MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

HEAR ME ROAR. „Cruella” – recenzja filmu

Nawet nie wiecie, jak bardzo mi brakowało seansów na wielkim ekranie. Ubiegły rok pozamykał nam wszystkim multipleksy, co niestety przełożyło się na brak znaczących premier filmowych zarówno polskich, jak i zagranicznych. Od 21 maja jednak kina wznowiły u nas swoją działalność, startując od razu z kilkoma ciekawszymi premierami. Niewiele się nad tym zastanawiając, kupiłem bilety na Cruellę, wyruszyłem do jednego z nich w moim rodzinnym mieście spragniony nowych wrażeń i stęskniony za tą całą otoczką towarzyszącą tego rodzaju wyprawie.

Fotos z filmu Cruella

Bo najlepsze historie są te, które już znamy?

Na swój pierwszy seans po tej dłuższej nieobecności w kinie wybrałem film Cruella, ponieważ nie ukrywając, jestem fanem animacji Disneya i mój Boże jak dobry był to wybór. Jednak nie uprzedzajmy faktów. Od jakiegoś czasu możemy obserwować, iż Disney postanowił odświeżyć swoją pokaźną bazę, tworząc filmowe adaptacje klasycznych animacji – niejednokrotnie odchodząc przy tym od historii, jakie znamy od lat, wprowadzając mniejsze lub większe zmiany. Nie inaczej jest w przypadku Cruelli, która opowiada historię antagonistki znanej z animacji 101 Dalmatyńczyków z 1961 roku. Animacji, która notabene doczekała się już swojej filmowej adaptacji w 1996 (101 Dalmatyńczyków) oraz 2000 (102 Dalmatyńczyki), gdzie w rolę Cruelli wcieliła się Glenn Close.

Jeśli mam do czegoś porównać najnowsze dzieło ze stajni Disneya to myślę, że koncepcyjnie najbliżej mu do filmu Czarownica z 2014 roku, który opowiadał historię Diaboliny – antagonistki znanej z historii o Śpiącej Królewnie. Tak jak w przypadku wyżej wymienionego dzieła Cruella ukazuje nam origin story znanej postaci, starając się jednocześnie nieco „wybielić” jej historię.

W filmie mamy okazję śledzić losy tytułowej bohaterki w zasadzie od momentu narodzin, do kończącej sceny po napisach (myślę, że nie będzie to specjalny SPOILER, jeśli to zdradzę), która jest niczym innym jak ewentualnym wstępem do zbudowania historii znanej z 101 Dalmatyńczyków. Dostajemy więc zupełnie nową historię postaci, którą znamy, ale dzięki której nabiera ona zdecydowanie większej głębi.

Fotos z filmu Cruella

Disney w swojej szczytowej formie

Mimo faktu, iż od lat Disney trzyma niesamowicie wysoko zawieszoną poprzeczkę w rozrywkowej branży filmowej, wypuszczając na rynek co raz więcej nowych franczyz, tak poprzednie adaptacje life-action ich klasycznych animacji spotykały się z dość zróżnicowanym odbiorem. Być może miał na to wpływ fakt, że niektóre z nich tak mocno zakorzeniły się w naszej świadomości i szeroko pojętej popkulturze, że ciężko było nam się przestawić na inny odbiór znanych historii.

W Cruelli wytwórnia trafiła jednak w przysłowiową dziesiątkę!

Ten tytuł nieco umyka klasyfikacji, jednak jeśli miałbym go już gdzieś przyporządkować, to poza wspomnianym już „origin story” myślę, że mogę z czystym sumieniem określić Cruellę jako heist-movie i to niesamowicie dobry! Mamy tu wszystko, co charakteryzuje  film tego gatunku: klimat kryminału z grupą ludzi planującą i podejmującą próbę kradzieży zakończoną ucieczką z miejsca przestępstwa i przeplataną licznymi zwrotami akcji. Ocean’s 8 z 2018 r. może się schować ze wstydem przy Cruelli.

Słyszałem również niedawno opinię o podobieństwie tego obrazu do Jokera Todda Philipsa. Jednak, mimo iż rozumiem, dlaczego takowa powstała, to polemizowałbym z nią, wysnuwając być może śmiałą tezę, jakoby Cruella stwarzała sama sobie własną niszę na rynku filmowym. Być może to wspomniane wyżej podobieństwo wynika z faktu, że tu również pokazano przemianę główniej postaci na zasadzie pewnego dualizmu osobowości i powolnego odpływania w odmęty szaleństwa. Jednak Cruella uderza w zupełnie inne tony niż obraz o „klaunie z Gotham”, który to podczas całego seansu zrzucał na mnie coraz większy balast emocjonalny, aby ostatecznie mnie pod nim zmiażdżyć. W przypadku Cruelli przez te ponad 130 min spędzonych na sali kinowej bawiłem się po prostu świetnie, a uśmiech praktycznie nie schodził z mojej twarzy.

Fotos z filmu Cruella

Emmy dwie

Nie chciałbym wypowiadać się na temat poziomu kunsztu aktorskiego obsady biorącej udział w tej produkcji, ponieważ nie jestem krytykiem ani nie czuje się kompetentny na tyle, aby móc to ocenić, jednak absolutnym grzechem byłoby w tym miejscu nie wspomnieć o Emmie Stone, która wcieliła się w tytułową główną bohaterkę. Emocje jakie potrafiła oddać na ekranie, w tym wychodzące z niej szaleństwo dotąd wywołuje u mnie ciarki. Gdyby studio Warner Bros chciało kiedykolwiek obsadzić w roli Harley Quinn kogoś innego niż Margot Robbie – błagam, niech to będzie Emma Stone, bo zaprezentowana przez nią kreacja może z całą pewnością konkurować z poziomem odklejenia od rzeczywistości antybohaterki z komiksów DC.

Muszę wspomnieć także o drugiej Emmie, którą możemy podziwiać w tym filmie – Emmie Thompson, gdyż portretując postać Baronessy Von Hellman, stworzyła kreacje, którą moglibyśmy określić nie inaczej, niż jako pierwowzór Cruelli, znanej z klasycznej animacji. Nie mogłem jednak pozbyć się pewnego poczucia podobieństwa tej postaci, do Mirandy Priestly z Diabeł ubiera się u Prady granej przez Meryl Streep.

Fotos z filmu Cruella

Cruella must go on

Porównanie Cruelli do wyżej wspomnianego tytułu nie jest w żadnym wypadku przypadkowe, ponieważ różnego rodzaju odniesień do niego znajdziemy w filmie Craiga Gillespie więcej. Moda jest tym, co napędza główną bohaterkę i stanowi niezwykle istotny element całej historii.

I tu się muszę zatrzymać, żeby powiedzieć to niezwykle wyraźnie:

Kostiumy z tego filmu zasługują na Oskara i mówię to z pełnym i niezachwianym przekonaniem.

Twórcy zrobili tu po prostu niesamowitą robotę. Każda z tych kreacji to wizualne arcydzieło i jestem przekonany, że nawet nie będąc zainteresowanym modą, po pierwszym rzucie oka będziecie wiedzieć, że to prawda.

Kolejnym mocnym punktem z jakim mamy tu do czynienia jest soundtrack, który według mojej opinii dobrany jest perfekcyjnie. Z racji, iż akcja filmu rozgrywa się w Londynie w latach 70., twórcy skorzystali tu z całej masy znanych z tego okresu przebojów, tworząc z nich element, bez której nie jesteśmy sobie wyobrazić całości. Ostatni raz tak dobrze dobrany podkład muzyczny słyszałem chyba w pierwszej części Strażników Galaktyki (Marvel Cinematic Universe). Tutaj również moją pierwszą myślą po wyjściu z kina było pobiegnięcie do najbliższego sklepu po płytę CD z muzyką :). Mamy w tym filmie np. jedną scenę, która w pewien sposób nawiązuje do dzieła Jamesa Gunna, kiedy to tytułowa bohaterka zaczyna poruszać się tanecznym krokiem i śpiewać piosenkę lecącą w tle burząc przy tym nieco tą tak zwaną czwartą ścianę (ci którzy na Cruelli już w kinie byli z pewnością wiedzą o której scenie mówię).

Wszystko to sprawia, że czujemy się jak na jakimś wielkim, pięknym i szalonym pokazie mody z którego nie chcemy nigdy wychodzić, pragnąc zobaczyć co za chwile pojawi się na wybiegu.

Fotos z filmu Cruella

Niewielka subiektywna uwaga

Na koniec, żeby nie było tak słodko i kolorowo rzucę tylko dosłownie jedną małą uwagę. Z racji tego, iż jest to produkcja Disneya, to twórcy zapewne nie mogli pozwolić sobie na pełnie twórczej ekspresji i zabrakło mi tu jeszcze trochę więcej tego szaleństwa, tego brudu Londynu spowitego papierosowym dymem.

Niemniej jednak jest to tylko moja niewielka subiektywna uwaga, która ostatecznie nie ma najmniejszego znaczenia, bo Cruella, chociaż nie jest obrazem doskonałym, to jest filmem niesamowitym, przynoszącym masę frajdy i na którym zapewniam Was, nie będziecie się nudzić ani chwili!

U mnie plakat filmowy na ścianie już wisi, muzyka filmowa wydobywa się z głośników nawet w chwili pisania tych słów, a w historii wyszukiwarki przewijają się strony z Funko POPami z Cruelli. Cóż więc mogę powiedzieć – dałem się porwać temu czarno-biało-czerwonemu szaleństwu i Was również do tego zachęcam, bo przecież jego odrobina jeszcze nikomu nie zaszkodziła!

Michał Łazarów

Michał Łazarów

Stary koleś, co to nie ma co robić w życiu więc gra w gry i wydaje pieniądze na głupoty zamiast się ustatkować jak człowiek! Od dziecka marzący o własnym mieczu świetlnym... i Gwiezdnym Niszczycielu Fotograf i grafik samouk uzależniony od tych małych cho...rnych POPów. W latach 90-tych zagrał w pierwsze Mario Bros na Pegasusie i przepadł! Obecny status: Stracony dla świata!

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ
Michał Łazarów
Author: Michał ŁazarówStary koleś, co to nie ma co robić w życiu więc gra w gry i wydaje pieniądze na głupoty zamiast się ustatkować jak człowiek! Od dziecka marzący o własnym mieczu świetlnym... i Gwiezdnym Niszczycielu Fotograf i grafik samouk uzależniony od tych małych cho...rnych POPów. W latach 90-tych zagrał w pierwsze Mario Bros na Pegasusie i przepadł! Obecny status: Stracony dla świata!