MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Światy równoległe: Mroczne materie, sezon 2 – recenzja serialu

Orkowie i magowie, czarownice i syreny, rycerze i smoki, centaury i duchy… – wielość wyimaginowanych gatunków rozpala wyobraźnie każdego, kto napotyka na wypełnione nimi książkowe czy serialowe sagi. Fantastyczne światy, w które wsiąkamy na długie godziny, potem na dni i lata, są tworzone przede wszystkim z wyjątkowych cech definiujących daną rzeczywistość. Dzięki nim, mimo pozornych podobieństw do innych wróżek czy człekokształtnych stworów, uniwersum pozostaje świeże i ciągle zaskakujące. Nowe krainy to różnorodność krajobrazów czy bohaterów, ale również tożsamość emocji i uczuć, dzięki któremu zakochujemy się w światach pozornie tak odległych od naszego.

Serial Mroczne materie, oparty na powieściach Phillipa Pullmana bezustannie urozmaica doświadczenie obcowania z ekranową przygodą. Wielkie przestrzenie wydają się wręcz nieograniczone, podobnie jak wyobraźnia, która wytworzyła kolejne gatunki i miejsca dodające kolorytu w tej skali. Porządek uniwersum oparty na klasycznym konflikcie dobra ze złem musi zostać areną walki, a nie wyłącznie tłem dla poczynań obu stron. Zapowiadana od początku wielka wojna ma zaraz nadejść, tymczasem bohaterowie realizują też swoje osobiste cele. Kolejny sezon musi ciekawić nowościami, z zapowiedzi przejść do czynów.

Kadr z serialu Mroczne Materie

Nowe możliwości

W ostatnim odcinku pierwszego sezonu Lyra zostaje pozostawiona sama sobie, u podnóża świeżo otwartego portalu do obcego wymiaru. Zmultiplikowanie rzeczywistości to dla twórców broń obusieczna – bez odpowiedniego wytłumaczenia może stać się niezrozumiała, a przez to odrzucająca. Mroczne materie nie zawodzą – zmiana perspektyw i światów pojawia się równomiernie z powiększeniem wcześniej już pokaźnego zastępu postaci. Najważniejszy okazuje się Will, który wspólnie z Lyrą właściwie od razu zostaje głównym bohaterem opowieści. Przejście do innego wymiaru odkryte przez Lorda Asriela otwiera właściwie nieskończone możliwości rozwoju w kolejnych odcinkach. Błąkanie się i odkrywanie nowych miejsc stanowi ponownie oś akcji.

Kolejne sploty zdarzeń sprowadzają na bohaterów coraz to większe problemy, a przecież zagrożenie ze strony Magisterium i demonicznej pani Coulter nadal wisi nad nimi jak fatum. Niedoświadczenie Lyry i Willa oddziałuje na fabułę tego sezonu oraz na sam ich odbiór wśród widzów. Tradycją jest już, że irytują z częstotliwością większą niż zmuszani są do ucieczki przed swoimi adwersarzami. Nie przeszkadza to w pozostaniu z nimi na te długie godziny, gdy tak wiele czasu poświęcono na zwrot ku ich emocjom oraz, przede wszystkim postać Willa zostaje wyposażona w bagaż trudnych doświadczeń z dzieciństwa. Sezon 2 ogląda się najprzyjemniej, kiedy elementy przygodowe i rozbudowujące bohaterów udaje się wyważyć.

Kadr z serialu Mroczne Materie

Przekleństwo nadmiaru

Jednak wraz z przybywającymi światami i postaciami Mroczne materie zaczynają cierpieć na przekleństwo nadmiaru. Stałe tempo rozwoju kontrastuje ze zmianami miejsc akcji i kolejnych wątków. Rytm opowieści jest przez to zachwiany, co zapewne uchowało się w procesie translacji z papieru na ekran. Jak rozumiem, czytelnicy oryginału (do których nie należę) utrzymują, że przekład wydawał się dotychczas trudny do wykonania – co urzeczywistniło się przy premierze filmu Złoty Kompas z 2007 roku. Cała trylogia książek to z pewnością materiał bardzo obszerny, lecz adaptowanie to nie plebiscyt wierności słowu pisanemu. Oba sezony serialu to zdecydowanie jednorodna całość, którą, pomimo wad ogląda się z zaciekawieniem.

Kadr z serialu Mroczne Materie

Efekty specjalnego zachwytu

Nie można zapominać, że rzeczywistość Mrocznych materii to rasowe fantasy. Efekty komputerowe wypełniają ekran, od animowanych Dajmonów (zwierząt będących materializacją duszy swojego posiadacza) po wielkie sterowce przemierzające niebo. Nie zachwycają nadmiarem, ale także nie burzą immersji świata przedstawionego – słowem nie wyglądają tanio. Szczególnie w pamięci zostają rzeczone animizowane postaci, takie jak choćby bojowe niedźwiedzie, mówiące ludzkim głosem z dozą mimiki na nieprzystosowanych do tego pyszczkach. Sekwencjonowanie ich ruchów, a także wygląd ich futra czy sierści świadczy o dopracowaniu godnym innych seriali fantasy wielkiego formatu, z Grą o tron na czele.

Piętnaście odcinków spędzonych z serialem nie usypiają zainteresowania postaciami i światem, choć siedmioczęściowy sezon drugi jest na pewno mniej równy od poprzedniego. To jakby preludium do wielkiego finału, rozbudzające apetyt na nieuchronnie zbliżające się zakończenie. Czas kończy się nieubłaganie, więc na serię trzecią wręcz trzeba wyczekiwać z niecierpliwością.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ