MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Prawie idealny RPG w świecie postapo. „Biomutant” – recenzja gry

Przeżyłem niesamowitą przygodę w świecie Biomutanta. W grze, na którą czekałem od pierwszych zapowiedzi. Produkcji, która urzekła mnie ciekawym światem, cudownymi bohaterami i interesującym systemem walki. Ludzie z Experiment 101 obiecywali nam dużo, ale czy udało im się sprostać oczekiwaniom?

Screen z gry Biomutant

Kreator postaci

W Biomutancie sterujemy futrzastym stworzeniem, którego na początku gry tworzymy sami, dostosowując przy tym umiejętności. Jeżeli więc damy naszemu zwierzaczkowi więcej siły, to będzie on bardziej przypakowany, a jak zdecydujemy się zainwestować nasze punkty w zręczność, to będzie bardziej smukły. Dodatkowo możemy wybrać umaszczenie oraz kolor futerka.

Uratuj świat, zjednocz plemiona, rozlicz się z przeszłością

Fabuła nie jest najmocniejszą stroną tej produkcji. Mamy tutaj do czynienia z trzema głównymi wątkami, które, nie łudźcie się, nie łączą się ze sobą.

Na samym początku naszej podróży musimy zdecydować, do którego plemienia dołączymy w drodze do uratowania krainy. Możemy wybrać, czy chcemy się bratać z futrzakami, które chcą zjednoczyć plemiona albo z takimi, które chcą rozlewu krwi. Tak, w grze jest obecny system karmy, ale o tym będzie dalej.

W trakcie rozgrywki dowiadujemy się, że krainie zagrażają cztery złowrogie istoty i musimy je zgładzić. To był dla mnie najbardziej interesujący wątek, bo starcia z bossami są naprawdę różnorodne i trzeba się do nich przygotowywać.

Mamy ten ostatni i, według mnie, najmniej ciekawą część fabuły. Mamy jakieś dwa starcia z Lupa-Lupinem, które mają naszemu bohaterowi pomóc rozliczyć się z przeszłością. To było chyba tylko po to, żeby na koniec wprowadzić wielki plot twist, który niczemu nie służy i nie jest zbytnio odkrywczy.

Screen z gry Biomutant

Kolorowy postapokaliptyczny świat

Cały świat jest postapokaliptyczną wizją Ziemi, która została zniszczona przez katastrofę ekologiczną. Podczas rozgrywki napotykamy na pozostałości cywilizacji i odkrywamy, kto jest odpowiedzialny za zniszczenie planety.

Osobiście zakochałem się w tym świecie. Eksploracja jest bardzo sympatyczna. Możemy poruszać się na czterech łapach – nasz bohater jest dość szybki i zwinny, a także mamy możliwość przyzwać wierzchowca oraz szybować na paralotni.

Świat Biomutanta jest duży i wypełniony różnego rodzaju misjami pobocznymi i aktywnościami. Bardzo fajnie, bo jest co robić. Jednak te zadania są mocno powtarzalne. Te poboczne w głównej mierze opierają się na tym, że musimy iść i coś przynieść. Natomiast dodatkowe aktywności polegają na obracaniu pokręteł tak, aby dopasować kształty i kolory. Początkowo było to w porządku, ale przez całą grę wyglądają one tak samo. Nie dostajemy żadnej bardziej skomplikowanej zagadki, tylko cztery pokrętła i baw się. Mogę jednoznacznie stwierdzić, że to łamigłówki są tutaj swego rodzaju znajdźkami ukrytymi pod płaszczykiem zagadki logicznej

Z racji tego, że stworki, które aktualnie zamieszkują krainę, nie znają nazw rzeczy, których używali ludzie, nazywają je po swojemu. Nazwy są infantylne, ale mnie urzekły. Dlatego w produkcji możemy napotkać na różnego rodzaju pif-pafy, piszczydynksy, spłuczkotrony czy gadkobudki. Natomiast bossami w grze są złowrogie Puchcie. Chciałbym tutaj pochwalić polskich tłumaczy za kreatywność przy tworzeniu nazw w języku polskim. Świetna robota. Może oprócz tłumaczenia: ,,just a few moves left” przetłumaczonego na: „zostało kilka ruchów w lewo”. Jednakże zdaję sobie sprawę, jak wygląda praca tłumacza i to pewnie wynika z faktu, że tłumaczone było to na sucho, bez żadnego dodatkowego kontekstu.

Pozostając jeszcze w temacie eksploracji świata, twórcy postanowili umieścić w grze dziwne i niezrozumiałe dla mnie sekwencje QTE. Czasami jak otwieramy drzwi albo rozkopujemy ziemię, to musimy wciskać kwadrat, a w niektórych sytuacjach musimy przyciskach przyciski po sobie. Łapałem się na tym, że chciałem otworzyć drzwi i czekałem, a trzeba było jeszcze wykonać sekwencję QTE. Co ciekawe, studio przewidziało chyba, że może to być upierdliwe i można wyłączyć tę opcję.

Screen z gry Biomutant

W tym świecie możesz być kim chcesz

Produkcja daje nam możliwość podążania różnymi ścieżkami. Można być snajperem, komandosem, psionicznym maniakiem, sabotażystą lub strażnikiem. Z racji tego, że kupiłem edycję kolekcjonerską, mogłem wybrać dodatkową klasę – najemnik. Każdy powinien zatem znaleźć postać dopasowaną do swoich upodobań.

W swoim podejściu grałem psionicznym maniakiem, czyli kimś na wzór maga, któremu potem zmontowałem potężną spluwę. Muszę wam powiedzieć, że grało mi się bardzo przyjemnie. Nie ma co prawda zbyt dużo psionicznych zdolności, ale satysfakcja z ubijania przeciwników jest duża.

Odniosłem jednak wrażenie, że jakoś od połowy gry miałem już najlepsze rzeczy, jakie mogłem zdobyć i pokonywałem wrogów bez najmniejszego problemu. W pewnym momencie znudziło mnie już nawet przeszukiwanie szafek w poszukiwaniu ekwipunku.

Samo zbieranie przedmiotów wiąże się z dość długą animacją, bo najpierw podnosimy rzecz, potem pojawiają się różne nazwy i informacje o stopniu rzadkości przedmiotu, a na samym końcu dopiero statystyki. Da się niby to przeklikać, ale wtedy nie pozna się statystyk.

Craftowanie śmiercionośnego rynsztunku

To jest według mnie coś, co powinno znajdować się w każdej grze RPG. Tworzenie broni czy ubrania ze śmieci, które znajdujemy podczas rozgrywki, jest megasatysfakcjonujące. Praktycznie każdy element naszego wyposażenia możemy modyfikować i te zmiany mają realny wpływ na wygląd naszej rzeczy. Dzięki temu możemy stworzyć swój niepowtarzalnie wyglądający pistolet czy miecz.

Screen z gry Biomutant

Światłość i mrok

W grze mamy obecny system karmy. Dzięki niemu będziemy mogli zostać dobrym zwierzaczkiem, za co zostaniemy nagrodzeni światłością albo możemy być złym stworzonkiem i otrzymywać mrok. W zależności od tego, którą ścieżką pójdziemy, będziemy odblokowywać inne umiejętności.

Problem z tą mechaniką jest taki, że wybór jest pozorny. Zwykle te sytuacje są tak jasne i przejrzyste, że nie trudno się domyślić, która decyzja jest tą dobrą, a która złą. Często opierają się one na sytuacjach w stylu: „Puść wolno” albo „Zabij”.

Poza tym, kiedy wejdziemy już na jedną ścieżkę, podjęcie innej decyzji, a co za tym idzie, zejście z obranej ścieżki, po prostu się nie opłaca, bo utrudnia to możliwość odblokowania kolejnych, lepszych umiejętności. Im wyższą mamy aurę danej strony, tym potężniejsze moce możemy odblokować.

Narrator jak z filmów przyrodniczych

Ciekawą kwestią jest też narrator. Nie spotkałem się jeszcze, żeby w grze było coś na wzór lektora. Zdaję sobie sprawę, z czego może to wynikać, bo to dość mała produkcja i mogło nie być tyle kasy, żeby zatrudnić aktorów głosowych. Jednakże wyszło bardzo ciekawie i oryginalnie. Taka narracja przypomina mi trochę filmy przyrodnicze z Krystyną Czubówną. W połączeniu z historią o zwierzaczkach wypada to zatem całkiem nieźle.

Mam tylko jedną uwagę. Narrator mówi bardzo powoli. Zarówno w polskiej, jak i angielskiej wersji językowej. Często miałem tak, że zdążyłem już 3 razy przeczytać tekst, a narrator jeszcze mówił. Da się przeklikać dialogi, ale czy jest wtedy sens robić taki fajny motyw?

Screen z gry Biomutant

Prawie idealny RPG

Chciałem rzec, że tak kończy się moja przygoda z Biomutantem, ale pewnie kiedyś wrócę do tego świata, żeby spróbować swoich sił w rozgrywce inną klasą postaci. Może następnym razem przejdę grę po złej stronie i będę siekał przeciwników bronią białą?

Powiem wam, że strasznie smutno mi z powodu tych wspomnianych wcześniej niedociągnięć, bo gra jest naprawdę przesympatyczna i bardzo przyjemnie mi się w nią grało. Można odczuć, że twórcy włożyli w nią masę serducha, ale mam też wrażenie, że zwyczajnie przerosła ich ta produkcja. Widać sporo świetnych pomysłów, które momentami nie domagają, przez co mogą okazać się frustrujące. Niemniej jednak, chętnie sięgnę po ewentualne przyszłe gry Experiment 101, bo studiów stawiających na etykę pracy i unikanie crunchu jest bardzo niewiele, a więc warto te nieliczne wspierać.

Adam Aleksandrowicz

Adam Aleksandrowicz

Urodzony z padem w dłoni. Gdy wszyscy na wsi zagrywali się na Pegazusie, ja grałem na Playstation. W swoim życiu byłem skrytobójcą, superbohaterem, archeolożką, zabójcą bogów, smokiem, hakerem i przetrwałem apokalipsę. W wolnych chwilach buduję miasta i popijam krafciki. Z grubsza tak wygląda moje życie. Z grubsza, bo lubię zjeść.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ
Adam Aleksandrowicz
Author: Adam AleksandrowiczUrodzony z padem w dłoni. Gdy wszyscy na wsi zagrywali się na Pegazusie, ja grałem na Playstation. W swoim życiu byłem skrytobójcą, superbohaterem, archeolożką, zabójcą bogów, smokiem, hakerem i przetrwałem apokalipsę. W wolnych chwilach buduję miasta i popijam krafciki. Z grubsza tak wygląda moje życie. Z grubsza, bo lubię zjeść.