MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

Batman (NES, 1989) – a mówią, że to Soulsy są trudne

Gry na licencji to nic nowego, już od czasów NESa pojawiały się liczne produkcje tego typu i nie oszukujmy się, w większości ich jakoś była dość wątpliwa. Czy z Batmanem od SunSoft jest podobnie? Tutaj zdania są podzielone, ale wiadomo, ilu ludzi, tyle opinii. Ja zaś zapraszam do zapoznania się z moją.

Screen z gry Batman

Batman’s Souls

Dzieło SunSoft luźno bazuje na filmie Tima Burtona z 1989. Poza wizerunkiem Batmana, Jokera i kilkoma drobnostkami gra ze wspomnianą produkcją nie ma za dużo wspólnego. Do pokonania mamy pięć poziomów, każdy podzielony na trzy etapy, z czego ostatni to walka z bossem. Niewiele, prawda? Po przejściu pierwszego levelu też tak myślałem. „Phi, łatwo poszło. No to co, godzinka i rozypkane”. Oj, jak bardzo się myliłem… Gra jest piekielnie trudna. Ma to swoje uzasadnienie. Należy pamiętać, że cartridge do NESa nie posiadał zawrotnej pojemności. Większość tytułów ważyła między 120kb a 380kb. Dlatego wyśrubowany poziom trudności skutecznie potrafił wydłużyć rozgrywkę. Co za tym idzie, relacja ceny do długości rozgrywki bywał często w jakiś sposób zachowany – bo wbrew pozorom, gry tańsze kiedyś nie były. To tyle z lekcji historii.

Wracając jednak do poziomu trudności. Jest ciężko, z każdym kolejnym etapem coraz bardziej. Ostatni zaś to już szczyt masochizmu. Z początkowej ekscytacji tytułem, istnego podniecenia faktem, że mogę pikselowym Batmanem skopać parę wirtualnych zadków, pod koniec zostało niewiele. Przeobraziło się w to bardziej w słownik wulgaryzmów polskich połączony z niezbyt wyszukanym słowotwórstwem. Serio, ja rozumiem, że ma być trudno i w ogóle, ale wieżę zegarową projektował jakiś chory zwyrol – i nikt mnie nie przekona, że było inaczej. Tutaj liczy się precyzja co do piksela. W przeciwnym razie zbierzemy po drodze solidne bęcki. Jeśli już jakimś cudem dojdziemy do końca, to czeka nas walka z bossem, a właściwie z dwoma. Na tym samym życiu, które nam zostało po ciężkiej wspinaczce. Jak wykorzystamy wszystkie kontynuacje to cóż, zaczynamy od nowa. Żeby było jeszcze trudniej, serduszka, które nieco regenerują pasek życia, wypadają niezwykle rzadko – paradoksalnie, pojawiają się częściej, kiedy mamy pełen pasek życia. Nie wiem, czy to błąd, czy nie, ale irytuje to niemożebnie.

Screen z gry Batman

Bomby, roboty i batgadżety

W trakcie rozgrywki przyjdzie nam dać w czajnik różnym oponentom – co ciekawe, ci są często inspirowani realnymi antagonistami Batmana znanymi z komiksów. Jest latający typek z miotaczem ognia, który do złudzenia wygląda jak Firefly, ludziki strzelające pociskami z łapska – Deadshot się kłania, i wielu innych niemilców, żywcem wyciągniętych ze stron Detective Comics. Są też wszelakiej maści przeszkadzajki jak wybuchowe roboty na kółkach, samonaprowadzające się miny (dobra, sam nie wiem co to jest) czy działka lub bomby. Na szczęście Batman to nie jakiś tam leszcz, więc parę zabawek w swoim asortymencie też posiada. Poza tym, że potrafi elegancko wysprzęglić w paszczę, to jeszcze rzuca batarangami, batdyskami, czy strzela z batpistoletu batrakietami robiącymi batwybuchy. Dodatkowo możemy skakać, odbijając się od ścian, co pozwala nam się dostać na wyższe kondygnacje. Fajna i nowatorska mechanika jak na tamte czasy, tym bardziej że nie była ona zbyt często wykorzystywana – wcześniej bodajże jedynie w Ninja Gaiden.

Screen z gry Batman

Ładne to Gotham

Oprawa graficzna mi osobiście przypadła do gustu. Bardzo ładnie prezentują się tła poszczególnych lokacji, same postaci też są niczego sobie. Całkiem solidna robota, do niczego zbytnio nie idzie się przyczepić. Muzyka za to zrywa beret z głowy. Ładna, bogata w różne dźwięki i tonacje, potrafi nawet zapaść w pamięć. Zdecydowanie ścisła topka, jeśli chodzi o jakość. Jednak największe wrażenie robią animowane przerywniki, których jest całkiem sporo jak na produkcję z trzeciej generacji konsol. Tam pixel art prezentuje się zdecydowanie najlepiej. Batmobil w ruchu wygląda oszałamiająco, zaś twarz Jokera została odwzorowana z największą precyzją. Cud, miód i orzeszki.

Screen z gry Batman

I am vengeance! I am the night! I am Batman!

Dobra, ale czy to dobra gra jest? Moim zdaniem jak najbardziej tak. Jasne, bywa niesprawiedliwa czy momentami źle zaprojektowana (jak już wpadniesz w dziurę z kwasem, to z niej nie wyjdziesz), poziom trudności potrafi doprowadzić do białej gorączki, ale to nadal solidny kawałek platformowego akcyjniaka, i to w dodatku na znanej i lubianej licencji. Powiem tak: jeśli lubicie wyzwania, wszelakiej maści rogaliki wciągacie jak Charlie Sheen kokainę, a w każdej kolejnej śmierci odnajdujecie lekcję pokory, to myślę, że przygody rogatego kalesoniarza w 8-bitowym wydaniu jak najbardziej przypadną Wam do gustu.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ