MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Wybuchowe pomarańcze. „Suzuki Bakuhatsu” – recenzja gry

Gry logiczne powoli odchodzą do lamusa. Nic dziwnego, raczej ciężko jest wymyślić w tej materii coś oryginalnego, a jeszcze trudniej wpleść w to wszystko fabułę. Jasne, trafiają się wyjątki jak The Witness czy Archaica, jednak nie oszukujmy się, lwia część tego gatunku przeniosła się na mobilki i nie wychodzi poza utarty schemat przesuwania klocuszków. Na szczęście zawsze możemy sięgnąć po starsze produkcje. Jednym z ciekawszych, a na pewno jednym z oryginalniejszych tytułów jest Suzuki Bakuhatsu.

Screen z gry Suzuki Bakuhatsu

Łamiąca wiadomość – silnik samochodu wysadził Ziemię

Wcielamy się w skórę Suzuki – młodej dziewczyny, która ma niebywałe wręcz „szczęście” do znajdywania wszędzie bomb, i to często w bardzo absurdalnych miejscach. Za przykład niech posłuży chociażby pierwsza zagadka. Poranek, brzęczy budzik, za oknem świeci słoneczko – no normalnie sielanka. WTEM! Dzwonek do drzwi. Suzuki otwiera a tam kurier z pomarańczą. Nie no, luz, przecież sytuacja normalna, dzień jak co dzień, może był akurat owocowy czwartek czy coś… TYLE ŻE NIE. Nasza bohaterka bierze atrybut najwybitniejszego Polaka – Testovirona – do ręki, przykłada do ucha i orientuje się, że w środku czeka na nią wybuchowa niespodzianka. No i tutaj zaczyna się zadanie gracza – rozbroić dziadostwo w 3 minuty. Do dyspozycji mamy m.in. śrubokręt, tfu, przepraszam, wkrętak czy przecinaki. Co za tym idzie – musimy kombinować. Obracać przedmioty, szukać śrubek do rozkręcenia oraz kabli do przecięcia. Wystarczy jeden zły ruch, aby nasza bohaterka wyleciała w powietrze, czemu zawsze towarzyszy jakaś ciekawa animacja. Jeśli uważacie wybuchową pomarańczę za szczyt abstrakcji to uwierzcie mi, to dopiero początek. Księżyc, roboty, kostki lodu – wszystko to może nas zmieść z powierzchni Ziemi. Swoją drogą, eksplozje zasługują na osobną wzmiankę. Są one wręcz absurdalnie komiczne. Wyobraźcie sobie bombę schowaną w silniku samochodu, która jest zdolna roznieść całą planetę na strzępki.

Screen z gry Suzuki Bakuhatsu

4K? Panie, tylko 240p!

Każdej kolejnej zagadce towarzyszy jakiś fabularny wstęp w formie pokazu slajdów ze czy animacji. Danie główne, czyli rozbrajanie bomb, to już inna bajka – przyjemna, acz prosta grafika 3D. Nasze dostępne akcje są ładnie i wyraźnie ukazane w formie ikonek, więc bez problemu można ogarnąć sterowanie padem. Mówiąc krótko: jest prosto i schludnie. Jeśli nie macie manii 4K i 60FPS „bo jak tego nie ma to oczy płoną. PS. To prawda, tak jest, nie zmyślam”, to wydaje mi się, że oprawa graficzna nie będzie Wam przeszkadzała, a nawet dostrzeżecie w niej swoisty urok.

Screen z gry Suzuki Bakuhatsu

Krzaki widzę, krzaki!

Nie wspominałem jeszcze, że Suzuki Bakuhatsu to tytuł ekskluzywny na rynek japoński. Ja wiem, teraz w Waszych głowach rodzi się pytanie „no super, na ekranie będę miał jakieś krzaki, których ni hu hu nie rozumiem, no pozdro600 Pan Hopek, że to ogarnę. Niby jak?”. I tutaj moi drodzy, pragnę Was uspokoić. Menu jest po angielsku, sterowanie też już omówiliśmy i wiemy, że jest wytłumaczone łopatologicznie. Jedyne co może stanowić pewną barierę to to, że wszystkie dialogi są w języku japońskim. Aczkolwiek i to nie powinno stanowić większego problemu, bo większość można przy odrobinie wysiłku, wywnioskować kontekstowo – chociażby ze wspomnianych wcześniej animacji.

Screen z gry Suzuki Bakuhatsu
Screen z gry Suzuki Bakuhatsu

Japońska perła

Czy warto zatem zagrać? Moim zdaniem – tak, jak najbardziej. Jeśli lubicie łamigłówki, nie przeszkadzają Wam „japońskie głupotki”, to myślę, że bez problemu odnajdziecie się w tej grze. Jest to bowiem niezwykła perełka, która niestety, przez wielu została zapomniana. Produkcja, której nie brak oryginalności, ciekawych pomysłów oraz abstrakcji, która nieraz wywoła u nas zdziwienie czy uśmiech na twarzy – a to już zawsze jakieś emocje, których próżno szukać w kolejnym klonie „Super duper extra hiper puzzle master 3000 zagraj teraz tylko 5% ludzi potrafi rozwiązać tą zagadkę darmowa gra na telefon”.

Maciej Hopek

Maciej Hopek

Jestem graczem od najmłodszych lat — już w przedszkolu stawiałem swoje pierwsze kroki w wirtualnych światach, pykając sobie radośnie w Jazz Jackrabbit czy tocząc zaciekłe batalie z ojcem w Wormsy. Z biegiem lat, doszła też muzyka, której słucham w sporych ilościach, a przy okazji tworzę też własne dźwięki — niekoniecznie miłe dla ucha. Marzy mi się nagranie soundtracku do jakiegoś horroru — kto wie, może kiedyś nadarzy się taka okazja. A skoro o horrorach mowa — jest to moja kolejna wielka miłość, zarówno jeśli chodzi o gry, jak i kino. Prowadzę również niewielki profil na Instagramie pod nazwą GramSeWGre, gdzie opisuję tytuły mniej lub bardziej znane. A, no i lubię kawę. Czarną. Bez zbędnych upiększaczy jak cukier czy mleko.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ
Maciej Hopek
Author: Maciej HopekJestem graczem od najmłodszych lat — już w przedszkolu stawiałem swoje pierwsze kroki w wirtualnych światach, pykając sobie radośnie w Jazz Jackrabbit czy tocząc zaciekłe batalie z ojcem w Wormsy. Z biegiem lat, doszła też muzyka, której słucham w sporych ilościach, a przy okazji tworzę też własne dźwięki — niekoniecznie miłe dla ucha. Marzy mi się nagranie soundtracku do jakiegoś horroru — kto wie, może kiedyś nadarzy się taka okazja. A skoro o horrorach mowa — jest to moja kolejna wielka miłość, zarówno jeśli chodzi o gry, jak i kino. Prowadzę również niewielki profil na Instagramie pod nazwą GramSeWGre, gdzie opisuję tytuły mniej lub bardziej znane. A, no i lubię kawę. Czarną. Bez zbędnych upiększaczy jak cukier czy mleko.