MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Cztery stopnie wtajemniczenia. "Księgi magii" – recenzja komiksu

Jeżeli sądzisz, że w popkulturze jest tylko jeden nastoletni czarodziej w okularach, którego na krok nie odstępuje jego wierna sowa, to niezawodny znak, że… czytałeś za dużo książek J.K. Rowling. Zanim na dobre świat opanowała potteromania, bo już w 1990 roku, inny (zdecydowanie lepiej posługujący się piórem) Brytyjczyk, Neil Gaiman, powołał do istnienia Timothy’ego Huntera – młodzieńca, który ma szansę stać się najpotężniejszym magiem w historii. Nie potrzebując do tego ani różdżki, ani siedmiu lat spędzonych w pełnej śmiertelnych niebezpieczeństw szkole. Niestety, komiks na tamten czas był zdecydowanie bardziej niszowym medium, niż książki, więc czysta statystyka zdecydowała, że to właśnie Potter zyskał większą sławę. A szkoda, bo Księgi magii oferują zupełnie inne doświadczenie realizmu magicznego, nieosiągalne dla przygód rodem z Hogwartu.

Płaszczowa brygada

Jadącego na deskorolce dwunastoletniego Tima zaczepia gość w prochowcu i ciemnych okularach. Gada coś o jakiejś magii. Już to nie zwiastuje niczego dobrego i korzystając z dobrodziejstw instynktu samozachowawczego, chłopak ucieka. Nie na długo, bowiem po chwili zatrzymuje go kolejny podejrzany typ, podobnie jak tamten, w płaszczu. Na domiar złego, ostrzega przestraszonego nastolatka, że zaraz pojawią się jego koledzy, ale spokojnie, nic mu się nie stanie. Przybywają, by zapoznać go z arkanami sztuk magicznych. Przecież to wcale nie wygląda podejrzanie. Otoczony przez czwórkę dziwaków, Tim nie ma za bardzo innego wyjścia, jak wysłuchać swoich potencjalnych prześladowców. A jest to doprawdy oryginalna zbieranina – Doktor Occult, Mister E, Phantom Stranger i jedyny w swoim rodzaju John Constantine.

Początkowo, cała ta gadka o magii, świecie poza światem i jego teoretycznym ogromnym potencjalne, nie bardzo do Tima trafia, jednak wystarczy drobny pokaz umiejętności jednego z panów, by wszystko, o czym oni wszyscy gadali, nabrało jakiegokolwiek sensu. Jego własne jo-jo zostało zamienione w najprawdziwszą, żywą sowę, co w pewien sposób potwierdziło nie tylko niezwykłe umiejętności nieznajomych, ale też stanowiło niezbity dowód, że coś takiego, jak magia w ogóle istnieje. Ignorując zdrowy rozsądek, dzieciak wyrusza z nieznajomym czarownikiem przez portal nie z tego świata w podróż, która na zawsze ma odmienić jego życie. A tylko od niego zależy, czy u jej kresu zdecyduje się podążać czarnoksięską ścieżką.

Między kadrami

Niech Was nie zwiedzie nastoletni bohater opowieści, ani tendencyjny wstęp do tejże. Księgi magii zdecydowanie nie są skierowane do najmłodszych czytelników. Ba, nawet i nastolatkowie mogą odbić się od lektury, bowiem nie jest to komiks łatwy w odbiorze. Zresztą, zdobiący okładkę symbol DC Black Label, wyraźnie sugeruje, że jest to fabuła stworzona dla dojrzalszego odbiorcy. A nie jest to bynajmniej podyktowane brutalnością scen, czy podejmowaną tematyką. Propozycji Gaimana bliżej do psychologicznego doświadczenia, niż do fantastycznej, pełnej zwrotów akcji, fabuły. Najzwyczajniej w świecie, nieprzygotowany odpowiednio czytelnik, odbije się od serwowanych ścian tekstu, które przybliżają meandry magicznych zakamarków uniwersum DC, a leniwie płynąca do przodu historia, często przerywana zabiegami typowymi dla poetyki snu, które wprowadzają zamęt w ciągłości przyczynowo-skutkowej, mogą po prostu znudzić.

Dla tych, którzy znają twórczość Neila Gaimana, nie będzie niespodzianką, jak bardzo literacki jest to twór. Autor m.in. Amerykańskich bogów, Nigdziebądź, Koraliny, czy nade wszystko – komiksowej sagi o Sandmanie, nieustannie zaskakuje prowadzoną narracją i wielopoziomowością alegorii, które udało się tu ukryć. Owszem, odczytując ten komiks tylko poprzez warstwę fabularną, będziemy świadkami czterech wypraw, w czasie których Tim Hunter odwiedzi najdalsze zakątki wszechświata DC Comics i jego parających się magią mieszkańców, jak chociażby Zatanna, czy Doktor Fate. Nie zapominając o Constantinie, który tuż obok nastoletniego czarodzieja, odgrywa tu największą rolę. Podejmując się jednak głębszej interpretacji symboli, które tu i ówdzie Gaiman podrzuca, będziemy mieli okazję obcować z interesującą przypowieścią o człowieku i jego roli we wszechświecie. Warto podjąć tę próbę, bowiem między kadrami czaić się może dużo ciekawsza historia, niż ta, którą poznamy jedynie prześlizgując się po kolejnych panelach.

Odmienne stany podświadomości

Imponujące światotwórstwo i nadzwyczajna lekkość narracyjna Gaimana to w przypadku Ksiąg magii tylko jedna strona medalu. Całkowicie osobny tekst natomiast można byłoby napisać na temat oprawy graficznej tego komiksu. To, co można znaleźć zaledwie kartkując ten tom, nawet zatrzymując się na losowej stronie, to już nawet nie są perełki, co prawdziwe dzieła sztuki. Nie ma w tym grama przesady, bowiem za oprawę historii odpowiada nie jeden, nawet nie dwóch, a czterech artystów! Każdy otrzymał do przelania na papier odrębny rozdział opowieści i muszę przyznać, że lektura tego komiksu to prawdziwa uczta dla oka.

Od niemalże fotorealistycznych ilustracji, przez stylizowane na drzeworyty miniatury, karty tarota, niejako malowane akwarelami obrazy aż po totalnie bajkowe ilustracje, które mogłyby spokojnie pochodzić z książek dla dzieci. Wszystko to przeplatane naprawdę odrealnionymi wizjami, pod którymi spokojnie mógłby się podpisać Dave McKean, autor oprawy do Azylu Arkham Granta Morrisona. Trudno Księgi traktować wyłącznie jako album z imponującymi grafikami, bowiem to jednak warstwa tekstowa jest tu dominująca, niemniej czwórce artystów udało się dopełnić mocno literacką treść oprawą godną najlepszych powieści graficznych. A to wszystko w niepozornej historii o nastoletnim czarodzieju.

Księgi księgom nierówne

Warto wspomnieć jeszcze o jednej istotnej kwestii związanej z twórczością Gaimana w kontekście polityki wydawniczej DC (a co za tym idzie – Egmontu na naszym rodzimym rynku). Tak się bowiem złożyło, że w listopadzie ubiegłego roku miały swoją polską premierę… Księgi magii – Dobór składu  Nie jest to jednak ten sam komiks, którego recenzję czytacie już od kilku dłuższych chwil. Jak to się stało? Spieszę z wyjaśnieniami.

Latem 2018 roku DC powołało imprint o nazwie Sandman Universe (u nas – Sandman Uniwersum), który miał pod jednym sztandarem zebrać wszystkie tytuły, których ścieżki na przestrzeni lat przecięły się z serią o gaimanowym Morfeuszu. Sam autor był jedynie kołem zamachowym całego projektu, oddając wymyślony przez siebie świat i postacie w jego obrębie funkcjonujące pod opiekę innych scenarzystów. W ten oto sposób powstały serie: Śnienie, Dom szeptów, kolejne restarty Lucyfera i Hellblazera, a także  nowe Księgi magii. Oprócz nowego cyklu o Constantinie, wszystkie możemy znaleźć na polskich półkach.

Tak więc Dobór składu w ramach Sandman Uniwersum to też historia Tima Huntera, ale niepowiązana narracyjnie z gaimanowskim oryginałem. Scenarzystka Kat Howard snuje własną, rozłożoną na dwadzieścia trzy zeszyty opowieść, dla której omawiany tu komiks jest jedynie punktem wyjścia. Po jego lekturze mogę śmiało stwierdzić, że jest to tytuł zdecydowanie niższych lotów, niż pierwowzór, a kreskówkowa oprawa nie ma nawet startu do wymuskanych ilustracji, którymi zachwycałem się kilka zdań wcześniej.

Jeśli więc mieliście okazję przeczytać Księgi magii w tamtej wersji i nie zrobiły na Was zbyt dobrego wrażenia, zdecydowanie zachęcam do lektury pierwotnej wizji Gaimana. Tych, którzy tej okazji nie mieli, tym bardziej, bo to zupełnie inny poziom magicznego wtajemniczenia. Komiksowego w sumie też.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ