MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Bogowie wyrzutków. „Loki” – recenzja piątego odcinka serialu

Wielki finał serialowej ballady o Lokim zbliża się nieuchronnie, a tymczasem my, wraz z odcinkiem piątym, dotarliśmy do punktu, z którego trudno jest ruszyć dalej bez spoilerowego sygnalizowania wydarzeń z poprzednich odcinków. Dlatego też ostrzegam już na wstępie, że w dalszej części tekstu odnoszę się do wydarzeń z epizodu czwartego, którego narracja eksplodowała raz po raz zwrotami akcji, a największy z nich, ukryty między napisami końcowymi, jest punktem wyjścia dla historii omawianej poniżej. Mając ten spoiler alert za sobą, mogę Was z czystym sumieniem zaprosić na wycieczkę po Pustce.

Kadr z serialu Loki

Wyspa Wielkanocna

Wędrowcze, jeśli zbłądziłeś i mimo mych ostrzeżeń czytasz wciąż te słowa jeszcze przed seansem czwartego odcinka, daję Ci ostatnią szansę – zawróć! Bowiem, wraz kolejnym zdaniem dowiesz się, że… umarł Loki – niech żyją Loki! Locy? Lokowie? No, w każdym bądź razie, wiele Lokich. Panie i Panowie, fanki i fanatycy – mamy to! Pierwsze wrota do multiwersum zostały przed nami otwarte! A przechodząc przez nie, nasz tytułowy bohater, ma okazję poznać alternatywne wersje samego siebie – Klasycznego (ang. Classic Loki), granego przez Richarda E. Granta, który z dumą nosi najbardziej kanoniczny outfit, w jakim widzieliśmy tą postać (hełm z karykaturalnie wielkimi rogami, żółty kołnierz i obszerna peleryna), Samozwańczego (ang. Boastful Loki), dzierżącego podobny do Mjolnira młot, a także znanego z komiksów Dzieciaka (ang. Kid Loki), oraz… Aligatora, w obowiązkowym rogatym hełmie. Debaty między Lokimi to największy highlight tego odcinka, a każda z postaci to unikatowe spojrzenie na boga psot. Nabroili w multiwersum sporo, a losy Klasycznego nierozerwalnie wiążą się z fabułą Infinity War, co daje nam pewien przedsmak tego, jak funkcjonować będzie animowane What If? Trzeba przyznać, że jest to bardzo barwna zgraja, a samo ich spotkanie to dopiero początek atrakcji, jakie przygotowano dla widzów, a nade wszystko – komiksowych entuzjastów.

Kadr z serialu Loki

Nie wyobrażam sobie lepszego miejsca dla poszukiwaczy marvelowych easter-eggów, niż Pustka (ang. Void). To właśnie tam doszło do historycznego dla MCU spotkania wariantów znanej nam postaci, a jest to lokacja doprawdy osobliwa. Czego tam nie ma! Posąg Living Tribunala, Hellicarier, hełm Yellowjacketa, Throg, a nawet… helikopter Thanosa. Wszystko żywcem wyrwane z komiksowych kadrów. Jestem przekonany, że sceny w Pustce to wdzięczny materiał badawczy i robione co sekundę stopklatki ujawnią jeszcze niejeden smakołyk dla fanów. Czym jest więc to pustkowie pełne marvelowych skarbów? Ten fakt warto odkryć samemu w trakcie seansu, ponieważ rzutuje on nie tylko na wydarzenia z tego serialu, czy funkcjonowanie TVA jako organizacji sprawującej opiekę nad Świętą Osią Czasu, ale nade wszystko – może to być kolejny element wieloświata tego uniwersum, do którego być może będziemy powracać wraz z rozwojem czwartej fazy. Warto jednak zaznaczyć, że to bezdyskusyjnie najbogatsza w efekty specjalne lokalizacja wśród wszystkich seriali z Disney+, zarówno tych Marvela, jak i z logiem Star Wars. I to tych z najwyżej półki, naprawdę cieszących oko. Teraz już wiem, gdzie trafił budżet produkcyjny zaoszczędzony przy przegadanym odcinku trzecim. I naprawdę było warto go przemęczyć dla takiej wizualnej uczty. Niechlubnym wyjątkiem był jedynie Potwór z Dymu.

Kadr z serialu Loki

Zagubieni 2.0

W trakcie seansu nie mogłem się pozbyć wrażenia, że serwowane nam w tym odcinku motywy są mi już znane, gdzieś je widziałem. Tajemnicze miejsce, miejscami kiepsko animowany dym, ukrywanie się przed zagrożeniem w podziemnym schronie… no, przecież! Zagubieni (ang. Lost)! Ten serial od J.J.Abramsa, który w pierwszym dziesięcioleciu drugiego tysiąclecia rozsadzał umysły fanów nadmiarem teorii budowanych na bezcelowo podrzucanych przez twórców tropach. Brzmi znajomo? Owszem, ten opis pasuje jak ulał do całego serialowego MCU. Nie jest to absolutnie żaden zarzut – inspiracje Zagubionymi, telewizyjnym majstersztykiem, którego sukces udało się przebić dopiero Grze o Tron, to żaden wstyd. W końcu, jak czerpać wzorce, to od najlepszych. A nie można tym dwóm wspomnianym produkcjom tego odmówić – stanowiły nową jakość realizacyjną w czasach, kiedy debiutowały na antenie. Dobrze by jednak było, by Marvel wyciągnął wnioski z finałów obu tych seriali. Budowane przez lata napięcie ostatecznie znalazło rozwiązanie w rozczarowujących konkluzjach i jest to coś, nad czym Kevin Feige powinien się zdecydowanie pochylić. Szczególnie, że ani WandaVision, ani Falcon and the Winter Soldier nie mogą się pochwalić epilogami najwyższej jakości.

Kadr z serialu Loki

Tego też obawiam się po seansie piątego odcinka (którego nawet tytuł, Journey into Mystery, ma komiksowy rodowód – w 83 numerze (1963) serii o takim tytule zadebiutował Thor), ponieważ to właśnie przedostatnie odsłony obu marvelowych seriali wypadały najlepiej na tle całości, a budowana od początku intryga ostatecznie uciekała scenarzystom w najbardziej oczywiste rozwiązania na sam finał. Piąty rozdział historii Lokiego obfitował więc w wiele wydarzeń o naprawdę imponującej skali, której nie powstydziłyby się kinowe produkcje – zarówno jeśli chodzi o opowieść, jak i jej oprawę. Niestety, ostatnia scena przed napisami, będąca (kolejnym po przygodach Wandy, a następnie Sama Wilsona) otwartym zakończeniem, zapowiada mi, że krok dalej może być już tylko gorzej.

Kadr z serialu Loki

Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz

Oczywiście, chciałbym się mylić. Odwołać swoje gdybania publicznie i posypać głowę wirtualnym popiołem. Ba, nawet nieśmiało liczę, że będę miał ku temu okazję. Niestety, wiele wskazuje na to, że metoda Marvela na swoje serialowe produkcje jest jedna – utrzymujemy widza na krawędzi fotela tydzień w tydzień, snujemy angażującą historię, podrzucając fabularne tropy (zazwyczaj prowadzące ku Pustce), tylko po to, by ostatecznie status quo postaci był zgodny z naszym wieloletnim planem filmowym. Wanda jest potrzebna w Multiverse of Madness, ale nie było na jej szaleństwo miejsca w Endgame? Say no more. Sam dostał tarczę, ale w kinie będzie już musiał wywijać nią lepiej, niż Steve Rogers kiedykolwiek wcześniej? Mówisz – masz. Pytanie tylko – czy w 4 fazie MCU jest jeszcze miejsce dla Lokiego? A może już na stałe zostanie zakładnikiem serialowej rzeczywistości, tułając się od sezonu do sezonu przez kolejne, coraz to dziwniejsze, rzeczywistości?

Kadr z serialu Loki

Wraz z marvelową ofensywą na Disney+, została złożona obietnica, jakoby seriale będą integralną tkanką Marvel Cinematic Universe – doświadczeniem o kinowej jakości. Odnoszę jednak wrażenie, że zapewnienia te dotyczyły jedynie aspektów realizacyjnych tych produkcji, natomiast fabuła traktowana jest bardzo instrumentalnie względem większej narracji. W opowieści serwowanej w odcinkach najważniejsza powinna być jednak sama historia, nie tylko jej ewentualne konsekwencje. To już trzeci serial Marvel Studios, gdzie prezentowana nam historia osiąga jakościowe szczyty tuż przed finałem, zupełnie jakby projekty te były rozpisywane tylko do przedostatnich odsłon, a później przejmował je sztab marvelowych specjalistów, których zadaniem jest sprowadzać do parteru wymysły serialowych scenarzystów i umieścić je na właściwych fabularnie torach. Czyżby Święta Oś Czasu to analogia do planowania struktur MCU, gdzie nie ma miejsca na odstępstwa, każde narracyjne szaleństwo jest ostatecznie unieszkodliwiane, a seriale są jedynie zwiastunami filmów? Kevin i spółka mają ostatnią szansę, by mi udowodnić, że jest inaczej.

Rafał Halkowicz

Rafał Halkowicz

Niereformowalny wyznawca Hulka, pogodzony z syndromem popkulturowej osobowości wielorakiej. Oddycha komiksowym dymkiem, a otaczający go świat widzi w formie kadrów i onomatopei. W grach poszukuje Narracji Idealnej, stawiając opowieść ponad gameplay. Ucząc się na błędach Thanosa i Kratosa, wychowuje swą pierworodną w duchu geekowszczyzny. Razem czekają na list z Hogwartu.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ
Rafał Halkowicz
Author: Rafał HalkowiczNiereformowalny wyznawca Hulka, pogodzony z syndromem popkulturowej osobowości wielorakiej. Oddycha komiksowym dymkiem, a otaczający go świat widzi w formie kadrów i onomatopei. W grach poszukuje Narracji Idealnej, stawiając opowieść ponad gameplay. Ucząc się na błędach Thanosa i Kratosa, wychowuje swą pierworodną w duchu geekowszczyzny. Razem czekają na list z Hogwartu.