MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Previous
Next

Czy to prawdziwy początek kina superhero? „Spider-Man” – recenzja filmu

Człowiek-pająk jest obecnie tematem, który nie schodzi z ust wszystkich popkulturowych maniaków. Fani prześcigają się w wymyślaniu teorii dotyczących najnowszej części przygód jednego z najpopularniejszych superbohaterów, a zwiastun tej produkcji dosłownie rozbił bank. Co w takiej sytuacji, skoro na Bez Drogi do Domu jeszcze trochę sobie poczekamy, może zrobić człowiek uzależniony od Marvela? Zacząć rewatch wszystkich poprzednich Spider-manów! Podjąłem się wyzwania obejrzenia każdego aktorskiego, pajęczego filmu (oczywiście spośród tych związanych z Sony i Marvel Studios, te z lat 70. na ten moment zostawiam w spokoju) i zrecenzowania ich na łamach portalu dla każdego gracza (i nie tylko!). Zapraszam do lektury przemyśleń związanych z pierwszym obrazem o Peterze Parkerze!

Fotos z filmy Spider-Man

(Prawie) 20 lat minęło

Choć pewnie niektórym będzie trudno w to uwierzyć, to Tobey Maguire zadebiutował w stroju zdobionym pajęczą siecią w 2002 roku. Reżyserem filmu został twórca Martwego Zła – Sam Raimi, chociaż pod uwagę brano inne wielkie nazwiska. Pośród kandydatów wymieniano m.in. Rolanda Emericha, Tima Burtona, Anga Lee. M. Night Shyamalana, czy Davida Finchera. Scenarzystą został David Koepp, co ciekawe jego historia jest mocno inspirowana innym pomysłem, który miał zrealizować… James Cameron. Sony zdobyło prawa do tej wersji, po tym, jak zakupili MGM, ponadto Cameron już prawie rozpoczął zdjęcia do swojego Człowieka-pająka, ale projekt upadł. Wracając do twórcy, z którym ostatecznie współpracował z Raimi, to warto nadmienić, że miał on już na swoim koncie dobrze przyjęte pozycje, czyli dwie pierwsze odsłony Jurassic Park oraz Mission Impossible.

 Skoro wybrano już osobę za sterami i pomysł na fabułę znalazł się na kartkach papieru, to ktoś musiał to wszystko odegrać. W rolę Petera Parkera zaangażowano Tobeyego Maguirea. Fani byli przeciwni temu wyborowi, trochę przypominało to reakcję na casting Roberta Pattinsona jako Batmana, ale Raimi obiecywał, że po pierwszych minutach wszystkie obawy odejdą w niepamięć. Studio potencjalnie widziało na stanowisku Maguirea takich aktorów jak: Leonardo Di Caprio, Jude Law, czy Heath Ledger. Jak to często bywa, Tobey rywalizował m.in. z Jamesem Franco, który ostatecznie został Harrym Osbornem, a także Joe Moanganiello, czyli późniejszym Flashem Thompsonem.

Zapewne wielu fanów, kiedy tylko myśli o Green Goblinie, to przed oczami ma Willema Dafoe. Czy potraficie sobie wyobrazić, że potencjalnie Normanem Osbornem zostać mogli: Nicolas Cage, John Malkovich, a nawet Jim Carrey? Na szczęście odrzucili propozycję, co pozwoliło nam cieszyć się kreacją Dafoe. Aktor z Wisconsin zaangażował się w 100% i zapewne zaskoczył ekipę, kiedy zaczął naciskać na ciągłe noszenie niewygodnego stroju rywala Spider-Mana. Powód? Uważał, że kaskader nie będzie w stanie odegrać mowy ciała, jaką powinien charakteryzować się ten bohater.

Mary Jane Watson, czyli Kirsten Dunst, prawda? Taka była ostateczna decyzja, a „po drodze” odrzucono Kate Bosworth, Elizabeth Banks, Elizę Dushku, czy Menę Suvari. Propozycję otrzymała też Kate Hudson, ale tym razem to ona nie była zainteresowana.

Fotos z filmy Spider-Man

Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność

Zanim przejdę dalej, chciałbym zaznaczyć, że udało mi się obejrzeć wersję DVD z lat 2000 oraz wersję 1080p z wydania Blue-ray i w zależności od tego, którą z nich się ogląda, odbiór efektów specjalnych może być trochę inny. Niezależnie od podjętych decyzji uświadczymy ten sam początek… ANIMOWANE INTRO!

Powyższy klip ma ponad 6,5 mln wyświetleń na YouTube! Pomimo, że bardzo się zestarzał, to ma swój niepowtarzalny vibe, a muzyka od razu przenosi widza na ulice Nowego Jorku.

Raimi i spółka serwują nam origin story Petera Parkera. Jaki jest ten nastolatek odgrywany przez 25-letniego Maguirea? Fajtłapowaty kujon, którego życie nie oszczędza. Historia dopiero się zaczyna, a on już musi gonić szkolny autobus, który uciekł mu (zapewne sprzed nosa) chwilę temu, co zapewnia wspaniałą rozrywkę jego kolegą ze szkoły, a nawet kierowcy. Dzięki MJ wstawiającej się za niego, dołącza on do reszty wycieczki, ale żarty się nie kończą, bo nie dość, że Parker nie ma gdzie usiąść, to na dodatek ktoś podstawia mu nogę. Jakby tego było mało, to jego najlepszy przyjaciel Harry Osborn kradnie jego ciekawostkę o pająkach (którą przed chwilą nazwał „nudną”), żeby zaimponować Mary Jane. Istny koszmar.

To wszystko odmienia jedna chwila, kiedy podczas robienia zdjęcia pannie Watson, fotograf-amator zostaje ukąszony przez nowy gatunek pajęczaka. To, co na początku przypomina rekcję na jad, ostatecznie ma ogromny wpływ na życie chłopaka, który zaraz ma wybrać się na studia. Choć z zewnątrz można zobaczyć odmianę, jak choćby nabranie masy mięśniowej, czy poprawa wzroku, to we wnętrzu Petera wszystko jest takie samo. Nadal jest nieśmiałym sąsiadem MJ, który boi się zagadać do swojej odwiecznej miłości.

Droga do zostania superbohaterem nie jest dla protagonisty usłana różami. Trzeba przyznać, że z każdą kolejną nauką, przychodzi scena, która odznacza się czymś szczególnym. Na przykład „pajęczy zmysł”, najpierw Spidey ratuje Mary Jane, której jedzenie prawie wylądowało na ziemi, bo ta moc pozwoliła mu to wyczuć. Co ciekawe, ta słynna scena nagrana była bez użycia efektów specjalnych! Tobey musiał spróbować złapać spadające przedmioty ledwie 156 razy.

Następnie słynna bójka z „Flashem” i cudowna sekwencja ukazująca jak Peter wyczuwa, po kolei muchę, czy latające w powietrzu przedmioty.

Osobiście, najbardziej lubię lekko humorystyczny przebieg wydarzeń związany z pierwszym spacerem po ścianie, skakaniem po budynkach oraz odkryciem, że jego przegub dłoni potrafi wytwarzać sieć.

Sekwencja, którą wspominam pokazuje, jak prezentowało się CGI w tej produkcji i trzeba przyznać, że choć widać draśnięcie zębem czasu, to są momenty, gdzie Człowiek-pająk potrafi wyglądać lepiej, niż ten od Marvel Studios, który przemierza jedynie niebieskie pokoje. Wystarczy włączyć sobie pościg Spider-Mana za (UWAGA SPOILERY! Chociaż zakładam, że jest to tak znany fakt, który trafił na tysiące memów, że nikogo to nie zaskoczy) zabójcą wujka Bena. Główny bohater nie tylko w ferworze akcji poznaje sztukę huśtania się na sieci, ale i skacze pomiędzy samochodami, co pomimo upływu lat nadal zapiera dech w piersiach. Pogoń okazuje się skuteczna i Parker konfrontuje się z przestępcą. Był to jeden z najdogłębniej analizowanych przeze mnie momentów, ponieważ większość fanów komiksów wie, że Spidey nie chce zabijać. Dlatego też uważam, że śmierć jego przeciwnika w tym przypadku, to była doskonała decyzja fabularna. Chociaż sam Parker nie popełnił morderstwa, to ich szamotanina doprowadziła do tych fatalnych skutków. Pokłony dla Maguirea, który zaprezentował taką wściekłość, że na plecach pojawiają się ciarki (KONIEC SPOILERÓW! Jak na razie.).

Nie samym Spider-Manem człowiek żyje

Pierwsza część trylogii Raimiego jest zazwyczaj dobrze odbierana, ale to nie jest jedynie zasługa Maguirea, tym bardziej że nie każdy lubi jego wersję Petera Parkera. Po pierwsze Willem Dafoe. Green Goblin to jeden z filarów tej produkcji, nie tylko fabularnie, bo jego relacja z synem, to jeden z głównych wątków, ale również patrząc na aktorstwo. Dafoe wspaniale pokazuję pogłębiające się wariactwo Osborna i za każdym razem, kiedy pojawia się na ekranie, to robi lub mówi coś wręcz ikonicznego. (UWAGA KOLEJNE SPOILERY!) W tym miejscu chciałbym pochwalić osobę, która wymyśliła, żeby płynnie przejść od wysadzenia bunkra przez Goblina, do słynnego podrzucania biretów na uczczenie ukończenia liceum (KOLEJNY KONIEC SPOILERÓW! Tym razem już chyba ostatni.). 

Kolejną postacią jest Harry Osborn, syn Normana, przyjaciel Petera. Jego relacja  z ojcem jest trudna, a to wszystko pogarsza fakt, że jest on pod wielkim wrażeniem naukowych umiejętności Parkera, a swoją latorośl traktuje, co najmniej oschle. Pomiędzy przyjaciółmi też pojawiają się zgrzyty, które młody James Franco odgrywa w wiarygodny sposób. Wybory castingowe były ogólnie bardzo trafione, chemia pomiędzy Franco i Maguirem, ale także pomiędzy tą dwójką i Kristen Dunst jest niezaprzeczalna.

Mary Jane Watson, każdy, kto tak jak ja wychował się na animowanych przygodach Spider-Mana, to kojarzy jako najważniejszą miłość Petera. Jak wypada w tej roli Dunst? Moim zdaniem bardzo dobrze. Warto skupić nad tym, jak tragiczna jest to postać w tej historii. Młoda dziewczyna marząca o aktorskiej karierze, mieszka w patologicznym domu, gdzie ojciec znęca się psychicznie (możliwe, że również fizycznie) nad nią i jej matką. Nie może znaleźć szczęśliwej miłości, a w święto dziękczynienia dowiaduje się, że jej teść (a właściwie Green Goblin) ma o niej nie najlepsze zdanie. MJ niewątpliwie dostaje od życia z każdej strony, zupełnie jak jej sąsiad.

Na koniec prawdziwa wisienka na torcie, John Jonah Jameson! Rewelacyjny J.K Simmons wcielił się w redaktora naczelnego Daily Bugle z ogromnym kompleksem Spider-Mana. Z każdym jego pojawieniem na ekranie chce się go oglądać więcej. Pomimo tego, że właściwie jest to postać z cechami negatywnymi, w końcu nienawidzi naszego ulubionego bohatera, to moim zdaniem nie ma sposobu, żeby go nie uwielbiać.

Fotos z filmy Spider-Man

Klimat na pierwszym miejscu

To, co według mnie najbardziej przyciąga do Człowieka-pająka od Raimiego, to niepowtarzalna atmosfera. Fakt, że powstał on w 2002 roku, jeszcze bardziej potęguję klimat. Muzyka odgrywa w tym ogromną rolę. Po drugim seansie zorientowałem się, że o ile się nie mylę, to dopiero napisy końcowe przyniosły nam piosenkę z wokalem. Serio! Motywy muzyczne wykorzystane w tym filmie zostają z widzem jeszcze długo po seansie.

Przez tyle lat fani nadal chętnie wracają i odwołują się do tej pozycji. Jest to jedna z produkcji, które odniosły największy sukces kasowy, ale i swego rodzaju fenomen kulturowy. Wiele tekstów weszło do codziennego użycia, ale także trafiło na tak kochane przez nas memy. Linijki takie jak: „I missed the part where that’s my problem”, “I’m something of a scientist myself”, czy “With great power comes great responsibility” zna chyba każdy pajęczy-fan.

Te wszystkie elementy z dodatkiem scen, który opisywałem wyżej, czy tymi, które pominąłem, jak chociażby projektowanie stroju przez Petera to wybuchowa mieszanka nostalgii i naprawdę solidnego kina superhero. Pamiętam, że jako dziecko bardzo lubiłem film Raimiego i po tych co najmniej parunastu latach, nic się nie zmieniło. Polecam każdemu odświeżyć sobie tę pozycję, bo naprawdę to niesamowita podróż do początków, raczkujących produkcji o superbohaterach, a ja tymczasem wracam do oglądania kontynuacji. Alfredzie Molino, zobaczymy co, przygotowała Twoja wersja Doktora Octopusa!

Podziel się ze znajomymi:

Share on facebook
Udostępniam
Share on twitter
Udostępniam
Share on reddit
Udostępniam

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ