni. Gdy wszyscy na wsi zagrywali się na Pegazusie, ja grałem na Playstation. W swoim życiu byłem skrytobójcą, superbohaterem, archeolożką, zabójcą bogów, smokiem, hakerem i przetrwałem apokalipsę. W wolnych chwilach buduję miasta i popijam krafciki. Z grubsza tak wygląda moje życie. Z grubsza, bo lubię zjeść.