MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Wyruszyłem na poszukiwanie smoczych kul „Dragon Ball Z: Kakarot” – recenzja gry

Jak nigdy nie byłem specjalnym fanem japońskich produkcji, tak ostatnio sięgam po takie tytuły coraz częściej. Tym razem również nie mogłem się powstrzymać przed zakupem, ponieważ nie dość, że mówimy tu o grze z gatunku jRPG to jeszcze umiejscowionej w uniwersum znanej na całym świecie serii Dragon Ball. Jak wyglądała moja sentymentalna podróż do tego świata oraz czy udało mi się zebrać Smocze Kule i razem z Goku, i resztą „paczki” uratowałem planetę?

Screen z gry Dragon Ball Z: Kakarot

Podróż w przeszłość

Jeśli miałbym wymienić jedną animację z kraju Kwitnącej Wiśni, która miała wpływ na moje życie, to z całą pewnością byłaby to ta przedstawiająca historię Son Goku i jego przyjaciół. Jak dziś pamiętam powroty ze szkoły do babci i oglądanie na RTL7 (tak,był kiedyś taki kanał w telewizji  ) kolejnych odcinków tego niesamowitego anime. Ta na pozór prosta opowieść o bohaterstwie, przyjaźni, pokonywaniu własnych ograniczeń i walce z przeciwnościami kształtowała w młodym wieku mój charakter i do  dzisiaj ma specjalne miejsce w moim sercu. Dlatego jak tylko nadarzyła się okazja sięgnięcia po najnowszą grę czerpiącą garściami z tego uniwersum nie wahałem się ani chwili. Przeżycie raz jeszcze tych wszystkich przygód razem z moimi ulubionymi postaciami z dzieciństwa było dla mnie okazją do odbycia prawdziwie sentymentalnej podróży w świat wspomnień, radości i wzruszeń. Dokładnie tego oczekiwałem od tej produkcji i dokładnie to mi ona dostarczyła. Jednak  nie uprzedzajmy faktów i spróbujmy się przyjrzeć jej nieco bliżej.

Zanim się rozpędzę z opisem rozgrywki, wspomnę tylko, że w grze mamy możliwość wyboru pomiędzy japońską, a angielską wersją językową. Jako polscy gracze dostaliśmy w tym tytule jednak rodzimą lokalizację w postaci napisów, za co jestem niezwykle wdzięczny twórcom i wydawcy, ponieważ jeśli ktoś jest zaznajomiony z gatunkiem jRPG to z pewnością wie, iż nie jest to wcale częsta praktyka. Ja grałem w wersję japońską z polskimi napisami, bo dokładnie taką zapamiętałem z dzieciństwa, a muszę tu wspomnieć, że poza kilkoma wyjątkami pod postacie zdają się podkładać głosy Ci sami aktorzy co w latach 90., co było dla mnie bardzo przyjemnym zaskoczeniem.

Screen z gry Dragon Ball Z: Kakarot

Barwny i bogaty świat

Dragon Ball Z: Kakarot, w przeciwieństwie do licznych innych tytułów bazujących na tej franczyzie, stawia fabułę i rozgrywkę dla pojedynczego gracza na pierwszym miejscu –  pozwalając nam na rozegranie wszystkich najważniejszych wydarzeń mających miejsce w serialu/mandze. Dostajemy tu więc Sagę Sayian, Sagę Frieza, Sagę Cell’a i Sagę Buu.  Co ciekawe i o czym warto wspomnieć, to fakt, iż pomimo tego, że historia (w zasadzie zgodnie z tytułem) skupia się na Kakaroto (Son Goku) to daje nam również możliwość wcielenia się w  inne postaci znane z serii w momentach kiedy historia na to zezwala lub w chwilach „przestoju” pomiędzy poszczególnymi sagami.

To właśnie wtedy mamy pełną dowolność w doborze naszej trzyosobowej drużyny i eksplorowaniu świata czy wykonywaniu licznych aktywności pobocznych, a tych w DBZ: Kakarot nie brakuje. Możemy odkrywać tajemnice barwnego świata znanego z ekranu telewizora, odnajdując na każdym kroku poukrywane smaczki dla fanów serii.Trenować podnosząc poziom naszych postaci i rozwijając ich umiejętności, wykonywać liczne questy poboczne, (tutaj UWAGA, ponieważ pojawiają się one często w trakcie gry i są dostępne tylko przez jakiś czas, więc można niejednokrotnie je przegapić), gotować, łowić ryby, a nawet ścigać się samochodami czy dwunożnymi robotami. Oczywiście – pomijając treningi – większość tych aktywności ma nam jedynie zabrać trochę czasu i urozmaicić rozgrywkę nie wnosząc nic do opowieści fabularnej, jednak jeśli kocha się to uniwersum, to możliwość spędzenia nieco większej ilości czasu z ulubionymi bohaterami nie powinna być problemem. Nawet jeśli te zadania wydają się niejednokrotnie aż do bólu trywialne.

Muszę tutaj wspomnieć, że na pierwszy rzut oka ilość mechanik i aktywności może nieco odstraszać i wymaga pewnego skupienia, ale nie należy poddawać się na początku, tylko wejść głębiej w ten świat, do czego ja ze swojej strony zachęcam.

Ja spędziłem w tym tytule jakieś 50 godzin i starałem się wykonywać wszystkie zadania poboczne, pomijając jednak wiele dodatkowych aktywności, które pewnie dołożyłby kilka niezłych godzin do mojego czasu gry .

Screen z gry Dragon Ball Z: Kakarot

Ponad 9000 jednostek!

Tak się rozpisuję tu o tych wszystkich aktywnościach, zadaniach pobocznych czy po prostu głównej linii fabularnej, ale nie wspomniałem o tym, czym ta seria stoi  – a mianowicie o pojedynkach i systemie walki, a ten jest tutaj niezwykle widowiskowy.

Seria Dragon Ball przyzwyczaiła nas do tego, iż z każdym kolejnym odcinkiem serii czy tomem mangi, przedstawione w nich pojedynki stawały się coraz bardziej rozbudowane i wywołujące w widzu opad szczęki i nie inaczej jest w tej produkcji. Poza fabularnymi starciami, które często są po prostu EPICKIE (przepraszam – ale tego nie da się inaczej nazwać – kto zagra, ten zrozumie  ) mamy tu do czynienia praktycznie na każdym kroku z mniejszymi czy większymi potyczkami z różnego rodzaju niemilcami, którzy uparcie pragną pozbawić naszych bohaterów życia.

Gra oferuje nam możliwość prowadzenia drużyny złożonej z maksymalnie trzech bohaterów, z czego jeden z nich zawsze odgrywa rolę główną, zaś pozostali służą po prostu za wsparcie. Tak jak wspomniałem powyżej – gra stara się jak najdokładniej odwzorować wydarzenia z serii więc to jacy to będą bohaterowie, zależy od kontekstu i momentu w historii, jaką rozgrywamy. Dowolność w wyborze drużyny mamy tylko podczas tych wspomnianych już wyżej „przestojów”.

Muszę jednak w tym miejscu wspomnieć, że o ile fabularne pojedynki i combosy, jakie możemy tworzyć, prowadząc naszą drużynę sprawiały, że miałem ciary na plecach i gęba cieszyła mi się jak u dziecka, tak te wszystkie pomniejsze potyczki w pewnym momencie zaczęły mnie po prostu irytować. Chcę sobie spokojnie poeksplorować jakiś fragment mapy, pozbierać to i owo czy wykonać którąś z dostępnych w grze aktywności, a grupa przeciwników (licznie rozsianych po mapie świata) koniecznie umyśla sobie, że w tym momencie musi mnie zaatakować. Na początku było to nawet spoko – bo jednak mechanika walk jest tu niezwykle satysfakcjonująca, jednak po kilkunastu godzinach grania i kilkudziesięciu takich pojedynkach, miałem ich po prostu serdecznie dość.

Screen z gry Dragon Ball Z: Kakarot

Nostalgia w najlepszym wydaniu

Powiem Wam, że nie wiem do końca jak ocenić ten tytuł, ponieważ nie jestem w stanie spojrzeć na niego będąc całkowicie pozbawionym emocji. Z jednej strony zdaję sobie sprawę z pewnych niedociągnięć, dłużyzn czy „zapychaczy”, których w  tej produkcji nie brakuje, ale z drugiej strony dostałem możliwość powrotu do uniwersum tak bardzo bliskiego memu sercu.

Przeżycie tych samych przygód, tak dobrze zapamiętanych z serialu czy oglądanie kultowych już scen i postaci, sprawiło, że znów odezwała się we mnie dziecięca pasja. Wiem, że historia o bohaterach ratujących świat/wszechświat wydaje się sztampowa, ale ma ona w sobie całą masę uroku, który nie postarzał się przez ostatnie lata ani trochę.

Oczywiście – wiem, że gatunek jRPG nie każdemu przypadnie do gustu, ale damn… to jest DRAGON BALL – chyba najbardziej rozpoznawane anime na świecie! Jeśli więc jesteście fanami serii i nie graliście jeszcze w Dragon Ball Z: Kakarot to ja nie wiem na co Wy jeszcze czekacie, a jeżeli nie znacie tego uniwersum, to Bandai Namco przygotowało dla Was idealny tytuł do tego, aby zmienić ten stan rzeczy!

Tak – znalazłem Smocze Kule. Tak – uratowałem wszechświat! I to nie raz! Nie dziękujcie !

Gra wyszła na Playstation4 (PS5 we wstecznej kompatybilności), Xbox One (Xbox Series X/S we wstecznej kompatybilności), Nintendo Switch oraz PC.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ