MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Czy warto jest dać drugą szansę? „Legion Samobójców: The Suicide Squad” – recenzja filmu.

Ostatnie miesiące przyniosły okazje do poprawy dla dwóch, będąc łagodnym, niewypałów z DCEU. Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera była modyfikacją oryginalnego projektu, podobno bliższa pierwotnego zamysłu jej twórcy (więcej o tej produkcji można przeczytać w recenzji na naszej stronie. The Suicide Squad to zupełnie inny przypadek. Nowy reżyser, znajome twarze, ale i kilka „świeżych” bohaterów i chyba najważniejsze, czyli wyczekane „Rated R” od MPA. Czy ta wybuchowa mieszanka to nie jest przypadkiem zbyt dużo?

Fotos z filmu Legion Samobójców

Poznajcie obsadę

Naturalne jest, że widzowie chcą porównywać pierwsze filmowe podejście do przygód tej zwariowanej ekipy z tegorocznym, a dodatkowej pikanterii dodaje fakt, że kilku aktorów i aktorek zagrało w obydwu. Margot Robbie, jeden z najjaśniejszych punktów „Ayersowego” Legionu Samobójców miała trzecią okazję na wcielenie się w Harley Quinn, Joel Kinnaman otrzymał zaufanie Jamesa Gunna i ponownie powierzono mu kreację Ricka Flaga, cudowna Viola Davis nadal elektryzuje jako Amanda Waller. Na wypadek, gdyby brakowało Wam australijskiego akcentu, nie ma się czego obawiać — Jai Courtney i tym razem pochował boomerangi po kieszeniach.

Twórcy wiedzieli, że bez powiewu świeżości się nie obędzie i specjaliści od castingu wyłonili kilka nowych twarzy. Fenomenalny Idris Elba, którego uwielbiam, od kiedy ujrzałem go pierwszy raz w The Wire, przywdział strój Bloodsporta, John Cena ze swoim kwadratowym aktorstwem o dziwo wpasował się do klimatu i jego Peacemaker potrafi wywołać uśmiech na twarzy, podobnie jak Sylvester Stallone. Sly „nagrał się” tyle, co Vin Diesel w Strażnikach Galaktyki, ale King Shark umie rozśmieszyć nawet największych smutasów. The Suicide Squad dał możliwość hollywoodzkiego debiutu Danieli Melchior, portugalska aktorka wcieliła się w Ratcatchera 2, a jej angielski z iberyjskim akcentem miał w sobie coś hipnotyzującego.

Fotos z filmu Legion Samobójców

Fabuła porzucająca ambicje

James Gunn był świadomy faktu, że od porównań się nie ucieknie, dlatego po kilku pierwszych minutach wiemy już, że twórca chce postawić grubą kreską pomiędzy Legionami. Moim zdaniem jednym z głównych problemów filmów z DCEU jest silenie się na patetyczność i zbytnia podniosłość, która za moment przerywana jest czerstwym humorem i prowadzi to do niespójnej całości. Obawy wydawców przed „zbyt mrocznymi” produkcjami, powoduje, że skrzydła scenarzystów i reżyserów są podcinane. Wydaje się, że fani zauważyli to już dawno temu, ale DC czekało z oddaniem swobody autorom aż do dziś. Czy było warto?

Według mnie tak! Ciężko jest powiedzieć tutaj coś, żeby jednocześnie uniknąć spoilerów, a mogłyby one zepsuć te dwugodzinną zabawę. Gunn nie oszukuje widza, że będzie to poważnie spędzony czas. Scena po scenie można zauważyć, że akcja będzie „wylewać się” z ekranu, krew tryskać na lewo i prawo i po dodaniu „składnika x” doświadczy się rozrywki, jakiej brakowało w produkcjach z „niebieskiej strony komiksu”. Nie jest to ambitne kino, ale czy takie musi być? Oczywiście, poważniejsze podejście do tematów superhero też może się udać, Invincible, The Boys, nawet wymieniłbym tutaj serial Gotham. Najważniejsze, żeby nie oszukiwać odbiorcy, nie przykrywać wielkich pompatycznych bitew onelinerami odstającymi od reszty klimatu, bardziej niż uszy redaktora pewnego znanego tygodnika. Nie mogę powiedzieć, że w wypadku tej produkcji wszystko było idealnie, ponieważ kilka dowcipów przyprawiło mnie o ciarki żenady, właściwie tak mocne, jak te które czułem, czytając stare tweety Jamesa.

Fotos z filmu Legion Samobójców

Jest chemia

Jednym z głównych zarzutów do wersji z 2016 roku było to, że zostaliśmy zaatakowani bohaterami, których przeciętny widz nie zna i twórcy oczekiwali przywiązania do nich. Niestety, takie podejście nie sprawdziło się wtedy, ale 5 lat później już tak. Uważam, że to wszystko dzięki dwóm czynnikom. Po pierwsze chemia pomiędzy aktorami jest o niebo lepsza, relacja Peacemakera z Bloodsportem to sztandarowy przykład jak przedstawić rywalizację na ekranie. Oglądając, ma się wrażenie, że każdy członek składu mógłby oddać życie za kolegę. U Ayersa tego brakowało. Ponadto, każdy ma określoną pozycję w grupie, nie potrzeba sztucznego tłumaczenia, ba moim zdaniem Gunn bezczelnie wyśmiewa pomysły swojego kolegi po fachu.

Fotos z filmu Legion Samobójców

Kino superhero jakiego potrzebowaliśmy, ale o tym nie wiedzieliśmy

Podsumowując, The Suicide Squad jest trochę jak połączenie słodkiego i słonego, niby nie powinno do siebie pasować, ale jednak to wymieszanie skrajności daje piorunujący efekt. Jest tutaj kilka udanych żartów, kilka naprawdę słabych. Wiele zwrotów akcji i ciekawy pomysłów na poprowadzenie fabuły, ale i klisze gatunkowe, które jednak przy tym, jak bardzo całość jest niepoważna, nie wpływają w żadnym stopniu na ocenę końcową. Wybuchy? Tak! Cudowne sceny walki? Tak! John Cena w samych gaciach? Co kto lubi! DCEU wstaje z kolan? Na takie stwierdzenie trzeba jeszcze trochę poczekać, jednak dzieło Jamesa Gunna, to drugi obok Shazama film od „niebieskich”, przy którym nie nudziłem się nawet przez sekundę i czułem, że nikt nie próbuje mydlić mi oczu. Na koniec dodam, że całość kręcona była kamerami Imax, dlatego serdecznie polecam wybrać się do najbliższego kina i zobaczyć to na wszystko na wielkim ekranie, bo naprawdę warto!

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ