MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

I Ty zo5taniesz Pitagorasem! “A Tales of Synapse: The Chaos Theories” – recenzja gry

Jeżeli powyższy tytuł przywołuje Wam w głowach bolesne retrospekcje ze szkolnych ław – przyjmijcie moje serdeczne wyrazy współczucia, bowiem jesteście już tak samo starzy, jak ja. Seria podręczników do matematyki popularnych końcem ubiegłego tysiąclecia próbowała nam udowodnić, że w każdym z nas drzemie duchowy spadkobierca antycznych uczonych, a wzory skróconego mnożenia będą nam niezbędne każdego dnia dorosłego życia… Cóż. Zakładam, że jest wiele przydatnych zawodów, gdzie umiejętne obcowanie z cyferkami jest wymagane, a nawet i niezbędne. Chwała wszystkim, którzy podążyli ścieżką naukowca z Samos, bo droga to niełatwa i do bólu logiczna. Jeśli jednak tablica szkolna w trakcie trwania nauk ścisłych była równie czytelna, co kod Matrixa, to nie mam dobrych wieści – A Tales of Synapse: The Chaos Theories, debiut francuskiego studia Souris-Lab może wywołać u Was szok anafilaktyczny. Ta indie platformówka 2D, wydana pod skrzydłami Tesura Games, pęka w szwach od geometrii, układów współrzędnych, symetrii i innych atrakcji, których widok niekoniecznie powinien kojarzyć się z przyjemną rozrywką. Czy tak jest w istocie, dowiecie się, podążając śladami tej recenzji. Na ten moment mogę jedynie zdradzić, że w tym tekście to literki wygrały starcie z liczbami.

Screen z gry A Tales of Synapse: The Chaos Theories
Screen z gry A Tales of Synapse: The Chaos Theories

Piekło humanisty

Obszarem naszych działań w A Tales of Synapse jest przeurocza kraina Héméide, zamieszkana przez białolicych, przywodzących na myśl skrzyżowanie duchów i dżinów, Synapsian, którzy wzgardzili przyrodą i nauką, poświęcając się bezmyślnej i egoistycznej egzystencji. Nieco inaczej na świat patrzy protagonista całej przygody – Nèro, uwielbiający przesiadywać w lokalnej bibliotece, gdzie dowiaduje się o tajemnicach wszechświata od zawiadującego obiektem poczciwego Psygi.

Spokojnie, sielanka kończy się wraz z animacją wprowadzającą do opowieści, a nam przyjdzie się zmierzyć z 48 poziomami, które opanowały koszmary uwolnione przez tytułowe Teorie Chaosu (ang. The Chaos Theories). Przypadek bowiem sprawił, że w trakcie sprzątania bibliotecznej piwnicy, Nèro otwiera nie tą książkę, co trzeba, zło się rozlało i teraz trzeba to posprzątać, wykorzystując swoje matematyczne umiejętności.

Absolutnie każda z zagadek w grze, której rozwiązanie odblokuje nam przejście do kolejnego etapu, związana jest z królową nauk i jej podwładnymi. O ile na początku przypomnimy sobie na czym polega dodawanie i odejmowanie, a zaraz po nich mnożenie i dzielenie, to bardzo szybko, wraz z postępami, dotrzemy do bardziej (lub mniej, ale raczej bardziej;) rozbudowanych zagadnień. A gdy na ekranie pojawią się sinusy i tangensy, a w notatniku ukażą się wiadomości o sumach kątów w trójkącie, przyprostokątnych i innych medianach, to człowiek poważnie zaczyna wątpić w zdobyte tytuły naukowe. Na szczęście, gra dysponuje systemem podpowiedzi, których udzielać nam będzie drugi z bohaterów opowieści – Sci, przemądrzała i lewitująca meduza.

Screen z gry A Tales of Synapse: The Chaos Theories
Screen z gry A Tales of Synapse: The Chaos Theories

Takiego jednego, jak nas dwóch

Bardzo szybko w grze przyjdzie nam sterować nie jedną, a dwiema postaciami równocześnie. Człekokształtny Nèro biega, skacze i walczy, a Sci może przenikać niedostępne dla swojego kompana przestrzenie, podnosić i przenosić obiekty, a nade wszystko – potrafi przywołać Biały Wymiar (ang. White Dimension), filtr obrazu, ukazujący niewidoczne na pierwszy rzut oka ścieżki do rozwiązania zagadek. Co ważne, podczas przebywania w Bieli, druga postać jest nieruchoma, więc tryb ten służy jedynie do poruszania się lewitującą meduzą i główkowania nad tym, co począć. Bez wątpienia, możliwość spojrzenia na planszę w negatywie urozmaica rozgrywkę i może wyróżniać A Tales of Synapse na tle innych gier logicznych. Szczególnie, że oprawa audiowizualna tego indyka naprawdę może cieszyć oko, więc dopracowanie obu wariantów rzeczywistości to tak naprawdę podwójna robota dla studia, którą warto docenić.

I tu niestety dochodzimy do największego mankamentu omawianego tytułu, czyli sterowania i pracy kamery. Dwie grywalne postacie sprawiły, że twórcy pokusili się o lokalny co-op, który nie został chyba dostatecznie dopracowany. Tytuł zadebiutował na Switcha i PCty, a mi przypadła w udziale ocena tej drugiej wersji. Testując najbardziej naturalny dla tej platformy kontroler, czyli mysz+klawiaturę, bardzo szybko poddałem się, ponieważ biegając po platformach klawiszami, a lewitując między nimi gryzoniem, groziło mi rozdwojenie jaźni. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, by sterowanie dwiema postaciami rozdzielić w ten sposób, ale nie był to jego najlepszy dzień. Pomogła za to przesiadka na pada, bo tu zdecydowano się na patent „jednak gałka = jedna postać”, a do tego zdolności Sci (przenoszenie przedmiotów i filtrowanie rzeczywistościami) obsługujemy triggerami. Gra oferuję jeszcze jedną atrakcję w kwestii sterowania, czyli wspomniany wcześniej co-op. Jak to działa?

Otóż, przeraźliwie nudno. Grałem w duecie z żoną, grałem w duecie z pociechą i opinie są zaskakująco zgodne – drugi gracz usypia przy A Tales of Synapse. Podpięcie drugiego kontrolera skutkuje rozdzieleniem postaci, przez co jeden bohater odpowiada za eksplorację mapy, a drugi za zagadki. Co gorsza, biegnąc Nèro, kamera podąża tylko za nim, totalnie ignorując drugą postać (i ewentualnie drugiego gracza w co-opie) i teleportuje go za plecy głównej postaci. Obojętnie, co w danym czasie tamten robił. A jeśli na domiar złego, latający antagonista przenosił jakiś istotny dla danego etapu przedmiot, to przekraczając widoczną krawędź mapy, automatycznie go upuszcza. Pierwszy gracz musi więc wrócić do miejsca, gdzie drugi gracz coś upuścił nie dlatego, że był niezdarą, a dlatego, że tak właśnie działa praca kamery w tej produkcji. To frustrujące doświadczenie dla obu grających, przez co najlepiej The Chaos Theories poznawać w pojedynkę. A może podtytuł tej produkcji to symbol skruchy świadomych swych niedociągnięć developerów? Raczej nie, ale gdyby tak było, spojrzałbym na kooperacyjną mechanikę dużo przychylniejszym okiem.

Screen z gry A Tales of Synapse: The Chaos Theories
Screen z gry A Tales of Synapse: The Chaos Theories

Trójkąty i kwadraty robią koła

Gdy oswoimy się już z nieprzychylną nam kamerą (poważnie, niektóre ściany tekstu pojawiające się na ekranie są ucinane w połowie przez jego krawędzie – mam na to screeny), pozostaje nam się cieszyć naprawdę przyjemnym platformerem. Gra z miejsca przypomina takie szlagiery jak Ori and the Blind Forest, Hollow Knight, czy ubisoftowe Child of Light, choć nie mogę się pozbyć wrażenia, że to porównanie może być krzywdzące dla każdego z wymienionych tytułów, bowiem zapisały się one w historii branży swoją unikatowością, a A Tales of Synapse jedynie odtwarza pewne ich mechaniki, czy graficznie tropy. To, co jednak wyróżnia produkcję Souris-Lab na tle innych gier z gatunku to ten matematyczny sznyt – na każdym kroku natrafiamy na cyfry i geometryczne kształty, które są integralną częścią pejzażu, dzięki czemu tego tytułu nie można pomylić z żadnym innym na rynku. Oprawę domykają przyjemne dla ucha melodie, przypominające muzykę relaksacyjną.

Do tego w ofercie mamy zagadki, które naprawdę pobudzają szare komórki do wysiłku, oparte o prawdziwie matematyczne zagadnienia (a dodatkowo utrudniane logiką świata przedstawionego), będące solidnym wyzwaniem dla wielbicieli gier logicznych. Menu podręczne skrywa podzielone na pięć kategorii drzewko umiejętności, gdzie możemy rozbudowywać naszych bohaterów. A to wszystko dzięki zbieranym w trakcie eksploracji kulom energii, których liczba jest cały czas widoczna na ekranie. Warto obserwować ten konkretny wskaźnik w miarę regularnie, bowiem każde zadane nam obrażenia zmniejszają ich ilość. Nie możemy w The Chaos Theories umrzeć, ale stan naszych punktów doświadczenia może zmaleć do zera w rytm przegrywanych nieustannie pojedynków.

Screen z gry A Tales of Synapse: The Chaos Theories
Screen z gry A Tales of Synapse: The Chaos Theories

Skoro już przy nich jesteśmy, to na drodze staną nam też zajmujący znaczne części mapy bossowie, których pokonać możemy, dzięki, dobrze zgadliście, potędze matematyki. Robimy obliczenia, uruchamiamy zapadnie, zrzucamy coś na łeb giga-złolowi, skaczemy na drugi koniec mapy, po raz kolejny obliczamy, itd…. Także, nawet w tak kluczowych dla gier sytuacjach podwyższonego ryzyka, królowa nauk nam nie odpuści i oprócz skakania zmuszeni jesteśmy kalkulować. I to niekoniecznie stosunek obrażeń do pozostałych w ekwipunku leczniczych mikstur.

Krain o zróżnicowanym charakterze mamy cztery, wyzwania są podzielone na 48 poziomów, co daje nam łącznie… kilkanaście godzin zabawy. Długość obcowania z A Tales of Synapse uzależniona jest oczywiście od poziomu pomarszczenia naszej kory mózgowej i czasu, jaki zajmować nam będzie rozwiązywanie kolejnych zadań z niewiadomą. Oprócz obowiązkowych aktywności związanych z eksplorowaniem i główkowaniem, gra oferuje nam możliwość odnalezienia wszystkich zaginionych wśród chaosu Synapsian, w liczbie 62. Są to NPCe, które jednym zdaniem podsumują swoją obecną sytuację, podziękują za odnalezienie, bądź zlecą kolejne wyzwanie, związane z, tu niespodzianka, kolejnymi łamigłówkami. Ich opisy, podobnie, jak i zbiór wszystkich zasad matematycznych, wraz z lakonicznym w formie bestiariuszem, znajdziemy w menu podręcznym, tuż obok drzewka rozwoju.

Screen z gry A Tales of Synapse: The Chaos Theories
Screen z gry A Tales of Synapse: The Chaos Theories

Mamo, ale ta gra się na mnie uwzięła!

A Tales of Synapse: The Chaos Theories działa wyśmienicie jako zbiór wyzwań dla fanów gier logicznych, trochę gorzej jako gra platformowa, a nie sprawdza się w ogóle jako tytuł kooperacyjny. Wbrew moim humanistycznym obawom, warstwa matematyczna nie odrzuca przy bliższym poznaniu, ale raczej nie będzie przyczynkiem do przejścia na emeryturę dla korepetytorów – przedstawione tu mechanizmy, choć zgodne z prawidłami naukowymi, nie będą dobrym narzędziem edukacyjnym i działają jedynie w obrębie omawianego tu tytułu. Jeśli choć jeden gracz, po kontakcie z produkcją Souris-Lab zainteresuje się meandrami nauk ścisłych, to warto było tą grę zrobić. Teorie Chaosu oferują naprawdę sporo, jednocześnie często rzucając kłody pod nogi niedoróbkami technicznymi, ale tylko od nas i naszego samozaparcia zależy, jak wiele odkryjemy podczas podróży przez te matematyczne labirynty. Ja już Pitagorasem raczej nie zostanę, ale może Tobie się uda?

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ