MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Zegarmistrz światła. "Loki" – recenzja szóstego odcinka (finał sezonu)

Trzeci z tegorocznych seriali MCU dobiegł końca, a ja, wyciągając wnioski z seansu finałów dwóch poprzednich produkcji, nie miałem zbyt wysokich oczekiwań. Dopatrując się wzorca, gdzie to właśnie przedostatnim odcinkiem Marvel Studios pokazuje pazury, tylko po to, by grzecznie je schować w ostatniej odsłonie (dopasowująć opowiedzianą dotychczas historię do rygorystycznie prowadzonej narracji uniwersum), spodziewałem się przewidywalnej konkluzji bez charakteru. Zresztą, czy cokolwiek mogło przebić spektakl sprzed tygodnia, którego niekwestionowaną gwiazdą był Klasyczny Loki i jego asgardzki szał bitewny w starciu z pilnującym Pustki mitycznym Aliothem? Dlatego też, wobec zakończenia tej historii miałem tylko dwa oczekiwania – by stylistycznie pasowało do reszty sezonu (co nie udało się z WandaVision) i by nie było tylko widowiskowym zwiastunem kolejnego filmu (jak w przypadku The Falcon & The Winter Soldier). Czy wymagam zbyt wiele? A nade wszystko – czy twórcom udało się tym wymaganiom sprostać? Po odpowiedzi zapraszam poniżej.

Kadr z serialu Loki

Koniec końców

Finał rozpoczyna się nietypowo, bo od przeglądu cytatów z całego MCU, kultowych już kwestii znanych nam bohaterów, przeplatanych z innymi sławnymi słowami sławnych ludzi z naszej, pozafilmowej, rzeczywistości – wszystko po to, by udowodnić nam, że oto trafiamy wraz z Sylvie i Lokim do miejsca, którego czas i przestrzeń się nie imają. Do Cytadeli Na Krańcu Czasu (ang. The Citadel at the End of Time). Zamczysko wygląda odpowiednio majestatycznie i tajemniczo, ale to lokalny krajobraz robi największe wrażenie, bowiem gmach usytuowany jest tuż obok Świętej Osi Czasu. Nie pożałowano w tej sekwencji na efekty specjalne, dzięki czemu mamy okazję podziwiać kolejny fantastyczny (dosłownie i w przenośni) krajobraz bez uśmiechu politowania. Serial ten naprawdę zapewnia kinowy poziom widowiskowości i na tym polu dostarcza powodów do zadowolenia aż do napisów końcowych.

Na szczęście, scenariusz nie ustępuje miejsca dopracowanemu CGI, dzięki czemu na widza czeka również uczta na poziomie fabuły i dialogów. W obliczu wypełnienia swojej wieloletniej misji i odnalezienia ostatecznych odpowiedzi na dręczącą ją pytania, Sylvie dopada chwila zwątpienia i autoreflekcji. Akurat tuż u wrót Cytadeli, które Loki najchętniej by zrównał z ziemią, byle tylko dopaść tego, kto stoi za ich dotychczasowymi perypetiami. Nie dane im jednak ustalić spójnego planu działania, bowiem drzwi otwierają się same, a naszych bohaterów, w upiornie wiktoriańskich progach wita… Panna Minutka.

Ten animowany, jednocześnie uroczo sympatyczny i nieludzko niepojący, zegarek próbuje zniechęcić tytułowy duet do kontynuowania śledztwa. W iście biblijny sposób roztacza przed nimi wizje, które w innych okolicznościach jawiłyby się jako spełnienie wszystkich marzeń. Loki mógłby pokonać Avengers w Bitwie o Nowy York, władać Asgardem, pokonać Thanosa, ba, nawet oferowana mu jest Rękawica Nieskończoności! Sylvie z kolei, nie musiałaby już uciekać przed TVA, żyć na nowo, bez konieczności ukrywania się po światach skazanych na zagładę. A jeśli tylko by chcieli, mogliby współistnieć w jednej linii czasowej, nie zważając na to, że jedno jest alternatywną wersją drugiego… wszystko to jest możliwe dzięki mocy Pana Cytadeli – Tego, Który Pozostał (ang. He Who Remains).

Kadr z serialu Loki

Ten, Którego Imienia Nikt Nie Wymawia

Psotnicy nie ulegają jednak podszeptom Panny Minutki, która na odchodnym zwiastuje im jeszcze gorszy los, niż ten, który wiedli dotychczas, po czym kreskówkowo znika. Doprawdy, scenarzysta, który wymyślił tę karykaturalną postać w ramach serialu traktującego o ważnych i ważkich dla uniwersum kwestiach, zdecydowanie zasłużył na podwyżkę, a Tara Strong (m.in. dubbing Harley Quinn z gier Arkham City i Arkham Knight), swoim przesłodzonym głosem dopełnia dzieła. Dość jednak o animowanych czasomierzach, bowiem dla fabuły tego odcinka (jak i w sumie całego serialu) ważniejsze jest drugie spotkanie – z Tym, Którego Zapowiedziała. Tak, naszym bohaterom udaje się dotrzeć do istoty stojącej za całym zamieszaniem z TVA, Świętą Osią Czasu, Pustką i wszystkimi tymi dziwnościami, które dane nam było obserwować przez poprzednie odcinki, a spotkanie to zdecydowanie nie jest tym, czego mogliby oczekiwać widzowie.

Jeśli ktokolwiek spodziewał się wybuchowego finału, gdzie Loki i Sylvie będą walczyć na śmierć i życie z Tym, Który Za Tym Wszystkim Stoi, to ostrzegam, że tego tu nie dostanie. Marvel Studios wyciągnęło wnioski z fatalnego zakończenia WandaVision, gdzie istota scenariusza utonęła w kiepskiej jakości CGI, a konflikt został rozwiązany poprzez naprawdę rozczarowujące starcie i w tym serialu zaserwowano nam… debatę trzech postaci, bardziej pasującą do studenckiej etiudy, niż wysokobudżetowgo projektu. Nie ukrywam, że zapronowana mi wizja Tego, Który Miał Być Antagonistą, rozminęła się z moimi oczekiwaniami, a prawa brew zastygła w wyrazie nieopisanego zaskoczenia aż do ostatnich kadrów.

Kadr z serialu Loki

Dostaliśmy przy tym prawdziwy popis aktorski, co do tego nie ma żadnych wątpliwości – Jonathan Majors (m.in. Kraina Lovecrafta od HBO) kradł dla siebie każdą scenę, a trzeba przyznać, że grał w opozycji do Toma Hiddlestona i coraz sprawniej poruszającej się w skórze Sylvie Sophie Di Martino. Jego interpretacja znanego z komiksów Tego, Który Pozostał przyprawi niejednego fana o stan przedzawałowy, bowiem skaczący z fotela na biurko i z powrotem szaleniec, przegryzający kawałkami jabłka kolejne kwestie, zdecydowanie wymyka się standarowemu postrzeganiu złoczyńczy. Był to jednak celowy zabieg, wszak za tą fasadą błazna ukryto największą tajemnicę serialu. Ten, Który Wszystko Wyjaśni, na wzór klasycznych kreskówkowych złoli, wyjawia naszym bohaterom swój misterny plan, w którym psotny duet odgrywał jedynie rolę pionków, a całość naprawdę interesującej w formie prezentacji zakończył propozycją nie do odrzucenia. Z gatunku tych, które mogą mieć wpływ na przyszłość całego MCU. To, co wydarzyło się chwilę później, naprawdę warto zobaczyć.

Kadr z serialu Loki

Ku chwale Wszechczasu

Odpowiadając na własne pytanie postawione we wstępie – czy Marvel Studios dorównało finałem Lokiego moim oczekiwaniom? Jak najbardziej. Zakończenie idealnie wpisuje się w dziwaczny nastrój serialu, pozostaje skupiony na bohaterach, nie poświęcając ich wątków na rzecz widowiska. Scenę akcji mamy tu raptem jedną, niegrzeszącą rozmachem. Czy zatem serial o Lokim jest jedynie zwiastunem kolejnej kinowej produkcji, o co też podejrzewałem Kevina i spółkę? Nie, jest tytułem o dużo większym znaczeniu dla całego MCU, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Ostatnie sceny odcinka finałowego wpiszą się na stałe w krajobraz tego uniwersum, a skutki tych wydarzeń będą odczuwalne przez całą 4 fazę, a może i dalej. Z osobistej podróży boga psot w poszukiwaniu własnego miejsca we wszechświecie dotarliśmy do punktu, który nada rytm nie jednej produkcji, a wszystkim projektom, które Marvel ma w zanadrzu.

Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o ścieżce dźwiękowej autorstwa Natalie Holt. Przy poprzednich omówieniach, pod naporem niesamowitych wydarzeń i spotkań z nowymi postaciami, nie było na to miejsca, a oprawa muzyczna w tym serialu stoi na naprawdę wysokim poziomie. Aranżacje Holt nie majaczą w tle, co często można zarzucić marvelowym soundtrackom, a są nieodłączną częścią tego festiwalu dziwności i szaleństwa, stanowiąc unikatową klamrę. Warto przesłuchać także w oderwaniu od seansu, szczególnie w oczekiwaniu na ponowne spotkanie z Lokim. Wraz z napisami końcowymi finału potwierdzono oficjalnie pracę nad kontynuacją, co czyni z tego serialu pierwszy marvelowy projekt na Disney+, którego narracja nie została wyczerpana na poziomie raptem kilku odcinków. A biorąc pod uwagę, na jakim klifie Marvel Studios zawiesiło tą opowieść, coś mi podpowiada, że z Psotnikiem zobaczymy się szybciej, niż nauczymy się poprawnie zaśpiewać całe Jeg Saler Min Ganger

Rafał Halkowicz

Rafał Halkowicz

Niereformowalny wyznawca Hulka, pogodzony z syndromem popkulturowej osobowości wielorakiej. Oddycha komiksowym dymkiem, a otaczający go świat widzi w formie kadrów i onomatopei. W grach poszukuje Narracji Idealnej, stawiając opowieść ponad gameplay. Ucząc się na błędach Thanosa i Kratosa, wychowuje swą pierworodną w duchu geekowszczyzny. Razem czekają na list z Hogwartu.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ
Rafał Halkowicz
Author: Rafał HalkowiczNiereformowalny wyznawca Hulka, pogodzony z syndromem popkulturowej osobowości wielorakiej. Oddycha komiksowym dymkiem, a otaczający go świat widzi w formie kadrów i onomatopei. W grach poszukuje Narracji Idealnej, stawiając opowieść ponad gameplay. Ucząc się na błędach Thanosa i Kratosa, wychowuje swą pierworodną w duchu geekowszczyzny. Razem czekają na list z Hogwartu.