MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Wata wysokobudżetowa. „Loki” – recenzja trzeciego odcinka serialu

Wraz z trzecim odcinkiem, docieramy na półmetek naszej przygody z Lokim. Profilaktycznie ostrzegam już na wstępie – jest to zdecydowanie najsłabsza odsłona tej opowieści, a zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że może i nawet całej serialowej gałęzi MCU, niebezpiecznie rywalizując o ten niechlubny tytuł z fatalnym finałem WandaVision. Jakież to psoty tym razem spłatał nam Loki?

Kadr z serialu Loki

Nabici w butelkę

W branży serialowej dość popularnym zabiegiem narracyjnym jest tzw. epizod butelkowy (ang. bottle episode) – fabuła tak skonstruowana, by zminimalizować koszty produkcji. Jako że największe wrażenie na widzach powinno robić otwarcie i zakończenie sezonu, siłą rzeczy wymagają one odpowiednio wyższego budżetu. Oszczędności szuka się więc w odcinkach, gdzie obsada jest ograniczana do niezbędnego minimum, scenografia nie jest zbyt imponująca (a najlepiej, jakby bohaterowie utknęli w jakimś niewielkim pomieszczeniu), a efekty specjalne występują tylko wtedy, gdy są absolutnie konieczne. Czasami twórcy prowadzą taką historię na tyle umiejętnie, że nie gryzie się to z odbiorem całości, wykorzystując chwilę narracyjnego oddechu na pogłębienie relacji między postaciami. A czasami wychodzi to tak, jak w trzecim epizodzie Lokiego.     

Oczywiście, tu mamy MCU, pieniążki płyną wartkim strumieniem od samej Myszki Miki, więc o oszczędnościach nie może być mowy – ekran błyszczy od efektów specjalnych, realizacyjnie to wciąż najwyższa półka, a nawet i przygotowano dla nas choreografie walk i kilka eksplozji. Nie w tym rzecz. Całość narracyjnie wpisuje się w omawiany powyżej mechanizm, bowiem dwójka bohaterów wskutek pewnego zbiegu okoliczności zostaje uwięziona na pustynnej planecie bez możliwości ucieczki, a jedynym zajęciem będzie dla nich prowadzenie pełnej wzajemnych złośliwości dyskusji na tematy ważne i ważkie. Pomimo przepychu wizualnego, nie mogłem się pozbyć wrażenia, że nie jest to naturalna konsekwencja wydarzeń z poprzednich odcinków, a właśnie fabularna pauza. Ot, taka butelka klasy premium.

Kadr z serialu Loki
Kadr z serialu Loki

Mobius, wróć!

Serial rzuca nas tym razem do roku 2077 (wbrew pozorom, nie ma tu Keanu Reevesa i neonowej żółci;), celem zwiedzania układu Lamentis-1. Skąpana w fioletowym blasku przestrzeń, przysypana piachem aż po horyzont, z licznymi kanionami, pojedynczymi schronami i kosmicznym promem – jedyną dostępną drogą ucieczki. Z poprzedniego odcinka wiemy już, że wariant, którego od lat poszukuje TVA, ma w zwyczaju ukrywać się w miejscach skazanych na rychłą zagładę, maskując konsekwencje swoich działań – jakiekolwiek zmiany w kontinuum nie wpłyną na Świętą Oś Czasu, gdyż zgodnie z ustalonym porządkiem dana rzeczywistość i tak musi zniknąć z mapy uniwersum. Jako że oficjalne plakaty krążą już po sieci, mogę bez wyrzutów sumienia wspomnieć, że alternatywną wersją naszego Lokiego jest kobieta – Sylvie Laufeydottir (jej pełne miano pojawiło się w jednym z dokumentów w odcinku drugim). I to właśnie z nią bóg psot utknął na pustyniach Lamentis.

Kadr z serialu Loki

I tu pojawia się największy problem tego odcinka. Debata między Lokim, a… innym Lokim to potencjalnie prawdziwy samograj. Coś, czego widzowie mogliby oczekiwać od pierwszych zapowiedzi tego serialu. Tymczasem, między Tomem Hiddlestonem, a grającą Sylvie Sophie Di Martino nie czuć żadnej chemii. Owszem, próbują sobie udowodnić, które z nich lepiej włada magią, bądź kto obmyślił lepszy plan, ale są to standardowe zagrywki, których można się spodziewać po tak abstrakcyjnej sytuacji. I nie, nie jest to problem budowania fundamentów odcinka głównie na dialogach.

Dlaczego tak dobrze oglądało się dyskusje między Lokim, a agentem Mobiusem? Był tam pazur, starcie charakterów, próba sił. Tutaj tego nie widziałem. A gdy nasza para Lokich zorganizowała sobie zawody w tym, kto ustali lepszą definicję miłości, pozostało mi tylko przewracać oczami z niedowierzania. Co innego, gdy o wyższych uczuciach mówi Vision, którego relacja z Wandą jest podstawą istnienia, a co innego, gdy twórcy to samo próbują opowiedzieć ustami boga psot, o którego życiu emocjonalnym wiemy tyle, co nic. Zmarnowano naprawdę ogromny potencjał, by utopić go w serii mniej lub bardziej trafionych gagów. Pijany i śpiewający Loki? Jest. Fajerwerki z dłoni? Są. Śmieszne iluzje? Obecne. Jedyny pozytyw, jaki dostrzegam w tej całej sekwencji, to ustanowienie Lokiego pierwszą w MCU postacią biseksualną. Jeden z dialogów wyraźnie na to wskazuje, a Kate Herron, reżyserka odcinka, oficjalnie ten fakt potwierdziła. Mamy więc kolejną próbę reprezentacji mniejszości ze strony Marvel Studios. Szkoda tylko, że wyjście z szafy dokonało się w tak przeciętnym odcinku, ale zawsze to krok we właściwą stronę.

Kadr z serialu Loki
Kadr z serialu Loki

Epizod, którego nie było

Jako że jest to najkrótsza z dotychczasowych odsłona tej historii (niemal równe 40 minut), poza krótką wizytą w TVA, zakończoną błyskawicznie lądowaniem na Lamentis-1, czas ekranowy został praktycznie w całości wykorzystany na konfrontację słowną Lokiego i Sylvie. Brak tu zwrotów akcji, czy choćby próby popchnięcia głównej fabuły do przodu – gdyby wyciąć ten odcinek z narracji całego serialu, odbyłoby się to bez straty dla opowieści. Oczywiście, nie każdy epizod musi rozrywać ekran niesamowitymi wydarzeniami, a kończyć się twistem, który wywraca do góry nogami wszystko, co wiedzieliśmy do tej pory, ale jeśli poświęcamy te wszystkie atrakcje na rzecz rozbudowanego przedstawienia nam zupełnie nowej postaci, to przynajmniej ten jeden aspekt powinien stać się wartością dodaną całości.

Kadr z serialu Loki
Kadr z serialu Loki

A tak się niestety nie stało. Nie kupuję postaci Sylvie, nie jest dla mnie fabularnie atrakcyjna. Żeby nie było – to nie zarzut w stronę Sophie Di Martino, bowiem w przypadku castingów Marvel niemal zawsze trafia w punkt, a widzowi pozostaje uchylić kapelusza przed słusznością ich decyzji. Czekam więc, aż ta sztuka ponownie się uda, bowiem w epizodzie trzecim nie znalazłem niczego, czym mógłbym przekonać potencjalnego widza do ponownego spotkania z Lokim. Na domiar złego, nie zdarzyło się w tym odcinku absolutnie nic, co należałoby ukryć przed cierpiącymi na spoilerofobię (jak chociażby ja). A jeśli całą fabułę można streścić w kilku zdaniach, a widz i tak niczego by nie stracił, odpuszczając sobie seans, to równie dobrze ten odcinek mógłby nigdy nie powstać.

Rafał Halkowicz

Rafał Halkowicz

Niereformowalny wyznawca Hulka, pogodzony z syndromem popkulturowej osobowości wielorakiej. Oddycha komiksowym dymkiem, a otaczający go świat widzi w formie kadrów i onomatopei. W grach poszukuje Narracji Idealnej, stawiając opowieść ponad gameplay. Ucząc się na błędach Thanosa i Kratosa, wychowuje swą pierworodną w duchu geekowszczyzny. Razem czekają na list z Hogwartu.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ
Rafał Halkowicz
Author: Rafał HalkowiczNiereformowalny wyznawca Hulka, pogodzony z syndromem popkulturowej osobowości wielorakiej. Oddycha komiksowym dymkiem, a otaczający go świat widzi w formie kadrów i onomatopei. W grach poszukuje Narracji Idealnej, stawiając opowieść ponad gameplay. Ucząc się na błędach Thanosa i Kratosa, wychowuje swą pierworodną w duchu geekowszczyzny. Razem czekają na list z Hogwartu.