Spider-Manów Dwóch. „Miles Morales: Skrzydła Furii” – recenzja książki

Zawsze staram się podejść do każdego dzieła kultury bez wstępnych uprzedzeń, dlatego kiedy zabierałem się do lektury książkowego prequela gry Spider-Man: Miles Morales, zignorowałem moją niechęć do książek na licencjach, gier czy filmów. Zazwyczaj kojarzą się one z chęcią łatwego, szybkiego zarobku na znanej marce. Czy po zapoznaniu się z Moralesem autorstwa Brittney Morris zmieniłem zdanie na ten temat?

Po zerowe - wstęp

Brittney Morris pochodzi z Filadelfii, jest fanką gier oraz Marvela, o czym dała znać w podziękowaniach na końcu książki. Znajomość pajęczego uniwersum pisarki da się wyczuć w trakcie lektury, ponieważ świetnie potrafiła przenieść na prozę charakter dobrze znanych, komiksowych bohaterów.

Spider-Man Miles Morales: Skrzydła Furii jest oficjalnym prequelem gry Spider-Man: Miles Morales od studia Insomniac Games. Akcja rozgrywa się tuż przed rozpoczęciem fabuły cyfrowych przygód Milesa, a przejście jest płynne niczym między Rouge One, a Nową Nadzieją. Wszystko rozpoczyna się w trakcie przeprowadzki Moralesa i jego mamy do jego babci, spowodowane jest to tragiczną śmiercią ojca głównego bohatera. Podczas perypetii protagonisty można poznać jego zmagania z rasizmem, czy trudną adaptację do nowej okolicy, po przenosinach. Cały świat opisuje sam Miles, co tylko pogłębia imersję i pozwala „zanurzyć się” w ulicach Nowego Jorku.

Po pierwsze - klimat

Główną zaletą książki jest klimat, Morris dobrze zna materiał źródłowy, bo potrafi wpleść w dialogi smaczki dla fanów, jak chociażby, kiedy jeden z bohaterów określa coś jako suche jak żarty Johna Jonaha Jamesona. Czytając kolejne rozdziały świat wydaje się bardzo podobny do tego z pierwszego Pająka od Insomniac, co jest zasługą fantastycznych opisów stworzonych przez autorkę. Wraz z postępem historii, czytelnik co raz bardziej widzi jakim autorytetem dla Milesa jest Peter Parker i jakim darzy go szacunkiem. Pierwszy „Spidey” pomaga swojemu adeptowi w starciach z Vulturem i Starling i to właśnie ta rywalizacją napędza akcję.

Niestety, kiedy fabuła się rozpędza, sceny walki wydają się trochę zbyt statyczne, momentami wręcz chaotyczne i nie dają takich samych, pozytywnych odczuć jak obyczajowa część tej historii. Nie wpływa to jednak na fakt, że tempo rozwoju wydarzeń jest odpowiednie, rozdziały nie są przeciągnięte, nikt tutaj nie silił się na sztuczne zapychanie tekstem kolejnych kartek.

Po drugie– tłumaczenie

Ile razy w trakcie lektury myślimy o pracy tłumacza? Zapewne niezbyt często, ale praca Marty Ziegler z tekstem źródłowym w tym wypadku zasługuje na pochwałę. Sens zdań jest dobrze przetłumaczony, tłumaczka nie siliła się na sztuczne spolszczanie nazw własnych, co dla mnie osobiście jest dużą zaletą. Ciekawa jest też lokalizacja żartów, jak chociażby fragment, w którym Peter Parker mówi o odesłaniu przeciwników na karnego jeżyka.

Jeżeli mógłbym wspomnieć o dziwnej decyzji redakcyjnej, to byłaby to niewątpliwie kwestia przypisów. W pierwszym rozdziale możemy dowiedzieć się, że „Abuelita” to babcia, albo że banany warzywne, to specjalna odmiana używana w kuchni latynoamerykańskiej. Ku mojemu zdziwieniu, kolejne rozdziały nie zawierały już ani jednego wyjaśnienia, a zasługiwałby na to chociażby żart językowy związany ze znaczeniem słowa Vulture, czyli Sęp.

Po trzecie – problemy nastolatka

Skrzydła Furii, to pozycja skierowana zdecydowanie bardziej do nastolatków czy dzieci. Ja jako dorosły odbiorca, ku mojemu zdziwieniu, bawiłem się bardzo dobrze – były to odczucia podobne do oglądania kina familijnego. Fabuła nie zaskakuje, ale jest zgrabnie poprowadzona. Kwestie rasizmu są poruszane, ale według mnie potraktowane trochę po macoszemu, bez rozwinięcia czy nakreślenia szerszego spojrzenia, co może być problematyczne w odbiorze. Miles Morales w tej książce wciąż szuka siebie, radzi sobie po stracie ojca, odnajduje się w nowej okolicy, a to wszystko przyciągnąć nastoletnich czytelników.

Po czwarte – zmiana opinii

Na wstępie wspominałem, że traktuje pozycje na licencjach, jako skok na kasę, ale w wypadku tej pozycji, muszę powiedzieć, że nie miałem takich odczuć. Nie jest to może literatura najwyższych lotów, nie jest to książka zmieniająca życie, ale świetnie uzupełnia lukę pomiędzy dwoma grami Insomniac Games. W trakcie czytania przypomniało mi się, jak latałem długimi godzinami Peterem Parkerem między budynkami Nowego Jorku, a ogromna w tym zasługa Brittney Morris, która rewelacyjnie oddała klimat świata najbardziej znanego pająka na świecie.

Jest to pozycja, którą mogę polecić wszystkim fanom „Człowieka Pająka”, ja pozytywnie zaskoczyłem się tym, jak na chwilę znów „wsiąknąłem” w Nowy Jork i zamykając oczy, mogłem sobie wyobrazić Milesa i Petera, którzy przy pomocy sieci przemierzają zatłoczone ulice. Czas kończyć, bo czytając ostatnią stronę człowiek, naprawdę chce włączyć konsolę i wcielić się w rolę młodego adepta pośród pajęczych superbohaterów.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ