MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Technologiczny bezdech. „Tlen” – recenzja filmu

Film Tlen Alexandra Ajy to w przeważającej większości opowieść o bezsilnej wściekłości wobec upływającego czasu. Ot bohaterka grana przez Mélanie Laurent budzi się w kapsule hibernacyjnej zlokalizowanej w niezidentyfikowanym miejscu. Próby wydostania się spełzają na niczym, kobieta za pomocą sztucznej inteligencji MILO obsługującej jej przerwany sen próbuje skontaktować się ze światem zewnętrznym. Zapasy tytułowego tlenu zaczynają się kończyć, nagli więc pierwotna chęć przetrwania.

Wyjątkowość sytuacji polega na izolacji bohaterki. Akcja nie wychodzi poza kapsułę, świat wokół znany jest wyłącznie z rozmów telefonicznych przy pomocy AI oraz ze wspomnień powracających do umysłu bohaterki po długim śnie. Aja, w końcu specjalista od filmowej kameralności, osadza film w niedalekiej przeszłości, używając konwencji desktopowego thrillera, coraz częściej eksploatowanej zwłaszcza w obecnych czasach. Bohaterka, niczym w internetowej przeglądarce wyszukuje zdjęcia czy filmy pobudzające jej odrętwiałą pamięć.

Fotos z filmu Tlen

Samotność w kosmosie

Poza oczywistym elementem samotności Tlen jeszcze dosadniej odnosi się do naszej codzienności. Filtrowanie wiadomości o świecie przez technologie i związane przez to kłopoty z wiarygodnym ich doborem – z pełną świadomością Aja odnosi się do nowego układu życia większości z nas. To być może dobry sposób na sympatyzowanie z bohaterką, zwłaszcza tak wyraziście odgrywaną przez francuską aktorkę. Jej rola jest wyjątkowo fizyczna mimo unieruchomienia w horyzontalnej pozycji. Nie wspominając nawet elementów na granicy obrzydzenia, takich jak usuwanie ze swojego ciała wszelkich igieł i rurek potrzebnych przy hibernacji, bohaterka Laurent przechodzi przez nowo otrzymywane wiadomości na najwyższej emocjonalnej rozpiętości. Oddaje stan postaci całym ciałem, ostentacyjnie próbującym odzyskać kontrolę nad swoim losem. Choć sarkofag krępuje ruchy, mięśniowa atrofia w końcu zaczyna ustępować uporowi i chęci przeżycia.

Reżyser umiejętnie filtruje informacje odkryte przez bohaterkę. Dzięki pojedynczemu miejscu akcji narracyjna subiektywność jest jak najbardziej na miejscu. Nie dezorientuje widza, umieszcza go w samym środku dramatu, wzbudzając ekscytacje z układania poszlak. Elementy pozornie nieważne dla poznania pełnej historii zyskują nagle kluczowe znaczenie. Spodziewać się można co najmniej kilku fabularnych zakrętów wywracających wcześniejsze przypuszczenia. Widz uczy się razem z bohaterką – niczemu nie wolno ufać.

Fotos z filmu Tlen

Kreatywna rozrywka

Choćby w poprzednim filmie Ajy, Pełzającej Śmierci reżyser pokazał, jak fantastycznie użyć można przestrzeni jako właściwie kolejnego bohatera. Tło nie było wyłącznie tłem, ale reagującym, używając terminologii growej – interaktywnym uczestnikiem wydarzeń. Wtedy ojciec i córka walczyli z aligatorami w stopniowo podtapianej piwnicy (znowu – upływający czas), w „Tlenie” walka odbywa się właśnie z technologią, której nie da się obezwładnić siłą mięśni. Przy próbie uszkodzenia kapsuły MILO beznamiętnie informuje o karze pozbawienia wolności do lat 10, aby następnie rozpocząć paraliżujące rażenie prądem. Mimo tego maszyna jest dostosowana do służenia człowiekowi, więc poszukiwanie odpowiedzi zamienia się w sztukę zadawania odpowiednich pytań.

Nie jest to jednak element, na którym należy skupiać się przy okazji filmu do głębi rozrywkowego. Choć egzekucja jest wciąż precyzyjna i w pełni immersyjna, daleko idące analogie spełniają raczej charakter dodatku. Do ideału brakuje odrobiny wyłomu z gatunkowej generyczności. Wyłom w postaci przyszłościowego anturażu zakłada z góry stylizacje, w przeciwieństwie do elementu niezbędnego, jakim jest na przykład dokładanie zaplanowana i funkcjonalna scenografia. Filmy finansowane przez Netflix niestety popadają w tendencję do rozbudowanego wykorzystania efektów specjalnych w sekwencjach mających budzić poczucie rozmachu i skali przedsięwzięcia to prawdę mówiąc, dość tandetnie to wygląda. Na szczęście to tylko element poboczny, obecny tylko przez chwilę.

Fotos z filmu Tlen

Bez fałszywych nut

Abstrahując od indywidualnej zdolności do przewidzenia zakończenia, Tlen przypomina, jak ważna jest rozrywka zapraszająca widza na wspólną przygodę. Zrobiona dobrze to przede wszystkim spędzenie czasu na aktywnym oglądaniu, podobnie jak w przypadku każdego tworu kultury opartym na motywie „kto zabił”. Tu reżyser operuje, wręcz dosłownie, na ludzkim ciele i emocjach stanowiących o człowieczeństwie. Bez większych fałszywych nut spełnia zadanie ubawienia publik i urozmaicając seans powagą sytuacji. Ton jest jak najbardziej grobowy i znowu, na wskroś humanistyczny. Komfortu uświadczyć można przy rozrywce dużo prostszej, przy Tlenie trzeba łapczywie zaopatrywać się w O2.

Fotos z filmu Tlen

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ