GRAPODPADA

MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

CZYŻ TU NIE UJEŻDŻA SIĘ KONI?„KOWBOJ NA BETONOWEJ PRERII” – RECENZJA

FOTOS Z FILMU KOWBOJ NA BETONOWEJ PRERII

Przy myśleniu o najbardziej klasycznym i efektywnym trybie narracji filmowej, pierwszym moim skojarzeniem jest subiektywizacja przekazu za pomocą wprowadzenia bohatera w zupełnie obce środowisko. Naturszczyk, postać odmienna od reszty zostaje pozostawiona sama sobie. Odgrywa więc rolę przewodnika dla oglądającego,
ich punkt widzenia staje się taki sam. Zabieg to prosty, lecz mogący wygrać serca widzów skrycie kibicujących rzeczonemu bohaterowi, żyjących jego wzlotami
i upadkami. Wszelkiego rodzaju nietrafność elementów przekazu łatwiej wybaczyć, jeśli widz gra po stronie filmowca. Nie wygląda to również na operację przeprowadzaną wyłącznie z pragmatycznej potrzeby usilnego dopasowania się w gusta większości. Taka konstrukcja stwarza możliwość kreowania historii mogącej zawładnąć wyobraźnią w podobnym stopniu jak multiplikacja cekinów na pinokiowym Polu Cudów. Przykładów nie brak choćby w tegorocznym zestawieniu oscarowym. Film, który prawdopodobnie już zaraz zakończy galę z kilkoma statuetkami – Nomadland Chloe Zhao, na równorzędnych zasadach egzekwuje dramat bohaterki poprzez wprowadzanie jej w środowisko tytułowych nomadów.

FOTOS Z FILMU KOWBOJ NA BETONOWEJ PRERII

Do tego rodzaju klasycznych założeń odwołuje się międzynarodowo rozpowszechniany przez Netflix film Kowboj na Betonowej Prerii, goszczący na platformie od 2 kwietnia. Bohaterem zostaje Cole, który wyrzuceniu z domu zawdzięcza wątpliwą przyjemność adaptacji się w środowisku urban cowboys w północnej części miasta Filadelfia. Czarnoskóra społeczność zajmuje się utrzymywaniem koni w industrialnym pejzażu, mając się za kultywatorów długowiecznej tradycji. Szybko staje się klarowne,
że takiemu stylowi życia daleko do gracji ukochanych zwierząt. Nieustanne batalie o grunt miejski dzierżawiony pod stajnie to właściwie codzienność. Przedzielana jest jedynie ulotnymi momentami prawdziwego szczęścia splecionego z samymi końmi. W roli rozerwanego między dwoma światami protagonisty występuje Caleb McLaughlin, kojarzony najpewniej z serialu Stranger things. Na czele „ostatniej stajni” stoi Harp, z powodzeniem powołany do życia przez jak zawsze pełnego aktorskiego wdzięku Idrisa Elbe.

FOTOS Z FILMU KOWBOJ NA BETONOWEJ PRERII

Przywołany wcześniej Nomadland nie znalazł się tu przypadkowo. Oba filmy współdzielą podobną estetykę zadumy nad społecznością jako jednostką kształtującą jej członków. Odświeżające wydaje się tu zestawienie postaci granej przez Frances McDormand, wnoszącej swój bagaż życiowych doświadczeń, i bardziej konserwatywnie przedstawianego Cole’a – nastolatka znajdującego się w momencie idealnym do kształtowania. Dziecięca wrażliwość miesza się już dorosłą potrzebą stabilizacji, co tylko uwiarygadnia mimowolne nasiąkanie wiedzą i przeżyciami nowych znajomych. Funkcjonują zasady pokrywające się z widzowskim zgłębianiem świata przedstawionego za pomocą ekspozycji.

Tam, gdzie film Chloe Zhao kieruje się do wewnątrz, debiut Rickiego Stauba wychodzi na zewnątrz. Pogłębienie postaci kowbojów sprowadzone jest do realizacji się wobec rzeczywistości, odnalezienia się w niesprzyjających warunkach przy pozostaniu w zgodzie ze swoim duchem. Oba filmy współdzielą także zwrot bohaterów ku tradycji, próby odkrycia ładu przy powrocie do „korzeni”, życia na wzór własnych przodków. Cole musi zadecydować, czy chciałby tworzyć swoją tożsamość na podstawie pryncypia długo niewidzianego kuzyna, drobnego gangstera (tu Jharrel Jerome, rozpoznawany przede wszystkim z oscarowego Moonlight), czy zawierzyć się egzystencji wśród końskiego łajna.

FOTOS Z FILMU KOWBOJ NA BETONOWEJ PRERII

Kowboj na Betonowej Prerii portretuje w końcu niepozorny wyłom współczesnej Ameryki, gdzie indywidua muszą zostać na uboczu, zepchnięte na margines przez wyższe dobro mas. Podjęcie wątków zakorzenionych w instytucjach nierówności rasowych zostaje jedynie wyraźnie zaakcentowane. Jak przystało na film o definiowaniu swojej tożsamości, najciekawiej malują się sceny, gdzie bohaterem staje się sama społeczność. Linię podobieństw przeprowadzić można z zeszłoroczną antologią Steve’a McQueena Small Axe, zwłaszcza epizod Mangorve z podobną czułością portretuje zabawę mniejszości z Indii Zachodnich w londyńskim barze. Długie ujęcia w rytm muzyki to apoteoza wspólnego przeżycia. Wyzwalający moment wolności daje poczucie jedności, niemożliwej do złamania nawet przez opresyjne prawo. Członkowie grupy kowbojów, podobnie jak bohaterowie Nomadland, odgrywani są przez naturszczyków, co jeszcze dosadniej rezonować może jako na poły voyerystyczna wycieczka
w mikroświat, nieosiągalny inaczej niż za pośrednictwem ekranu.

FOTOS Z FILMU KOWBOJ NA BETONOWEJ PRERII

Porządkowanie szaleństwa współczesnego świata za pomocą właśnie takich historii zdaje się wciąż rezonować z publiką. Mimo podania w dość klasycznych ramach, żeby nie powiedzieć – w fabularnych kliszach, film Rickiego Stauba nie popada w romantyzowanie namacalnych problemów na potrzeby zbudowania dramatyzmu. Znowu, jak w przypadku filmów Zhao (warto przypomnieć sobie Jeźdźca z 2017 roku), świadectwa te dostarczyć mają zadumy czy nawet wzbudzać katartyczne uczucia, dzięki którym chaos codzienności plasuje się marginesie priorytetów. Popyt na takie przeżycia będzie stały, bo na koniec każdy, zamiast być Amerykaninem, chciałby stać się człowiekiem.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ