GRAPODPADA

MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Ten Tytuł To Więcej Niż Się Wydaje. „Scarlet Nexus” – recenzja gry

Muszę się Wam przyznać, że o produkcji studia Bandai Namco usłyszałem po raz pierwszy zaledwie tydzień przed jej premierą i nie miałem pojęcia czego się spodziewać. Jednak po rzuceniu okiem na obecne w sieci zwiastuny Scarlet Nexus pojąłem, że to jest tytuł którego może nie oczekiwałem, ale z całą pewnością potrzebowałem. Czy po spędzeniu w tej grze ok 40h nadal tak uważam?

Screen z gry Scarlet Nexus

NA CO JA PATRZĘ

Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem i koneserem japońskich gier w stylu anime, mimo że za dzieciaka oglądałem całkiem sporo seriali zrealizowanych w tej konwencji (wystarczy wspomnieć takiego Dragon Balla, Rycerzy Zodiaku czy Czarodziejkę z Księżyca – tak, a i owszem! Oglądałem ją! A co! :D). Ostatnio jednak coraz bardziej ciągnie mnie do tego gatunku (pozwolę sobie tu przytoczyć chociażby Personę 5, która jest produkcją po prostu fantastyczną). Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o Scarlet Nexus, nie miałem odnośnie do tego tytułu absolutnie żadnych oczekiwań. Jednak strona wizualna oraz zarys fabuły sprawiły, że zapragnąłem na własne oczy zobaczyć, co ta produkcja ma do zaoferowania.

Od razu muszę Wam to zaznaczyć – to nie jest i nigdy nie będzie produkcja dla każdego! Powiedziałbym, że wręcz jest to tytuł dość niszowy i zrealizowany w „pojechany”, typowo japoński sposób. Jednak mam takie wrażenie, że jeśli przymkniecie oko na parę elementów i oswoicie się z tym, co widzicie na ekranie to odkryjecie naprawdę emocjonującą grę. Ale może nie uprzedzajmy faktów.

Screen z gry Scarlet Nexus

DWIE DROGI DO JEDNEGO CELU

Na samym początku dostajemy możliwość wyboru postaci, której losy będziemy śledzić. Do wyboru mamy historię Yuito – szczerego młodego chłopaka z uprzywilejowanej rodziny, lub Kasane – nieco zdystansowanej, a wręcz chłodnej w usposobieniu dziewczyny o niesamowitych zdolnościach. Ja postawiłem na Yuito i to właśnie z nim rozpocząłem swoje pierwsze podejście do tego tytułu. Tak – nie przesłyszeliście się. Pierwsze, ponieważ ledwie parę dni temu rozpocząłem swoje już kolejne spotkanie z tą produkcją, podczas którego to Kasane stała się postacią pierwszoplanową.

I tu spotykamy się z  bardzo ciekawym zabiegiem ze strony twórców. Opowiadaną historię możemy poznać z punktu widzenia obu bohaterów. Co ciekawe, są one absolutnie różne, a jednak uzupełniają się wzajemnie. Tak więc jeśli chcemy poznać cały obraz tego, co dzieje się na ekranie, czeka nas dwukrotne przechodzenie gry. Mnie historia Yuito zajęła jakieś 40h i zapewne, że w przypadku Kasane będzie podobnie. .

Muszę się Wam przyznać, że niesamowicie cieszy mnie to powtórne rozpoczęcie przygody, ponieważ twórcy zadbali oto, aby znaczna większość tego co zobaczymy na ekranie się ze sobą nie pokrywała. Tzn. – bohaterowie są oczywiście ze sobą mocno powiązani i ostatecznie akcja prowadzi nas do wielkiego wspólnego punktu kulminacyjnego. Jednak droga jaką do niego podążymy jest diametralnie różna. Według mnie to ciekawy zabieg na dwukrotne wydłużenie czasu gry, tak aby gracz nie poczuł się zbytnio znudzony czy oszukany.

Wspomnę tylko jeszcze, że w grze (jak to jest zazwyczaj w przypadku gier z gatunku jRPG) mamy możliwość wyboru pomiędzy japońską, a angielską wersją językową. Nie mamy tu niestety polskiej lokalizacji w żadnej formie, więc zapewne dla części graczy ten fakt może być problematyczny i odrzucać od rozpoczęcia przygody z tym tytułem.

Screen z gry Scarlet Nexus

DYSTOPIA W JAPOŃSKIM STYLU

Cała rzecz dzieje się wiele lat w przyszłości w świecie, gdzie ludzie nauczyli się wykorzystywać potęgę swojego umysłu, przeradzając ją w potężną moc psioniczną. Rozpoczynając swoją przygodę, zostajemy wrzuceni w sam środek konfliktu między przedstawicielami pozostałych przy życiu członków ludzkiej cywilizacji, a potwornymi ”Innymi”, którzy po apokaliptycznych wydarzeniach mających miejsce na Ziemi stali się prawdziwą plagą błękitnej planety. Protagonista, którego losy śledzimy, zostaje właśnie przyjęty do OSF (Other Suppression Force) – elitarnej jednostki powołanej i przygotowanej specjalnie do walki z najeźdźcą. Od tego momentu gracz musi radzić sobie z różnego rodzaju przeciwnościami, budując relacje ze swoim oddziałem, a także stając naprzeciw niezliczonym hordom przeciwników.

Nie chciałbym w tym miejscu zdradzać zbyt wiele odnośnie do warstwy fabularnej tej produkcji, ponieważ osobiście uważam ją za jeden z dwóch najsilniejszych atutów, z jakimi mamy tu do czynienia. Postacie napisane są bardzo solidnie, a historie jakie przedstawiają, sprawiają, że chcemy im kibicować.

Ale, ale – żeby nie było tak uroczo i tylko tu słodzę – zadania poboczne, jakie dostajemy w tym tytule, to niestety element, który nie wnosi absolutnie nic do naszej historii. Skonstruowane są w sposób „pójdź – ubij jakiegoś Innego – wróć” i choć rozumiem po części, dlaczego właśnie tak zostały skonstruowane, to jednak brakuje tu bardzo tej różnorodności i poszerzenia świata przedstawionego.

Jeśli chodzi o stronę wizualną w Scarlet Nexus, to dostajemy tu pięknie zrealizowany świat i postacie wyciągnięte żywcem w filmu anime, czy mangi. Tej drugiej użyłem tu absolutnie świadomie, ponieważ większość przerywników fabularnych zrealizowanych jest w technice statycznych obrazów, przywodzących na myśl właśnie japoński komiks. Nie wiem, czy takie było zamierzenie artystyczne twórców, czy jest to jedynie wynik cięcia kosztów produkcji. Jednak mnie przyzwyczajenie się do tego stylu chwilę zajęło. Jestem więc świadom faktu, że wielu z Was ten sposób przedstawiania historii po prostu odrzuci od ekranu.

Boli to tym bardziej, iż podczas uruchamiania się gry dostajemy animacje, która jest prawdziwą perełką i aż żal ściska kiedy uświadomimy sobie, jak niesamowicie Scarlet Nexus by wyglądał, gdyby w tej technice stworzono wszystkie przerywniki fabularne.

Screen z gry Scarlet Nexus

DYSTOPIA W JAPOŃSKIM STYLU

Pamiętacie, jak wspominałem o tym, iż historia to jeden z dwóch najmocniejszych atutów tej produkcji? Więc drugim jest zaimplementowany tu system walki. Boże, jakie to jest niesamowicie satysfakcjonujące! Yuito czy Kasane nie posiadają może całego plecaka złomu służącego do zabijania. W zasadzie nawet zmieniając broń nie wniesiemy do rozgrywki wiele więcej, oprócz lekkiego podniesienia statystyk naszej postaci czy drobnych zmian kosmetycznych. Jednak to co potrafią zrobić siłą swojego umysłu sprawia, że zbieramy szczękę z podłogi.

Yuito dysponuje mocą psychokinezy, dzięki czemu miota niczym szatan w przeciwników wszystko co tylko da się oderwać od ziemi. Potrafi on ponadto łącząc się z członkami swojego zespołu korzystać z charakterystycznych dla nich umiejętności. Dzięki temu  wachlarz możliwości bohatera zwiększa się o: teleportację, piromancję, przewidywanie przyszłości, miotanie piorunów, spowalnianie czasu i wiele innych!

To wszystko sprawia, że podczas przebijania się przez fale przeciwników możemy nasze ciosy łączyć w combosy tak widowiskowe, iż sam Dante – protagonista serii Devil May Cry mógłby nam pozazdrościć. To porównanie myślę, iż jest tu bardzo trafione, ponieważ jeśli miałbym porównać model walki w Scarelet Nexus do innej znanej mi produkcji, to sięgnął bym właśnie po serię DMC.

Oczywiście można byłoby tu zarzucić twórcom, iż ta mnogość opcji, szybkie tempo akcji i mocno kolorowa oprawa graficzna sprawia, że czasami gubimy się w tym, co dzieje się na ekranie. Mnie jednak to w żaden sposób nie przeszkadzało i podczas swojego przejścia bawiłem się świetnie, przy tym korzystając ze wszystkiego, co twórcy dla nas przygotowali.

Jeśli jesteśmy już przy modelu walki, to chciałbym wrócić jeszcze na chwilę do kwestii zadań pobocznych i tego, w jaki sposób zostały one skonstruowane. Ponarzekałem sobie na nudę i powtarzalność? Ponarzekałem. Jednak! Wszystkie zadania z jakimi mamy do czynienia w grze przygotowane są w taki sposób, aby zmusić gracza do wykorzystania tej czy innej umiejętności dostępnej podczas rozgrywki. Model walki jest jednym z największych plusów Scarlet Nexus… No cóż – zadecydujcie sami, czy warto robić takie zadania poboczne, czy też lepiej je odpuścić.

Screen z gry Scarlet Nexus

WIĘCEJ NIŻ SIĘ WYDAJE

Podsumowując już nieco te moje rozważania odnośnie Scarlet Nexus muszę napisać, że ten tytuł to zdecydowanie więcej niż może się wydawać na pierwszy rzut oka.

Mamy tu do czynienia z produkcją, która nie będzie dla każdego. Grą, która cierpi na różne swoje bolączki, dłużyzny czy ograniczenia. Jednocześnie posiadającą wciągającą historię, solidnie napisanych bohaterów i przede wszystkim świetny dynamiczny system walki.

Jeśli więc dane Wam będzie zagrać w Scarlet Nexus, to nie poddawajcie się! Idźcie do przodu przedzierając się przez porozrzucane tu i ówdzie dłużyzny i przymykajcie oko na niedoskonałości, a mogę Was zapewnić, że odkryjecie w tej grze naprawdę masę frajdy i być może tak jak ja nie będzie chcieli z jej zbyt szybko ukończyć.

PS. Główny motyw muzyczny Scarlet Nexus to złoto i już na stałe zagościł na mojej playliście

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ