O moich ambiwalentnych stosunkach do twórczości G.R.R. Martina wspominałem już wielokrotnie w recenzjach kolejnych tytułów wchodzących w skład Pieśni Lodu i Ognia. Mimo początkowej niechęci z czasem zacząłem się przekonywać, że klimat serialowej adaptacji, który na dobre ugruntował się w zbiorowej świadomości, różni się od książek, na których podstawie powstał. W międzyczasie nadszedł jednak rok 2026, a razem z nim serial Rycerz Siedmiu Królestw. Pozostałem jednak wierny swojemu postanowieniu dotyczącemu Westeros – najpierw pierwowzór, potem serial. W ten oto sposób powstał poniższy tekst opowiadający o moim spotkaniu z przygodami ser Duncana Wysokiego i jego giermka – Jaja.

Dwa wydania – które lepsze?
Co prawda wydawnictwo Zysk i S-ka już kiedyś wydało Rycerza Siedmiu Królestw, czyli zbiór, w którego skład wchodzą trzy historie skupiające się na przygodach podróżnego rycerza Dunka oraz jego giermka, zwącego się Jajem. Z okazji premiery pierwszego sezonu wspomnianego serialu czytelnicy otrzymali odświeżone wydanie tytułu, dostępne na półkach księgarń w dwóch wersjach. Jedna z nich to klasyczna twarda oprawa z ilustrowaną okładką, znakomicie pasująca do głównego cyklu. W moje ręce trafił natomiast egzemplarz „serialowy”, czyli miękka okładka ozdobiona podobiznami dwójki głównych bohaterów. Przyznam się, że jest to dla mnie chyba pierwsze spotkanie z jakąkolwiek edycją serialową, gdyż dotąd unikałem takowych jak ognia.
Ser Duncan… Wysoki?
Dunk nie jest pierwszym lepszym rycerzem spośród wielu pałętających się po Westeros. Z jednej strony może i należy do wędrownych rycerzy bez majątku, wędrujących od miasta do miasta w poszukiwaniu zarobku, nierzadko śpiących pod żywopłotami. Wyróżnia go jednak przede wszystkim wzrost (niemalże siedem stóp), stawiający go wśród najwyższych ludzi, którzy kiedykolwiek chodzili po Siedmiu Królestwach. Niestety w parze z tym nie idą odpowiednie pokłady inteligencji (a przynajmniej tak uważa). Wszelkie niedostatki stara się w miarę możliwości nadrobić niezłomną wytrwałością i całkiem sprawnym posługiwaniem się mieczem. Zdecydowanie pasuje to do chłopca dorastającego w Zapchlonym Tyłku, którego na giermka przyjął inny wędrowny rycerz – ser Arlan z Pennytree.
Niemalże na początku swojej samodzielnej przygody na drogach Westeros spotyka on Jajo – na początku wydaje się prostym chłopcem stajennym, który ucieka, aby mimo wstępnych oporów rycerza stać się jego giermkiem. Z czasem okazuje się, że skrywa on w sobie wiele tajemnic. Mimo młodego wieku cieszy się on sprawnym umysłem i ciętym językiem, co nierzadko ratuje go z opresji, ale jeszcze częściej go w takową wpędza. Muszę przyznać, że taki sposób prowadzenia postaci Aegona doskonale współgra z Dunkiem. Co prawda, nawet niektórzy bohaterowie zauważają jego ponadprzeciętną dojrzałość i nie zawsze dają wiarę temu, że jest on tylko giermkiem wędrownego rycerza. Takie zestawienie odmiennych bohaterów, pochodzących z różnych warstw społecznych może i nie jest czymś wyjątkowym w popkulturze, jednak w tym przypadku takie połączenie ma w sobie coś urzekającego. Ta dwójka nie tylko nawzajem uzupełnia swoje braki, ale też uczy się od siebie nawzajem podczas przygód, które napotykają na swojej drodze. Wszystko to natomiast okraszają ogromną dawką humoru i ironii.

Rycerz Siedmiu Królestw – lekcje, które daje nam Droga
W skład Rycerza Siedmiu Królestw wchodzą trzy krótsze historie. Każda z nich stanowi samodzielną opowieść, jednak razem tworzą spójną całość. Przygoda z Dunkiem i Jajem zaczyna się od Wędrownego Rycerza, w którym jesteśmy świadkami, jak ten pierwszy – wędrowny miecz, jakich w Westeros jest niemało, zostaje błyskawicznie wciągnięty w wielką politykę, ocierając się o wielu członków królewskiego rodu. Co więcej – gdy zostaje wierny rycerskim ideałom, zmuszony jest dowieść swojej racji w próbie walki, i to nie pierwszej lepszej. Próby Siedmiu świat nie widział bowiem od ponad wieku. Myślę, że jest to jeden z kluczowych rozdziałów w historii uniwersum. Nie tylko pozwala on na bliższe poznanie legendarnej postaci, o której wspominali bohaterowie Pieśni Lodu i Ognia. Pokazuje on też, że już prawie 100 lat przed wydarzeniami z głównej sagi stan rycerski był równie przegniły, ale i tak znajdowali się wśród niego ludzie, dla których honor był największą wartością.
Zaprzysiężony Miecz natomiast skupia się na przygodach wspomnianej dwójki, gdy Dunk oddaje swój miecz pod rozkazy Ser Eustace’a Osgreya, toczącego nieustający konflikt z sąsiadką zza miedzy – lady Webber, znaną również jako Czerwona Wdowa. Z czasem okazuje się jednak, że każda ze stron nie mówi mu wszystkiego, a w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że może liczyć przede wszystkim na siebie, a zapaśnicze zdolności wyniesione z Zapchlonego Tyłka mogą się czasem przydać w trakcie rycerskiego pojedynku.
Tajemniczy Rycerz domyka historię powrotem do polityki. Dunk i Jajo docierają na dość wystawny ślub w Białych Murach, któremu, jak tradycja nakazuje, towarzyszy turniej rycerski. Wiedziony przeczuciem przybiera jednak miano Szubieniczego Rycerza, by ukryć prawdziwą tożsamość. Bardzo szybko przekonuje się, że pod płaszczykiem uroczystości skrywa się spisek. Dzięki młodemu Targaryenowi jednak udaje się go stłumić w zarodku, choć po drodze wpędza on siebie i swojego rycerza w niemałe kłopoty.

Czas poznać kolejny kawałek Westeros
Rycerz Siedmiu Królestw wyróżnia się przede wszystkim tym, że zahacza o miejsca, których czytelnicy Pieśni Lodu i Ognia nie mieli jeszcze okazji odwiedzić – co najwyżej zostały one tylko wspomniane. Łąki Ashford, Zimna Fosa czy Białe Mury. Każde z tych miejsc zostało przez autora wykreowane w taki sposób, że podczas lektury ich obrazy same zaczynają napływać do głowy. W tym miejscu cieszę się jednak, że w zgodzie ze swoim postanowieniem za serial zabrałem się dopiero po zakończeniu książki. Dzięki temu mogłem dać się ponieść swojej wyobraźni, a dopiero potem skonfrontować jej owoce z wizją artystyczną Iry Parkera. W tym zbiorze opowieści nie spotkamy co prawda żadnych smoków, którymi tak Westeros słynie. Dunk jednak ma szansę dotknąć jednego z jaj tych przepotężnych stworzeń i choć magia nie wpłynie na niego bezpośrednio, to nieraz napotka on na drodze ludzi mających prorocze sny z jego udziałem.

Oddech świeżości po wielkiej sadze
Za przekład tomu odpowiada Michał Jakuszewski, z którego pracą mogliśmy się spotkać choćby w głównej sadze. Całkiem sprawnie oddaje on styl, w którym sam Martin stworzył te historie. W tym miejscu przechodzę do bardzo odważnego twierdzenia. Martinowi zdecydowanie lepiej wychodzi tworzenie krótszych, zamkniętych historii, powiązanych ze sobą fabularnie niż angażowanie się w wielką rozlazłą sagę, której, jak dobrze wiemy, mimo upływu kolejnych lat niestety nie potrafi ukończyć. W Rycerzu Siedmiu Królestw znajdziemy też nieco politycznych intryg, jednak nie stanowią one głównego wątku fabularnego. Z obserwowaniem losów Westeros z perspektywy Dunka wiąże się także nieco prostszy język, uzupełniany elokwencją Jaja.
Skupienie się na jednym bohaterze zamiast skakania między wieloma perspektywami wielu postaci pozwala na lepsze poznanie jego przyziemnego życia. Wszystko to okraszone jest całkiem zabawnym humorem, który nie jest wciśnięty na siłę, a wynika z dynamiki relacji Duncana i Aegona i ich odmiennych podejść do niektórych spraw. W skrócie mówiąc – osobiście uznaję ten tom jako wyznacznik tego, na co naprawdę stać Martina. Nie chodzi bowiem o to, by pakować się w ogromny projekt, którego ostatecznie nie chce się nam ukończyć.

A może Rycerz Dziewięciu Królestw?
Nie mogłem powstrzymać się od małego mrugnięcia okiem w stronę tych, którzy także mają za sobą seans serialu. Książkowy Rycerz Siedmiu Królestw to bardzo udane uzupełnienie świata stworzonego przez George R. R. Martina – z jednej strony kameralne i przygodowe, z drugiej pełne subtelnych powiązań z główną sagą. Historie pokazują Westeros z zupełnie innej perspektywy: nie wielkich bitew i królewskich dworów, lecz dróg, małych zamków i sporów między drobnymi lordami. Natomiast czytelnicy zaznajomieni z głównym cyklem bez trudu odnajdą liczne nawiązania do wydarzeń, rodów i postaci, które odegrają ważną rolę niemal sto lat później. To właśnie te powiązania sprawiają, że zbiór nowel nabiera dodatkowej głębi, a przy tym pozostaje znacznie bardziej przystępny niż rozbudowana saga. W kontekście premiery serialu książka staje się też idealnym wprowadzeniem do tej części uniwersum – pozwala najpierw poznać Dunka i Jaja w wersji literackiej, a dopiero potem skonfrontować własne wyobrażenia z ekranową wizją Westeros.

