MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Orwellpunk 2084. „Foreclosed” – recenzja gry

Wielka metropolia, potężne korporacje, chipy umieszczone w ludzkich mózgach, które są stale monitorowane przez Wielkiego Brata. Mówi nam to coś? Oczywiście, że tak – połączenie rzeczywistości inspirowanej orwellowskim „1984” i cyberpunkiem w cel-shadingowej oprawie i komiksowym stylu opowiadania historii. Mix, który serwuje nam Antab Studio w wydanej 12 sierpnia 2021 roku grze Foreclosed.

Screen z gry Foreclosed

WYKLUCZONY

W grze wcielamy się w Evana Kapnosa – zwykłego, szarego obywatela wielkiego miasta, pracownika korporacji. Pewnego dnia rano dowiaduje się, że jego implant mózgowy został zawieszony w systemie po bankructwie producenta, co skutkuje tak naprawdę blokadą jego tożsamości, możliwością jakiegokolwiek funkcjonowania, a w późniejszym efekcie- uśmiercenia, w celu przejęcia jego tożsamości. Po obejrzeniu wideo-wiadomości z sądu postanawia dojść, o co w tym wszystkim chodzi i komu zależy na tym, aby go wykluczyć. Stąd właśnie tytuł gry. Chciałbym napisać więcej, ale to już może być zbyt duży spoiler, a historia nie jest szczególnie długa.

Screen z gry Foreclosed

Press F to pay… disrespect

Tytuł serwuje nam nie tylko strzelanie, które mimo wszystko jest dominująca mechaniką. Oprócz klasycznego naparzania mamy sekwencje z elementami skradania, drobne łamigłówki i hakowanie. Widok z trzeciej osoby towarzyszy nam przez większą część rozgrywki, ale nie brakuje fragmentów z rzutu izometrycznego, od góry, 2.5D czy nawet z pierwszej osoby. Etapy ze skradaniem nie należą do najtrudniejszych, ale też nie rażą zbyt dużą prostotą tak, jak hakowanie. No właśnie, hakowanie. Niestety nie jest jakkolwiek wymagające, bowiem polega na wciskaniu strzałek na d-padzie w odpowiedniej kolejności. Nie, to nie jest żart. Można było je odrobinę urozmaicić, ale twórcy poszli na łatwiznę.

Jeśli chodzi o główną mechanikę, czyli strzelanie, jest ono po prostu w porządku. Gra momentami jest dynamiczna, aczkolwiek zdarzają się w tym wszystkim nieco irytujące momenty, gdy zza pleców nagle wychodzi nam kolejna fala przeciwników, giniemy, próbujemy ponownie znając schemat, a tu się okazuje, że to nie koniec niespodzianek. W trakcie walki korzystamy nie tylko z broni palnej, ale też z elementów otoczenia, jak np. przedmiotów do miotania za pomocą telekinezy, czy wybuchowe zbiorniki, które możemy zhakować.

Za zabijanie, hakowanie i odnajdowanie tajnych przekaźników komunikacyjnych napełniamy pasek doświadczenia, który następnie zamienia się na punkty rozwoju. Możemy wymienić je na ulepszenie broni lub zdolności implantu. Z postępem fabuły odkrywamy nowe umiejętności, np. telekinezę, którą potem możemy połączyć z umiejętnością naszej broni.

Screen z gry Foreclosed

Komiksowo, klimatycznie i tylko tyle

Jak wspomniałem wyżej, gra została stworzona w komiksowej konwencji i charakteryzuje się ograniczoną paletą kolorów, która tworzy specyficzny klimat. Niektórzy mogą kojarzyć taki styl z kultowej XIII z 2002 roku wydanej na PS2, Xboxa i PC. Jeśli nie kojarzą, to polecam nadrobić (ale tylko oryginał, broń Boże remaster sprzed roku!!). Oprócz charakterystycznych onomatopei wyskakujących w trakcie strzałów i eksplozji mamy też komiksowe panele podczas cutscenek, w których wybieramy kwestie dialogowe naszego bohatera. Nie ma to niestety większego wpływu na fabułę i zakończenie historii. Produkcję ograłem na Xboxie Series X, więc pod względem wydajności nie ma zupełnie się do czego przyczepić. Sama gra w końcu też nie jest wymagająca, działała w 4K i co najmniej 60 FPS. Natrafiłem jedynie na dziwny problem podczas ekranu startowego, gdy gra nie reagowała na wciśnięcie przycisku A, aby przejść do menu. Wymagało to ponownego uruchomienia konsoli i zdarzyło mi się dwukrotnie, więc chyba nie było przypadkowe.

Ukończyłem tytuł w około 3,5 godziny, więc tak naprawdę możemy go zamknąć w jeden wieczór. Na zakończenie mam dobrą wiadomość dla łowców trofeów – spokojnie podczas jednego przejścia można wbić wszystkie pucharki bez żadnego wysiłku. Czy ta gra mnie porwała? Nie do końca, ale też nie grałem na siłę. Strzelanie daje trochę frajdy, lecz momentami potyczki bywają irytujące, do tego dodajmy nieco ubogie pozostałe elementy rozgrywki. Niech moim werdyktem zostanie stwierdzenie, że idealnie byłoby, gdyby produkcja była zawarta w bibliotece Xbox Game Pass.

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ