MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Polowanie na oprychów z wiernym piesełem — recenzja gry Necromunda: Hired Gun

Czy FPS w świecie Warhammera 40,000 ma sens? Biorąc pod uwagę, że to uniwersum ciągle targane wojną… jeszcze jak! Dlatego na wieść o strzelance osadzonej na planecie Necromunda aż podskoczyłem z radości. Czy coś mogło pójść nie tak?

Sreen z gry Necromunda: Hired Gun

Spal heretyka, zabij mutanta i oczyść niewiernych

Fanem uniwersum Warhammera 40,000 jestem odkąd poznałem serię Dawn of War w okolicach roku 2009. Od tego czasu w “Imię Boga Imperatora” walczyłem ze wszelkimi Xenos, okazjonalnie też dołączałem do heretyków lub innych kosmitów. Necromunda: Hired Gun sprawiła, że poczułem boski dotyk Złotego Tronu i oczekiwałem cierpliwie na premierę. Miasta-kopce jawią się jako miejsce, gdzie nikt nie chce żyć, a mimo to w uniwersum “młotka” zamieszkują je biliony istnień. Wyobraźcie sobie tak olbrzymie miasta, że ciągną się wieloma kilometrami w dół, a planeta, na której się znajdują, jest całkowicie wyjałowiona i pozbawiona wszelkich minerałów i innych surowców. Jedyne co pozostało to ogromne masy ludzkie, pracujące i umierające dla wiecznie spragnionego broni i rekrutów Imperium Człowieka.

To wprost idealne miejsce na wylęgarnię wszelkiego zła i występku, który ktoś naturalnie musi sprzątać. I tutaj pojawiamy się my — łowca nagród zatrudniony do schwytania groźnego lidera przestępczego półświatka. Tego wybieramy z kilku różnych dostępnych wariantów wyglądu z góry narzuconych przez grę. Jeśli liczyliście na pełną customizację bohatera, to nie w tej grze. A w opowieści, jak to zwykle bywa z łowcami nagród, nasz protagonista zostaje wciągnięty w całą plątaninę polityczną, gdzie przewija się jeden z czołowych rodów szlacheckich zarządzających tą planetą. Tyle jeśli chodzi o fabułę, bo nie będę Wam jej więcej spoilerować. Mogę jednak opisać, jak ją odebrałem.

Cała opowieść jest bardzo słaba i nudna. Tak naprawdę w żadnym momencie fabuła nie zaskoczyła, niejednokrotnie używane są skróty myślowe (a może twórcy zapomnieli po prostu dodać pewnych elementów fabularnych?). W jednej rozmowie poznajemy faceta, który ma nas zabrać w niebezpieczne miejsce, a po chwili zostaje on naszym najlepszym towarzyszem i pomocnikiem. Brak tutaj jakiejkolwiek narracji z prawdziwego zdarzenia i budowania relacji między bohaterami, którzy są po prostu nudni oraz płytcy. Ich motywacje są tak banalne, że patrząc na nich, można je zgadnąć — ten jest szlachcicem, więc chce zachować swoją pozycję, ten chce przeżyć za wszelką cenę, a ten po prostu chce zarobić.

Sreen z gry Necromunda: Hired Gun

Kocham zapach broni o poranku

Dobra, mniejsza o fabułę, bo ta wydaje mi się tutaj wyłącznie pretekstem do strzelania. A to jest cuuudowne! Bronie różnią się od siebie i czuć wyjątkową “duszę” każdej z nich. Klasyczne pistolety i karabiny sprawdzą się w celnym ostrzale, broń bolterowa (znak rozpoznawczy uniwersum!) rozrywa przeciwników na tysiące kawałków. Z kolei przedstawiciele broni plazmowej dosłownie wypalają przeciwników. Każda broń podlega licznych modyfikacjom, od lufy po kolbę skończywszy. Naszym ulubionym pukawkom możemy także nadać odpowiednie imię. Trafiamy na cztery różne poziomy jakości ekwipunku, z czego ten żółty oznaczony jako +3 jest najlepszy. Ten zdobywamy wyłącznie ze skrzynek, sprytnie ukrytych na każdej mapie.

Eksploracja w Necromunda: Hired Gun jest kluczowa i warto zaglądać w każdy kąt. W interfejsie mamy informację ile skrzynek jest ukrytych na danej mapie, jednakże ich odnalezienie to już nasza własna inicjatywa. Przyjemny dodatek o tyle, że gdy już znajdziemy wszystkie, nie będziemy marnować czasu na bezowocne poszukiwania. Jednak zabawa w poszukiwacza ma tę zaletę, że możemy podziwiać rozbudowane i bardzo klimatyczne mapy. Każda plansza ma swój wyjątkowy urok i styl artystyczny. Najbardziej w pamięci zapadł mi olbrzymi pociąg towarowy Kolos 44. Pojazd ciągle pędzi po torach, gdy my na jego pokładzie walczymy z całym gangiem.

O ile ołów jest skutecznym rozwiązaniem na każdą okazję, tak pomocne okażą się także nasze biowszczepy, które ulepszone dają dostęp do wyjątkowych zdolności. Od specjalnego trybu widzenia pomagającego w ciemnościach oraz przy szukaniu skarbów, po falę uderzeniową, która dezintegruje wrogów. Można także odpalić tryb do walki wręcz i siekać przeciwników z użyciem noża oraz potężnego kopniaka. Moce rozwijamy z pomocą waluty, podobnie jak cały progres postaci. Bez gotówki nie mamy się co pokazywać u Doktora Żula (o tym później). Aby zdobyć cenne kredyty, najlepiej wykonywać dodatkowe zlecenia. Dają one nam nie tylko zastrzyk gotówki, ale także reputację u kilkunastu różnych frakcji. Gdy osiągnie ona szczyt, dostaniemy wyjątkowy przedmiot od danej frakcji.

Sreen z gry Necromunda: Hired Gun

Cyber-mastiff to mój wierny druh

Naszemu zwierzęcemu kompanowi aż muszę poświęcić osobny akapit. Cyber-mastiff towarzyszy nam przez całą grę i przyzywamy go jednym kliknięciem. Początkowo nie wiedziałem skąd u twórców decyzja o tym, że jest on aktywny przez określony czas. Póki nie ulepszyłem jego biowszczepów. Wówczas nasz czworonóg zamienia się w istną maszynę do likwidacji wrogów. Do tego robi za ruchomy radar ukazujący nam wszystkich przeciwników dookoła nas. Jest on realnym wsparciem w trakcie licznych potyczek.

Szkoda, że twórcy w żaden sposób fabularny nie nawiązali do relacji naszego najemnika i jego psiaka. Nie wiemy nawet, jak się wabi, bo protagonista nazywa go po prostu “mastiffem”. Rozbroiła mnie scena, gdy zostajemy uwięzieni przez jeden z gangów i nagle, w samym centrum wrogiem bazy znikąd pojawia się nasz psiak, który ratuje nas z opresji. O ile cała scena ma fajny wydźwięk, tak jej logika totalnie kuleje.

Sreen z gry Necromunda: Hired Gun

Strona techniczna odpowiada jakością miasta-kopca

Gra od strony technicznej jest zła, a sam ogrywałem wersję na PlayStation 5. Nie ma tragedii, ale błędów naliczyłem sporo. Ileż to razy dostawałem strzały od przeciwnika, który znajduje się za ścianą… Kilka razy wpadłem także pod tekstury oraz za pomocą chwytaka potrafiłem dosłownie stać się jednością ze ścianą. To powodowało, że musiałem resetować grę i zaczynać od punktu zapisu. Niektóre animacje wyglądają tak źle, że zastanawiałem się, czy na pewno patrzę na tę samą grę. Zwłaszcza głaskanie psa, które wygląda, jakby ktoś za kamerą wziął sztuczną rękę i dotykał nią czworonoga… Egzekucje z bliska potrafią także się zbugować np. dźgamy powietrze i nagle pod naszymi nogami lądują zwłoki przeciwnika.

AI przeciwników praktycznie nie występuje i twórcy poszli po najmniejszej linii oporu. Przeciwnicy z kilometra wiedzą gdzie jesteśmy i po prostu głupio na nasz szarżują. Nie koordynują swoich ataków, nie próbują szukać żadnych osłon. Po prostu atakują frontalnie. A żeby było zabawniej, pojawiają się w ściśle określonych miejscach, więc po zrobieniu kilku misji na tej samej mapie, wiesz już dokładnie gdzie się ustawić, aby mieć ich na widelcu. Typy przeciwników można wyliczyć na palcach jednej dłoni: wielcy ogryni, którzy dążą do walki wręcz, amboty, które chcą nas rozszarpać szczypcami, ale mają także broń dystansową, przeciwnicy uzbrojeni w plecaki rakietowe oraz typowi strzelcy posiadający karabiny lub pistolety maszynowe. W jednej misji trafiłem także na genokrady, ale nie różniły się niczym szczególnym od ogrynów — duże i chce cię zaatakować w walce wręcz.

Sreen z gry Necromunda: Hired Gun

Dodatkowe zlecenia po 2 godzinach wieją totalną nudą — ciągle powtarzamy to samo. Osobiście polecam robić wyłącznie misje polegające na likwidacji wodzów i poruczników oraz te skupiające się na obronie terenu. Misje polegające na założeniu ładunków, niszczeniu zapasów bądź zbieraniu zwłok potrafią się zbugować w taki sposób, że nie można podnieść przedmiotu czy podłożyć bomby. A przeciwnicy odradzają się cały czas, póki nie wykonamy powierzonego nam celu, co dodatkowo frustruje. W trakcie jednej misji miałem zniszczyć skrzynie z amunicją. Szkoda tylko, że jedna z nich pojawiła w takim miejscu, że nie dało się tam dostać. Innym razem musiałem podnieść zwłoki, ale skrypt nie zadziałał i nie mogłem tego zrobić. Co najgorsze zaraz obok był spawn przeciwników, więc nie dość, że próbowałem wcisnąć klawisz, to musiałem się bronić przed mnogością wrażych gangusów, którzy pojawiali się średnio co 15 sekund. 

Ostatni przytyk poleci w kierunku tłumaczenia, bo momentami przyprawia o ból głowy.
“Rogue Doctor” został przetłumaczony jako “Doktor Żul” (serio tłumaczu?), a “Imperial taxes” jako cesarskie, a nie imperialne podatki, co jest sporym błędem w kontekście Imperium Człowieka w uniwersum WH:40K. A to tylko parę kwiatków, które gdzieś tam się przewijały.

Sreen z gry Necromunda: Hired Gun

Marudzenie fana uniwersum

Tutaj specjalny akapit, abym mógł skrytykować warstwę świata przedstawionego. Z perspektywy osoby, która zasiadłaby do gry z marszu i nie byłaby fanem uniwersum, najpewniej wyda się on niezrozumiały, ewentualnie wzruszy ramionami i będzie dalej pruł ołowiem do bandytów. Jednakże personalnie liczyłem, że o ile technikalia mogą kuleć, tak warstwa fabularna będzie o wiele lepsza.

Niestety zdaje się, że twórcy naprawdę luźno podeszli do tematyki Warhammera 40k. Praktycznie, gdyby nie fakt, że gra ma w tytule Necromunda nie miałbym bladego pojęcia, w jakim uniwersum osadzono tę produkcję. Owszem w różnych miejscach znajdziemy m.in. plakaty Astra Militarum (Gwardia Imperialna) czy niektóre postacie nawiązują do znanych miejsc m.in. do Cadii, ale poza tym… totalnie nie wykorzystano potencjału tego uniwersum. Nie dodano żadnych ciekawostek, chociażby wewnętrznej encyklopedii o świecie, z rozmów postaci niewiele możemy się dowiedzieć o tym czym jest miasto-kopiec, w którym się znaleźliśmy. Z samej warstwy fabularnej dowiadujemy się tyle, że jesteśmy najemnikami i że działamy w niezbyt przyjaznych okolicach, gdzie rządy sprawują wyłącznie gangi.

Szkoda, bo Necromunda to jeden z najciekawszych elementów brutalnego świata Warhammera 40,000. Planeta, która na bardzo cienkiej linii lawiruje między wiernością wobec Imperium a całkowitą anarchią. Ileż tu można byłoby opowiedzieć ciekawych historii, stworzyć zawiłe konotacje między szlachtą mieszkającą w wysokich zamkach, a gangusami próbującymi przeżyć w ściekach tego świata… Tutaj niestety nie pokwapiono się na ambitniejszą fabułę. I bardzo mnie to boli.

Sreen z gry Necromunda: Hired Gun

Ciężki kontrakt do wykonania

Necromunda: Hired Gun zawodzi jako FPS z dobrą fabułą osadzoną w uniwersum Warhammera 40,000. Jednakże świetnie sprawdza się jako FPS, gdy mamy ochotę na niezobowiązującą rozwałkę i dynamiczną rozgrywkę. Walka tutaj jest naprawdę miodna i strzelanie do hordy gangusów sprawia masę radości. Jednakże szybko popadniemy w znużenie, powtarzając te same misje na powtarzających się mapach. Z kolei wątek fabularny pozostawia wiele do życzenia i nie sprawia, że znużenie mija.

Necromunda: Hired Gun to nie jest zła produkcja, ale wymaga doszlifowania w kwestiach technicznych. Co do fabuły cóż… tutaj twórcy już niewiele mogą zrobić. Fani strzelanek na pewno nie będą rozczarowani, bo przez 15 godzin, które spędziłem w tej grze, bawiłem się dobrze, momentami nawet wyśmienicie. Rozczarowanie na pewno odczuje fan uniwersum, zwłaszcza w kontekście Necromundy. Nie wykorzystano w pełni potencjału tej mrocznej planety, a szkoda.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ