MIEJSCE DLA KAŻDEGO GRACZA

25 lat Nintendo 64

23 czerwca to dla niektórych wyjątkowa data. W Polsce obchodzimy Dzień Ojca, niektórzy mają pewnie urodziny czy imieniny, a retro świry świętują kolejny rok Nintendo 64. Z tej okazji, postanowiłem przygotować dla Was parę ciekawostek. Przypomnimy sobie na szybko historię konsoli, zrobimy przegląd gier i zobaczymy jak się miewa dzisiaj, 25 lat po premierze. Gotowi? Zaczynamy!

Project Reality

W 1993 roku Nintendo ogłosiło współpracę z Silicon Graphics. Była to firma zajmująca się produkcją potężnych komputerów graficznych, głównie dla przemysłu filmowego. Wieść ta od razu rozbudzała wyobraźnię i to nie bez powodu. Na ich komputerach stworzono chociażby Beauty and the Beast (1991), Jurrasic Park (1993) czy nieco później Toy Story (1994). Dodatkowo zapowiedziano, że konsola trafi do sprzedaży pod koniec 1995 roku. Jej sercem miał być potężny, 64 bitowy procesor, zaś cena sugerowana będzie wynosiła poniżej 250$. Brzmiało to po prostu pięknie.

Nintendo Ultra 64

Minął rok od pierwszych informacji na temat nowej konsoli od Big N. Dopiero w maju zaczęły pojawiać się bardziej szczegółowe informacje. Ujawniono wygląd konsoli – co ciekawe, pozostał on już niezmieniony. Pierwsze co rzucało się w oczy to brak napędu CD. W oczach japońskiego giganta technologia dysków optycznych miała zbyt wiele wad – długi czas wczytywania czy brak możliwości zapisu. Wszystko to skłaniało Nintendo do wykorzystania starego ale dobrze sobie znanego nośnika – cartridgea. Poza tym na przodzie odznaczały się cztery porty na pady. Od razu było wiadomo, że czekają na graczy setki godzin przy kanapowym multi.

Nintendo Ultra 64

Nintendo 64

Kolejny rok minął, z obiecanej premiery w 1995 wyszły nici. W międzyczasie zaprezentowano kontroler, który był na swój sposób rewolucyjny – posiadał on gałkę analogową, która zdecydowanie ułatwiała poruszanie się w trójwymiarowych światach. Zresztą, skorzystały później z tego pomysłu inne firmy, jak Sony czy Sega, a sam pomysł na sterowanie analogiem przetrwał po dziś dzień. Z drugiej strony, kształt trójzębu wzbudzał małe kontrowersje. Dla niektórych taki układ pada okazał się po prostu niezbyt ergonomiczny. Poza tym do samego pada można było podłączyć od spodu różne akcesoria – wibracje, karty pamięci, czy transfer pak, który umożliwiał odblokowanie dodatkowej zawartości w grze, jeśli posiadaliśmy jej odpowiednik na GameBoy’a. W trakcie prezentacji, pokazano również wiele nadchodzących, ekskluzywnych produkcji. Wrażenie robiła twarz Mario, którą można było dowolnie modelować oraz świetna oprawa wielu innych, ekskluzywnych produkcji. Nie oszukujmy się, Sony mogło pomarzyć o takiej jakości grafiki trójwymiarowej.

Tego też roku, Nintendo wypuściło na rynek inną konsolę – Virtual Boy, który okazał się być największą porażką w historii tej firmy. O tym jednak porozmawiamy innym razem, prawdopodobnie jak sprzedam nerkę lub gdy Damian zacznie mi płacić i dorobię się własnego egzemplarza.

Nintendo N64

Sukces? Połowiczny.

Premiera, mimo wielokrotnego przekładania, w końcu nastąpiła. W Japonii w 23 czerwca 1996 roku, zaś Europie dopiero rok później. Niestety, był to kolejny gwóźdź do trumny. W tym czasie królowało już PlayStation od Sony, były dostępne też takie konsole jak Saturn czy Jaguar, aczkolwiek na tego ostatniego spuśćmy zasłonę milczenia. Patrząc z perspektywy czasu, Nintendo popełniło tych błędów dużo więcej. Przede wszystkim nośnik, a właściwie jego ograniczenia. Carty nie były zbyt pojemne, oferowały od kilku do kilkudziesięciu megabajtów pojemności, co w porównaniu z płytą CD było ilością wręcz śmieszną. Uniemożliwiało to wrzucanie długich przerywników filmowych, lepszej jakości dźwięków czy dialogów. Poza tym koszty produkcyjne takiego game paka był zdecydowanie wyższe niż nośnika optycznego. Z tego powodu też, wielu deweloperów zakończyło współpracę z Nintendo na rzecz Sony. Koronnym przykładem niech będzie Square ze swoją marką Final Fantasy. Mimo, że kolejna część pierwotnie była projektowana na N64, skończyła ona w obozie konkurencji. Poza tym sama opieszałość Nintendo nie ułatwiała życia producentom gier – mizerny lub całkowity brak dostępu do dokumentacji technicznej czy narzędzi skutecznie zniechęcał kolejnych twórców do dalszej współpracy. Sama architektura konsoli przez to stwarzała wiele problemów, a co za tym idzie, wychwalany wszędzie 64 bitowy chip graficzny, rzadko kiedy mógł ukazać swój pełny potencjał, przez co częściej był wykorzystywany w swoim okrojonym trybie, 32 bitowym.

Koniec końców, konsola sprzedała się w 32 milionach egzemplarzy, co nie jest tragicznym wynikiem, ale nie jest też rewelacyjnym. Na szczęście, Nina nadrabia jakością gier. Te w wielu przypadkach okazały się być prawdziwą rewolucją i zapisały się złotymi zgłoskami na kartach historii.

Skoro już o grach mowa, pora przedstawić kilka ważnych tytułów. Gry, w które każdy powinien zagrać czy chociażby znać. Zaznaczam jednak, że jest to moje subiektywne zdanie, opinia wyrobiona przez lata obcowania ze sprzętem.

Super Mario 64

Tytuł startowy i system seller. Produkcja, która stworzyła nowy gatunek gier i tym samym stała się legendą – trójwymiarowych platformerów akcji. Piękne, kolorowe i przede wszystkim zróżnicowane lokacje, wiele sekretów do odkrycia i otwartość świata. Tak pokrótce można byłoby opisać najnowsze (w tamtym czasie) przygody włoskiego hydraulika w krainie grzybów. Pozycja wręcz obowiązkowa!

Goldeneye 007

Kolejny kamień milowy w historii gier. Gra, która udowadniała wiele rzeczy:

  1. Da się zrobić dobrego FPS’a na konsolę
  2. Da się w tego FPS’a grać na konsoli i czerpać z tego przyjemność
  3. Nie wszystkie gry na licencji ssą
  4. Nie ma nic lepszego niż kanapowy multik

Nie będę ukrywał, że przy tej odsłonie Bonda spędziłem strasznie dużo czasu, zarówno grając w singla, jak i katując pady wraz z kolegami. Zresztą, do dziś multi jest pozycją obowiązkową w retro imprezach u mnie w mieszkaniu. I nadal bawi tak samo jak te 20-parę lat temu.

Resident Evil 2

Ikona survival horroru, dla wielu najlepsza odsłona tej popularnej marki. Dlaczego znalazła się na tej liście? Bo to technologiczny cud świata, który pokazywał, że jak się chciało, to można było jednak wykrzesać coś więcej z tych cartów. Wyobraźcie to sobie – gra, która na PS1 zajmowała 2 płyty, została upchnięta na układzie scalonym o pojemności 64mb. Żeby było ciekawiej, kampania nie jest w żaden sposób okrojona. Zawiera te same przerywniki filmowe, animacje czy lokacje. Programiści z Angel Studio (a obecnie Rockstar San Diego) wykonali kawał tytanicznej roboty. Czapki z głów!

Conker’s Bad Fur Day

Co się stanie, gdy twórcom miłych platformówek dla dzieci, takich jak Banjo – Kazooie czy Donkey Kong 64 w końcu temat się przeje? Cóż, robią kolejną grę dla dzieci, ale w międzyczasie zmieniają koncepcję i tworzą jedną z bardziej popapranych, wulgarnych i wyśmiewających wszystko oraz wszystkich grę. Tak, pierwotne założenie Conkera były zupełnie inne – miała to być milusia wiewiórka zbierająca żołędzie i kawałki czekolady. Czekolada została, ale za to nasz bohater zaczął tankować browary. Absolutnie wspaniały, abstrakcyjny, momentami prostacki humor, potrafi wciągnąć jak bagno. No bo hej, nie powiecie mi przecież, że walka z Wielką Kupą, która w dodatku śpiewa niczym tenor operowy, nie jest czymś zabawnym… Prawda? Prawda?!

Star Wars: Rogue Squadron

Będąc dzieciakiem, straszliwie jarałem się Gwiezdnymi Wojnami. Marzyłem o tym aby zasiąść za sterami X-Winga i skopać parę Imperialnych tyłków. I wiecie co? Okazało się, że jest to możliwe, i to w domowym zaciszu! Świetna kampania, masa statków do wyboru, a jeszcze więcej do odblokowania. Po prostu czysta frajda i spełnienie dziecięcych marzeń.

Oczywiście gier można byłoby wymienić dużo więcej, jak chociażby Star Wars: Shadow of the Empire, Super Smash Bros., Mario Party, Lylat Wars 64 (lub jak kto woli, Star Fox 64), seria Turok, The Legend of Zelda: Ocarina of Time itd., ale: korekta by mi łeb urwała, a po drugie nie wystarczyłoby miejsca na stronie. Poza tym, przed nami ostatnia część, czyli…

Jak się sprawy mają po 25 latach od premiery?

Zaskakująco dobrze. Co jakiś czas na rynek wychodzą nowe kontrolery firm trzecich, które naprawiają błędy oryginału. Warto tu wspomnieć o padzie Tribute64 od Retro-bit. Posiada on mocno zmieniony kształt, przypominającym nieco ten od Gamecube. No i zmieniono analog na „współczesny”, co jest ogromnym plusem. Pierwotny analog był niestety w całości z plastiku, przez co powoli wykruszał się z biegiem czasu. To zaś powodowało olbrzymie luzy na gałce, a koniec końców, utrudniało rozgrywkę, lub ją wręcz uniemożliwiało. Tutaj na szczęście, ten problem został zażegnany.

Poza tym, ku zdziwieniu wielu, do dziś wychodzą gry na poczciwą Ninę. Tak, ludzie tworzą własne produkcje na bazie innych gier. Za dobry przykład niech posłuży Goldfinger, który na dobrą sprawę, jest zmodyfikowaną wersją Goldeneye. Dostajemy całą nową kampanię opartą na filmie o tym samym tytule. Istnieje też cała masa nowych Zeld, przygód Mario, jak chociażby Super Mario Star Road, czy gier z Banjoo. Ba, nawet pewien mem nintendronów doczekał się swojej realizacji – mowa tutaj o Waluigi’s Taco Stand 64. Co lepsze produkcje są nawet wydawane na fizycznych nośnikach – jest to prawdziwa gratka dla kolekcjonerów, ale niestety też dość kosztowna. Pełne wydanie, tj. cart, instrukcja i pudełko, potrafi kosztować często 300zł. Polecam tutaj Retro Games Remastered (znajdziecie ich na Facebooku oraz Instagramie) ponieważ robią piękne i niezwykle dopracowane wydawnictwa. Jeśli jednak wolicie przepuścić hajsy na inne rzeczy, ale jednak nadal pograć w nowe produkcje na swojej ukochanej retro konsoli, to zawsze możecie zaopatrzyć się w jakiegoś multicarta (chociażby Everdrive 64) i wrzucać na niego romy z fanowskimi grami – te oczywiście dostępne są za darmo do pobrania z sieci. 

„The New Dimension of Fun”

Czas na małe podsumowanie, co nie? N64 to rewelacyjna konsola, która wyznaczyła pewne standardy na rynku gier, jednocześnie została pogrążona przez nieprzemyślane decyzje i marketing. Przede wszystkim, nieszczęsny nośnik danych – przestarzały, drogi i mało pojemny. Kolejnym gwoździem do trumny było podejście do deweloperów jak i polityka firmy odnośnie samych gier – niestety japońska korporacja nie dostrzegła jednej rzeczy – tego, że gracze dorastają. Przez co, nie oszukujmy się, wyszło niewiele „dorosłych” gier w porównaniu z innymi systemami. Nie mniej, cieszy mnie fakt, że ten sprzęt nadal jest podtrzymywany przy życiu – czy to przez producentów akcesoriów, czy też przez społeczność, która co rusz wypuszcza to nowe wersje swoich ulubionych tytułów.

O NAS:

GraPodPada.pl to miejsce, gdzie przy jednym stole siedzą konsolowcy, pecetowcy, komiksiarze, serialomaniacy i filmomaniacy. Tworzymy społeczność dla wyjadaczy, jak i niedzielnych graczy, czytaczy i oglądaczy. Jesteśmy tutaj po to, aby podzielić się z Tobą naszymi przemyśleniami, ale również, aby pokazać Ci, że każda opinia ma znaczenie, a wszyscy patrzymy na współczesną popkulturę kompletnie inaczej. Zostań z nami i przekonaj się, że grapodpada.pl to miejsce dla każdego gracza.

Masz Pytania? Skontaktuj się z nami: [email protected] 

OBSERWUJ NAS

Share on twitter
UDOSTĘPNIJ
Share on facebook
UDOSTĘPNIJ